Posted on: 17 stycznia 2014 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wierni Koscioła katolickiego i członkowie Gminy żydowskiej spotkali się  w czwartkowy wieczór (16 stycznia) w sali kolumnowej Gminy Żydowskiej  przy ul Pomorskiej 18 w Łodzi, by wspólnie modlić się, rozmawiać i snuć refleksje. Wszystko to z okazji Dnia Judaizmu. Spotkanie odbyło się z inicjatywy Klubu Tygodnika Powszechnego, a przewodniczyli mu ksiądz Wojciech Lemański i rabin Symcha Keller.

Spotkanie rozpoczęło się od modlitwy. Rabin odśpiewał po hebrajsku Psalm 23 (Pan jest moim Pasterzem), a następnie ks. Wojciech odczytał ten Psalm po polsku. I tak w Imię Pana zaczęliśmy rozważania nad słowami „Jestem Józef, Twój brat” – tematem wiodącym tego Dnia.

Rabin zaproponował do rozmyślania obraz pustyni, która dzieli Józefa i jego braci; po jednej stronie jest Józef pragnący ich odnaleźć, a po drugiej bracia, nie spodziewający się jego wizyty. Ks Lemański, ciągnąc tę myśl, przypomniał w jaki sposób bracia potraktowali przybywającego Józefa, najpierw próbując go zabić, a potem sprzedając w niewolę. Dalej potoczył się dialog i  trudno powiedzieć co kto mówił, tak zgodnie, jak harmonijny duet, przeplatały się słowa obu dyskutantów. Mówili więc: PO latach Józef z beztroskiego, nieco rozpieszczonego  młodzieńca stał się mądrym i zapobiegliwym mężem Bożym, zaś  bracia, widząc rozpacz ojca, żałowali później swego czynu; byli gotowi ponieść karę, gdy głodni spotkali się z namiestnikiem faraona; on zaś mając władzę i żywność mógł z łatwością odpłacić im za swoja krzywdę, ale nie ukrywał się zbyt długo za maską hierarchy, lecz otworzył ramiona i uściskał ich, dając się poznać, jako brat właśnie.

Opowieść o Józefie -zaznaczyli rozmówcy-  symbolizuje naszą wzajemną, wielowiekową, a także współczesną drogę do siebie przez pustynię niezrozumienia, obcości, odrzucenia, pomówienia, złych czynów i złych słów, a nawet zbrodni.

Ksiądz Lemański ze wzruszeniem opowiadał, co skłoniło go do wejścia na drogę pamięci o wymordowanym narodzie żydowskim; czemu zaczął poznawać judaizm i Żydów i zbliżać się do nich. Było to odkrycie w Jedwabnym na stosie spalonych ciał- zwłok małego dziecka. Jako ksiądz katolicki jest przekonany, że my, katolicy polscy, jesteśmy zobligowani moralnie, obecnością i modlitwą w miejscach zbrodni czcić pamięć narodu, którego krew zrosiła naszą ziemię. Co od chwili przemiany wewnętrznej starał się gorliwie czynić dając przykład innym- z dobrym skutkiem. Parafianie  z Jasienicy raz zaproszeni na modlitwę do Treblinki jeżdżą tam nadal liczną gromadą, choć już bez niego.

 

Obaj dyskutanci bardzo pozytywnie ocenili centralne obchody Dnia Judaizmu w Sandomierzu i akt odsłonięcia obrazu przedstawiającego mord rytualny, z tablicą jednoznacznie oznajmiającą, że takich mordów nigdy nie było. Gdyby ktoś myślał, że to dawno wygasła legenda, ksiądz Lemański przypomniał, ze karygodna zbrodnia w Kielcach tuż po wojnie zaczęła się od pomówienia ocalałych z holocaustu Żydów, o rytualny mord chrześcijańskiego dziecka.  A rabin przytoczył doświadczenie własne, kiedy to przed paru laty zaledwie, wraz z grupą rabinów- gości (w strojach rabinackich)  zwiedzali małe miasteczko, dzieci uciekały przed nimi, krzycząc, że Żydzi wezmą ich na macę.

Obaj podkreślili, ze antysemityzm ciągle ma się dobrze i przejawia się  w hasłach na murach, okrzykach na stadionach, niechętnych i pomawiających o wszelkie zło komentarzach dotyczących Żydów, a nawet mianowaniem Żydami tych, którzy nam się nie podobają. Jest to inny antysemityzm, niż przed wojną, bo Żydów de facto jest niewielu (w Łodzi 500 osób). To często antysemityzm wśród ludzi młodych, którzy nie mają pojęcia kim jest Żyd. Nominując Żydami przeciwników ukochanej piłkarskiej drużyny, rozpaleni kibice po prostu chcą ich znieważyć; i oni i ludzie, często pokrzywdzeni zapiekli w gniewie na polityków, których mianują Żydami, używają tego słowa, jako znaku hańby.   Co zrobić, by zdjąć odium mrocznych skojarzeń i ocen z miana Żyd? Co zrobić, by dzieci w małym miasteczku nie bały się Żyda realnego? Jak nawodnić tę pustynię, jak budować drogi , którymi można ją pokonać, i przejść ją wreszcie, by spotkać się z braćmi nie w gniewie, podejrzeniach , wrogości, zawiści i lęku? -zastanawiali się wspólnie ksiądz i rabin.

Rozgorzała dyskusja. Pani, która przedstawiła się, jako katoliczka, mówiła o tym, jak jej wstyd i jak wielkim bólem jest dla niej, gdy słyszy na ulicy niewybredne komentarza i okrutne żarty na temat Żydów, mało, gdy słyszy antysemickie teksty w swoim Kościele.

Wówczas poprosił o głos starszy pan z ostatnich rzędów. Powiedział, że jest dzieckiem Holocaustu, ale nosi imię i nazwisko, jakie nadał mu katolicki ksiądz, który w ten sposób uratował mu życie.  Przeżył, dzięki niemu i chrześcijańskiej , polskiej mamie, oraz- dzięki żołnierzowi Wermachtu. Chciałby za to podziękować dobrym katolikom.

Posypały się świadectwa o sprawiedliwych wśród narodów świata, o księżach katolickich, siostrach zakonnych (między innymi w Chotomowie, rodzinnym mieście księdza Wojciecha), o ludziach, którzy z narażeniem życia swojego i rodziny ratowali żydowskie dzieci, czasem całe rodziny. Nawet takich, którzy mieli przed wojną wyraziste poglądy antysemickie.

Rabin zauważył, że obecnie następuje polaryzacja stosunku wobec Żydów. Z jednej strony kwitnie coraz bardziej podły, głupi i bezkarny antysemityzm „stadionowy i uliczny”, a z drugiej, coraz liczniejsze są środowiska chrześcijańskie, które maja wolę i intencje zbliżenia i wzajemnego poznania i szacunku. Są szkoły, których uczniowie  opiekują się cmentarzami żydowskimi, i pielęgnują pamięć miejsc zbrodni na narodzie żydowskim. Sam rabin jest zapraszany do wielu miejsc w których chrześcijanie chcą rozmawiać  o teologii, o wspólnych korzeniach religijnych , a także o odmienności- bez agresji, lecz z intencją poznania.

Ksiądz Wojciech mówił o tym, że wiele do życzenia pozostawia jeszcze postawa niektórych (choć nie wszystkich na szczęście) hierarchów i księży katolickich; zbyt mała obecność  kleru w uroczystościach upamiętniających tragiczne wydarzenia i zbrodnie z czasów wojny, w modlitwach pamięci, wynikająca z głębokiej, czasem nieuświadomionej niechęci wobec Żydów i oporu przed zbliżeniem. I rabin i ksiądz stwierdzili, ze Dzień Judaizmu ustanowiony przez Kościół jest chlubnym wyjątkiem, jeśli inspiruje realne zbliżenie ludzi obu wiar.  Jest dobrą okazją choćby do takich szczerych, otwartych i rzetelnych, po prostu braterskich rozmów, jak nasza. I że powinny one mieć miejsce o wiele częściej, nie tylko z jakieś okazji. Takie kontakty przyczyniają się do powolnych zmian w świadomości, a sianie dobrego ziarna zaczyna wydawać powoli owoce.

Rabin przypomniał rozmowę kardynała Bergolgio i rabina Skórki (skądinąd łodzianina z pochodzenia) z książki „. W niebie i na ziemi” i stwierdził – z zachwytem- że jest to dla niego przykład dialogu który zmierza do realnego zbliżenia. Rozmowa, która niekoniecznie traktuje o sprawach religijnych czy obyczajowych, różnicach i wzajemnych ranach, ale o życiu: o tym, w jaki sposób i chrześcijanie, Żydzi i w ogóle ludzie dobrej woli mogą nieść pomoc miłość i każdemu z potrzebujących, pokrzywdzonych, biednych i głodnych mieszkańców swojego kraju, niezależnie od wiary, czy niewiary.  Tak i my  – rzekł rabin- powinniśmy wspólnie często spotykać się, by rozmawiać, jak nieść dobro konkretne, naszym tu potrzebującym współmieszkańcom – i nie tylko rozmawiać, ale wspólnie to dobro nieść. Jak wspólnie wprowadzać w czyn, poprzez konkretne dziania w świecie,  naszą wiarę opartą na tych samych przykazaniach, wypływającą z Miłości Bożej.

Chciałoby się przytoczyć każdą wypowiedź zarówno księdza i rabina, jak i głosów z sali, ze strony żydowskiej i chrześcijańskiej.

Pozostańmy jednak przy tym skrócie.

Koniecznie jednak należy powiedzieć, że atmosfera spotkania była bardzo serdeczna, gospodarze miejsca niezwykle gościnni i uprzejmi, ksiądz Lemański i rabin całym sercem oddani sprawie dialogu, słuchacze  kulturalni, a wypowiadający się szczerzy i autentyczni, a przy tym zupełnie nieagresywni; słowem nie przypominało ono oficjalnej uroczystości, lecz rodzinną, pełną dobrej woli rozmowę. Po zakończeniu spotkania dominowała radość i trudno było się rozstać. Wiele jeszcze było rozmów indywidualnych i z rabinem i z księdzem i między uczestniczącymi.  Kto wie, czy ta skromna impreza nie zasiała więcej dobrego fermentu w sprawie dialogu chrześcijańsko – żydowskiego, niż niektóre liczne i formalne  uroczystości.

 

 

comments

Leave a Comment