Odwiedź nas w:

Berlinie | Białymstoku | Bielsku-BiałejBrukseli | BydgoszczyChojnicachGliwicach | Grudziądzu | Katowicach | Kędzierzynie-KoźluKoszalinieKrakowie | Lipsku | Londonie | LublinieŁodzi | Myślenicach | Olsztynie | OsloParyżu | Poznaniu | Rzeszowie | SłupskuSzczecinie | TarnowieTrójmieście | Warszawie | Wrocławiu | ZamościuZielonej Górze

ZOSTAŃ KLUBOWICZEM | ZAŁÓŻ KLUB | WESPRZYJ NAS!

comments

Nadchodzące wydarzenia:

  • 17 grudnia 2019Wieczór wigilijny
  • 20 grudnia 2019 16:30Kawiarenka Krakowskiego Klubu "TP"
  • 31 grudnia 2019Nie strzelam w Sylwestra
  • 8 stycznia 2020Kościół wobec osób LGBT” .
  • 13 stycznia 2020 19:00Wspólnota i dialog - czytamy Tischnera
AEC v1.0.4

Sprawdź pełną listę wydarzeń.

Juliusz Paetz i Boże Miłosierdzie    

Chciałbym, choć to może w majestacie śmierci nie całkiem stosowne, zastanowić się nad tym, co było i mimo wszystko ciągle jest, najbardziej gorszącym aspektem całej sprawy. Arcybiskup nigdy nie uznał swej winy, co najwyżej mówił o „nadinterpretacji” własnych słów i gestów, nigdy za nic nie przeprosił. Gdy zmuszono go do odejścia schronił się „w cieniu katedry” i gorliwie zabiegał o to, aby nie zostać zapomnianym, mimo zakazu dawał się zapraszać, siadywał w pierwszych rzędach podczas wielkich uroczystości, grał rolę niesłusznie skrzywdzonego. Wielu w to wierzyło, nie mogąc przezwyciężyć dysonansu: biskup, następca apostołów, jakże mógłby publicznie, z miedzianym czołem negować prawdę, dawać fałszywe świadectwo? Pewnie go skrzywdzono, a on desperacko szuka sprawiedliwości.

Oczywiście nie jest możliwym, aby Stolica Apostolska podjęła decyzję wobec abp. Paetza bez dogłębnego i obiektywnego sprawdzenia problemu, został odsunięty, ale bez jasnego, konkretnego i nie budzącego wątpliwości określenia jego odpowiedzialności. Cóż mógł pomyśleć zwykły wierny, pełen zaufania dla swych pasterzy? Otóż biskup, oskarżany o obyczajowe nadużycia, zostaje zmuszony do odejścia, choć sam nigdy do niczego się nie przyznaje. Nadal odprawia Mszę Św., spożywa Najświętszy Sakrament, zatem zapewne spowiada się ze swoich grzechów.

Jeśli w swoim sumieniu uznaje, że jest godzien aby sprawować Najświętszą Ofiarę, to przecież nie może tego robić w sposób świętokradczy. Musi być niewinny, bowiem jeśli kłamie, to znaczy, że następca apostołów jest zakłamanym grzesznikiem, powodującym publiczne zgorszenie, „byłoby mu lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18, 6).” Gdzie zatem jest prawda? Dlaczego i za co biskup poniósł konsekwencje? Jeśli rzeczywiście ich przyczyną była potwierdzona, szokująca nieobyczajność, to dlaczego tolerowano sytuację wprowadzającą „maluczkich” w konfuzję?

„Sprawa Paetza” ukazuje wielki problem naszego Kościoła – klerykalizację, o której tak odważnie mówi papież Franciszek. Mniemane dobro Kościoła – instytucji, nakazuje milczeć, zamiatać pod dywan, pozostawiać w sferze niedopowiedzenia sprawy, które mogłyby Mu zaszkodzić. Zaszkodzić, komu tak naprawdę? Komu zaszkodziłoby wyznanie prawdy w sprawie abp. Paetza? Na pewno nie Kościołowi – wspólnocie wiernych, być może Kościołowi – korporacji duchownych.

Komu służyło pozostawianie grzechów poznańskiego metropolity w szarej strefie niedopowiedzenia? Co miał myśleć człowiek wiary szczerej i prostej, widząc, że arcybiskupa odsunięto, czyli uznano jego odpowiedzialność, a jednocześnie nie sformułowano wprost, jasno i jednoznacznie zarzutów wobec niego? Komu służyło takie postępowanie, zrozumiałe jedynie w korporacyjnej logice instytucji strzegącej swej integralności i doczesnego interesu? Gdzie był ewangeliczny radykalizm? Sposób załatwienia sprawy abp. Paetza jest modelowym przykładem przedłożenia logiki korporacyjno-instytucjonalnej nad ewangeliczną. Szkody, szczególnie w sferze wrażliwości ludzi autentycznie, szczerze i prosto wierzących są tu niepoliczalne.

Nie nam jednak roztrząsać zakamarki duszy ks. Arcybiskupa. On jest już na sądzie Bożym, doświadcza Jego miłosierdzia i sprawiedliwości. Grzech braku nazwania zła złem obciąża oczywiście jego sumienie, ale niewspółmiernie bardziej sumienie jego braci w biskupstwie. Dziś możemy dla Juliusza Paetza zrobić tylko jedno, wypowiedzieć słowa modlitwy „Wieczny odpoczynek” i polecić zmarłego nieogarnionemu Bożemu Miłosierdziu.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.