Posted on: 1 maja 2020 Posted by: Marcin Pera Comments: 0
Wizyta Klubowiczów w budynku Rady Europejskiej podczas Zlotu Klubów "TP" w Brukseli, 1 maja 2019 r., Fot. Adam Walanus

Mam nieraz wrażenie, że jako naród mamy wyjątkową skłonność do zakłócania sobie samym czasów spokoju i dobrobytu. To, co jest naszą olbrzymią siłą – solidarność i niekiedy niebywała wręcz odwaga w czasie zagrożenia, przekształcają się w lekkomyślne szastanie osiągnięciami naszych ojców i nas samych w czasie względnie spokojnym. Dlatego, widząc jak lekką ręką potrafimy testować naszą demokrację, jak nonszalancko podchodzimy do prawa, wreszcie jak łatwo przychodzi nam gardzenie autorytetami, a nawet bohaterami narodowymi, o naszą obecność w Unii Europejskiej szczerze się obawiam.

Nie dlatego, że widzę we Wspólnocie idyllę. Przecież to oczywiste, że raju na ziemi zbudować nam się nigdy nie uda, każde struktura organizacyjna będzie obarczona błędami, niedociągnięciami i nierównościami tylko dlatego, że jest tworzona przez ludzi. Uznajmy jednak rzecz oczywistą – udało się zbudować w Europie przestrzeń polityczną i obywatelską, która, mimo swych mankamentów, daje nam olbrzymią swobodę, podmiotowość, a przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa (niespotykane chyba w całej naszej nowożytnej historii). Być może, by to osiągnąć, niezbędna była trauma wielu lat wojen, a zwłaszcza tej szczególnie okrutnej, której na swojej skórze doświadczyli właśnie ojcowie założyciele UE.

Unię Europejską można, a nawet trzeba reformować, koniecznie spierać się o jej kształt, walczyć o jak najlepszy byt dla jej obywateli, budować pozycję na mapie świata nie tylko poprzez sukcesy gospodarcze, ale solidarność z potrzebującymi, otwarcie na nich, gotowość i zdolność do pomocy. Jest przecież i niech na zawsze pozostania Unia ostoją demokracji, a z kolei jej istotą jest dyskusja, spór, które mają sprzyjać dobru obywateli. Dlatego powinniśmy budować Unię tak jak nasz dom – w poczuciu szacunku względem bliźniego, który się przejawia uznaniu jego praw, wolności, a także w solidarności z nim.

Bądźmy Europejczykami – nie pozwólmy się podzielić, według narodowości, wiary, poglądów etc. Dbajmy o nasz wspólny dom właśnie poprzez kształtowanie wspólnoty – z sąsiadem, kimkolwiek by on był. A jeśli już musimy się czemuś sprzeciwić, to tym właśnie postawom, które prowadzą do dzielenia nas i w konsekwencji niszczenia tego, co Europejczykom udało się zbudować, do czego każdy z nas, swoją pracą, wychowaniem dokłada kolejną cegiełkę.

Unia Europejska ma swoje – mniej lub bardziej oczywiste – wady. Nie pozwólmy jednak, by przyćmiły one wielkie osiągnięcie, jakim jest budowanie pokoju i poczucia wspólnoty pomiędzy (często przecież zwaśnionymi między sobą) narodami. Spróbujmy, jako Polacy, mówić o sobie z dumą – jestem Europejczykiem, jestem członkiem wspólnoty, której udało się zbudować i utrzymać pokój przez kilkadziesiąt lat. Bowiem od naszego pokolenia zależało będzie, czy dzieło ojców przetrwa choćby do czasów naszych dzieci. Oby przetrwało jak najdłużej.

Na koniec: Jerzy Turowicz pisał, że być Europejczykiem nie oznacza być mniej Polakiem. Przeciwnie, Europejczykiem jest się dzięki temu, że się jest Polakiem, Francuzem czy Niemcem; narodowość jest tu kategorią istnienia europejskości czy ludzkości. Każdy naród wnosi swoją tożsamość, kulturę, dziedzictwo, wnosi je do wspólnej puli i sam z tej puli czerpie. Kultura europejska i kultura świata nie jest abstrakcją, czy sumą poszczególnych kultur, to organizm. (…) Całe światowe dziedzictwo kultury jest naszą wspólną własnością, dlatego też pojednanie pomiędzy narodami, integracja, współpraca oznaczaj wymianę i wzajemne wzbogacenie się. Dążenie do samoizolacji w tej dziedzinie byłoby absurdem, rezygnacją z rozwoju. W interesie Polski jest osmoza kultur i wzrost wspólnego dziedzictwa kultury (Nie bójmy się integracji, Tygodnik Powszechny, nr 6/1993).

comments

Leave a Comment