Posted on: 1 czerwca 2014 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

jola_elkanMt 28, 16-20

Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami:

«Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

W Ewangelii Mateusza (Apostoła)  nie ma opisu Wniebowstąpienia. Nie ma go też u św Jana, ukochanego ucznia Jezusa; tak więc obaj Ewangeliści, którzy widzieli na własne oczy- milczą o tym.

Prawdę mówiąc i ja bym milczała chętnie. Najwyraźniej było to wydarzenie nie podające się opisowi. A tym bardziej – rozumieniu. Ale trzeba spróbować…tym bardziej, ze w dzisiejszym  czytaniu z Dziejów Apostolskich mamy opis. Łukasz, korzystając z opowieści i prawdopodobnie z Ewangelii św Marka (który też korzystał z opowieści) pisze:  „…a potem został wzięty do nieba” i dalej: „uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu”.

Biblia przepełniona jest obrazami identyfikującymi to co w górze (powyżej ziemi) z niebem zamieszkałym przez Boga, a to co w dole (poniżej ziemi)jako otchłani (piekła). Ziemia jest tą stałą do której człowiek przytwierdzony jest za życia. Oddawanie czci Bogu, miejsce modlitwy, lub ofiary (łącznie z umiejscowieniem świątyni), często związane jest ze wspinaniem się, wchodzeniem na górę, co oznacza przybliżenie do Nieba; pod grzesznikami otwiera się ziemia i wpadają w dół, w otchłań. Choć wiemy, ze większość tych obrazów to poezja i symbolika, gdzieś na dnie duszy zakorzenione jest w nas dosłowne, przestrzenne i fizyczne ich pojmowanie.

I tak to funkcjonowało a niekiedy i funkcjonuje w ludzkiej wyobraźni: Błękitny firmament wysoko w górze, jak przeźroczysta, kloszowa skorupka, odgranicza ziemskie od niebiańskiego. Za tą nieprzekraczalną dla żywych granicą jest właściwe, niewidzialne Niebo, w którym mieszka Bóg Ojciec z Aniołami i Świętymi. Tam właśnie, w górę,  uniósł się Pan Jezus. Ponad chmurami, na wysokim tronie siedzi prastary, brodaty i siwy Bóg Ojciec, po prawicy na troszkę casino pa natet mniejszym mężczyzna w sile wieku- Syn Boży, a gdzieś ponad nimi, lub pomiędzy polatuje gołąbek- Duch Święty.

Niby dla nas, którzy żyjemy w wieku rakiet i sond kosmicznych  oczywiste jest, że Nieba nie możemy identyfikować  z rozpościerającym się ponad nami bezkresnym, nieskończonym kosmosem z milionami galaktyk. A jednak…bywa, że w wyobraźni potocznej ów dawny kloszowy firmament przedzierzgnąwszy się w kulistą sferę, przesuwa się poza nieznaną granicę Kosmosu i nadal tam, hen ponad nim, jest umieszczany Bóg z Niebieskim Dworem. Tam fruną święte dusze po śmierci. Tam, niczym jednana w swoim rodzaju rakieta, wstąpił Pan Jezus. Stąd zabawny i absurdalny dowód na nieistnienie Boga, ogłoszony przez Gagarina powracającego z orbity okołoziemskiej (którą nazwał niebem). Nie widział Go tam, zatem Go nie ma.

Pora przejrzeć na oczy. Góra i dół, wstąpienie i zstąpienie, wspinanie się i schodzenie, uniesienie, wznoszenie w języku wiary nie muszą być i zwykle nie są związane z przestrzenią, podobnie jak światło i ciemność nie muszą być związane ze zmysłem wzroku. Dla przykładu: podczas mszy kapłan wzywa: „W górę serca!” Odpowiadamy: „Wznosimy je do Pana!” i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie rozumiał tego w sposób fizyczny, przestrzenny! Uniesienie, wznoszenie jest obrazem pragnienia,  dążenia do tego, co piękne, dobre, wspaniałe, doskonałe. Nie do fizycznego nieba, lecz do Boga, nie poddającego się przestrzennym określeniom.

Tak więc słowa Łukasza „Jezus uniósł się” dotyczyłyby raczej dążenia Boga-Syna do połączenia z Bogiem -Ojcem.  Byłyby wyrazem tęsknoty i pragnienia Syna, a także tęsknoty i pragnienia Ojca; dynamiczna i potężna siła obu spotykających się pragnień widzialnie unosi Syna. (Mistykom zdarzało się lewitować podczas modlitwy, gdy zbliżali się duchem do Boga i zagarniała ich Jego moc.).

I dalej:„… obłok zabrał im Go sprzed oczu”. Obłok w Starym Testamencie, szczególnie w Księdze Wyjścia, jest znakiem obecności Bożej. Widzialny, a nieuchwytny, ulotny, a posiada moc, zasłania, by dzieląc się Sobą wewnątrz Siebie, odsłonić inaczej, bardziej, głębiej.

Syn Boży został zasłonięty, zabrany, wzięty, zagarnięty, wchłonięty miłośnie przez  Obecność Ojca. Stał się niewidzialny dla oczu, bo ukryty wewnątrz Boga. Wzięty do Nieba, to tyle, co wzięty do (przez)Boga.

Po tym niezwykłym wydarzeniu Aniołowie strofują oszołomionych uczniów:  „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”

Przyjdzie tak samo. Przyjdzie do każdego z nas przynaglony pragnieniem, tęsknotą, miłością. Ba, On tam już jest! Gdzie bowiem mieszka Bóg? Gdzie jest Niebo, jeśli nie ponad firmamentem?

Trzeba spytać inaczej. Kiedy my wznosimy się najbliżej do Boga? Kiedy doświadczamy najpełniej Jego obecności?  Gdy w modlitewnej ciszy zanurzymy się w głębię własnego serca. Serca rozumianego, jako centrum, najistotniejszy wymiar nas samych. Tam odnajdujemy Boga. Tam jest Niebo. Paradoksalnie uniesienie wzwyż, oznacza wejście w głąb. Nie ma co stać w miejscu z zadartymi głowami. On mieszka w naszym sercu. Nie widać tego, bo to co w głębi zakryte jest przed oczyma. Odkrywamy Boga podczas wędrówki do wewnątrz. To, co niskie mieści w sobie to, co wysokie; to, co małe mieści w sobie to, co większe; skończone, mieści w sobie nieskończone,  bo serce nasze stworzone zostało na obraz i podobieństwo Bożego Serca.  Jeśli nasze serce jest tajemnicą, którą odkrywamy nieustannie, o ileż bardziej jest nią Serce Boga!

Dziś zaczynamy odmawiać niezwykłą i piękną, czerwcową Litanię do Serca Jezusa, która próbuje opisać, wyrazić, dotknąć, czym Ono jest. Serce, które miało (i ma ) swój ludzki, fizyczny wymiar,  jest (i zawsze było) jednocześnie Sercem Boga. Modlitwa tą litanią, opiewającą Jego Serce, prowadzi nas w głębię własnego, by biło tym samym rytmem.

Zasileni, umocnieni tą modlitwą mamy z mocą realizować, co nam nakazał.

W Ewangelii Mateusza czytamy jasno, co powiedział Jezus uczniom: idźcie, głoście, nauczajcie, chrzcijcie! Nauczajcie jak żyć wedle przykazania Miłości, żyjąc tym przykazaniem wobec bliźnich. Idźcie z Moją mocą i Moją władzą, działajcie siłą Mojej miłości.

To także wezwanie do nas. Wezwanie, by idąc, działając, świadcząc, rozpościerać Niebo jego Obecności na cały świat. Obdarzać Jego Niebem wszystkich ludzi. Ale tez dostrzegać w bliźnim Boże niebo. Niełatwe zadanie, ale z Nim możliwe.  Przyrzekł przecież, że będzie z nami, z każdym z nas – w głębi serca-  każdego dnia, aż do skończenia świata.

 

 

 

comments

Leave a Comment