Posted on: 16 marca 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

To już musztarda po obiedzie, ale choć spóźniony napiszę kilka słów o akcji degradacyjnej podjętej przez nasze władze. Minęło tyle lat od grudniowego poranka w 1981 r. Byłem wtedy uczniem liceum w prowincjonalnym wielkopolskim miasteczku. Poprzednie 16 miesięcy to był „gwiezdny czas”, dni przyspieszonego dojrzewania, odkrywania wiedzy o Polsce i jej historii, której nam wcześniej szczędzono. Wydawało się nam, piętnastolatkom, że wszystko możemy: działać, dyskutować, czuć się wolnymi.  13 grudnia to wszystko unicestwił, przynajmniej tak wtedy sądziliśmy. Obudziliśmy się w niedzielę, która była nie tyle dniem „bez Teleranka” ile dniem bez nadziei. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za lat bez mała trzydzieści będę świadkiem degradacji członków WRONy, byłbym niezmiernie szczęśliwy, odzyskałbym nadzieję, poczuł, że nie wszystko stracone. Dlaczego zatem dziś czuję niesmak, dlaczego nie odczuwam satysfakcji, dlaczego wolałbym chyba aby generał pozostał generałem?

Wówczas, gdy czuliśmy jeszcze tamte emocje, akt degradacji generała byłby zapewne dla nas przedmiotem szczerej satysfakcji, ale minęły lata, emocje osłabły, perspektywa się pogłębiła, czarne wymieszało się z białym i nabrało odcieni szarości. Degradujemy nieboszczyka, postać niechwalebną, ale przecież nie do końca jednoznaczną. Francuzi nie zdegradowali Pétaina, który też się w końcu wysługiwał obcemu mocarstwu, Hiszpanie nie zdarli naramienników Franco, mimo że na jego sumieniu ciążyło znacznie więcej ofiar niż spowodował stan wojenny w Polsce. Po co zatem, w czyim interesie, przeprowadzać operację pozbawienia Jaruzelskiego stopnia wojskowego? Ktoś powie: dla sprawiedliwości, dla jasnego określenia kto był zdrajcą a kto bohaterem, dla wynagrodzenia zaniedbań III RP, która nie potrafiła dać świadectwa historycznej prawdzie. To nie są argumenty absurdalne, mają swoją wagę i etyczną słuszność. Nie godzi się ich lekceważyć i obśmiewać. Dlaczego zatem nie czuję dziś radości i wcale nie pragnę abyśmy zaczęli ze złośliwą satysfakcją nazywać Jaruzelskiego szeregowcem?

Ja po prostu nie wierzę, iż w tym wszystkim idzie o etyczny wymiar przeszłości, brak mi zaufania do tych, którzy z historii uczynili obiekt manipulacji. Im nie chodzi ani o prawdę, ani o sprawiedliwość, oni pragną osiągnąć doraźny zysk polityczny. Jest to tym bardziej bolesne, gdyż żeruje na szczerych emocjach osób nadal głęboko odczuwających niesprawiedliwość, która dotknęła bohaterów podziemia niepodległościowego po 1945 r., robotników mordowanych na ulicach Gdańska, Gdyni i Szczecina, ofiary stanu wojennego. Oni naprawdę chcą oddać im sprawiedliwość, przywrócić pamięć o nich i nie zdają sobie sprawy jak bardzo są wykorzystywani. W imię jakiego dobra degradować nieżyjących? Czy to naprawdę jest moralnie czyste świadectwo prawdy? Ocena czynów Wojciecha Jaruzelskiego pozostaje przedmiotem dociekań historyków, jakie mają ku temu kompetencje posłowie? Sprzeciw budzi we mnie odgórne dekretowanie interpretacji przeszłości przez instytucje polityczne. Czy, jeśli sejm stwierdzi, że ten i ów „dobrze zasłużył się ojczyźnie”, to znaczy, że każda inna ocena nie jest słuszna i prawdziwa? Cóż za buta, rościć sobie prawo do dekretowania prawdy o historii!

Degradacja Jaruzelskiego et consortes to kolejny przyczynek do dzielenia społeczeństwa. Teraz, jeśli ktoś powie o nim „generał”, to będzie polityczna deklaracja, będzie go można zaszeregować i ocenić. Jeszcze łatwiej będzie powiedzieć kto nasz, a kto nie nasz. Dlatego nie mogę z siebie wykrzesać satysfakcji, brak mi poczucia, że dokonuje się akt dziejowej sprawiedliwości. Poza tym cała akcja przyniesie efekty przeciwne do zamierzonych. Obawiam się, że tak samo jak się to stało z nieszczęsną ustawą o IPN, która rozpropagowała po całym świecie pojęcie „polskich obozów”, tak również ustawa degradacyjna umocni zbitkę słowną „generał Jaruzelski”. Nikomu to sprawiedliwości nie odda.

comments

Leave a Comment