Znany historyk idei i filozof polityczny, który zasłynął godną pochwały autokrytyką w wywiadzie    „Byliśmy głupi”, w nowym eseju „Do nielicznego grona szczęśliwych” powraca do refleksji dotyczących odpowiedzialności elit, zachodniej kultury i związanej z nią liberalnej demokracji. W końcu nie ma europejskich wartości bez warunku, jakim jest autokrytycyzm. To ważny i aktualny głos.

Zdjęcie: Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego

Książeczka Marcina Króla trafiła do moich rąk akurat w dzień wyborów samorządowych. Po ogłoszeniu sondaży exit polls zarówno rządząca partia, jak i koalicja opozycji ogłosiły zwycięstwo. Co prawda smak i waga obu zwycięstw były różne, ale mówiły wiele o istocie demokracji. W tym systemie wiele zależy od przyjętej narracji, w której coraz bardziej – czy tego chcemy, czy nie – musimy uczestniczyć. Polityczność stała się immanentną częścią życia i nie przynależy już tylko do „panów w garniturach” i ich przekazów ex cathedra.

O tym pisze Marcin Król.  W jego próbie czytamy między innymi, że: przeszłość przestała mieć znaczenie, stała się konstruktem teraźniejszości, użytecznym narzędziem; jako bohaterowie narracji przerzucamy się słowami wzniosłymi i banałami; tkwimy w epoce ciągłych zmian, choć marzymy o stabilizacji – oczywiście na naszą miarę.

Demokracja nie jest piękna, bowiem równość i sprawiedliwość (choćby teoretyczna) nigdy nie są piękne. Dążenie do równości w ramach wolności zawsze oznaczało prymat „ilości” nad „jakością”. Marcin Król wraca do tekstów m.in. Joségo Ortegi y Gasseta. Podkreśla, że człowiek masowy nadal nie wyciąga żadnych wniosków z historii i nie rozumie cywilizacji. Mimo to, dawne elity ulegają presji mas i nie ma od tego odwrotu.

Snując refleksję o rewolucji i historyczności powołuje się na klasyków takich jak Hobbes, Mill czy Tocqueville, ale sięga również do takich osób jak związani z „Tygodnikiem Powszechnym” Stefan Kisielewski czy Jan Paweł II. Król przygląda się ewolucji wartości w czasach przyśpieszenia, gdy w dobie powszechnej znajomości czytania niemal każdy może być „twórcą i propagatorem” idei.

Siła nielicznych 

W swoim eseju Król próbuje obudzić i zmotywować owych nielicznych szczęśliwych (dla autora to lepsze pojęcie niż elita, bowiem ludzi tych nie łączy ani pozycja społeczna, ani poglądy polityczne, ani konkretna wizja niezbędnych przemian, lecz świadomość społeczna). Autor ma świadomość, że żyje w czasach, gdy filozofia i teologia są w sferze upadku, przygniecione rozrywką i konsumpcją, ale daleki jest od lamentów. Książka jest raczej efektem zdrowego osądu sytuacji i wezwaniem do działania.

W ten sposób esej „Do nielicznego grona szczęśliwych” jest powrotem do konfesyjnego wywiadu „Byliśmy głupi”.  Marcin Król po blisko 5 latach od słynnej rozmowy z Grzegorzem Sroczyńskim w „Gazecie Wyborczej” mówi: sprawdzam. Czy jako intelektualiści – owi „nieliczni” – potrafiliśmy zrozumieć, że czas wziąć się za ciężką pracę? A chociaż obyło się bez gilotyn i szubienic, to rewolucja już się dokonała i powrotu do tłustych lat samozadowolenia nie będzie?

Esej Marcina Króla wpisuje się w słuszną (w końcu!) autokrytykę i autoanalizę intelektualistów, ludzi kultury i polityki. Podobnie jak prof. Jan Zielonka w książce „Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie” także tutaj dostajemy filozoficzny strzał między oczy.

Liberalizm miał być modus vivendi opartym na negocjacjach. Wbrew nadziejom jajogłowych okazało się, że uzgadnianie preferencji w idealnej sytuacji nie ma wiele wspólnego z życiem, które jest o wiele bogatsze, intensywniejsze, czasami bardziej pogmatwane. Nowy esej Króla jest potwierdzeniem, że nieliczni się budzą.

Oczywiście wciąż pozostaną ośrodki niereformowalne, takie jak spora część „Gazety Wyborczej” czy postaci formatu Tomasza Lisa. Na szczęście nie brak rozsądnych lektur i słusznych inicjatyw takich jak np.: „Spięcie” (W cyklu tekstów pod wspólnym tytułem dyskutują ze sobą redakcje: Nowa Konfederacja, Klub Jagielloński, Kontakt, Kultura Liberalna i Krytyka Polityczna).

Obok plemiennej masy, wśród której panuje przerzucanie się, kto da więcej (oskarżeń, propagandy, nienawiści, wazeliniarstwa), jest także miejsce, gdzie liczy się jakość. Dyskusji, debaty i odpowiedzialności. Nie wystarczy przyznać się, że było się głupim, trzeba jeszcze coś z tym zrobić. Próbą takiego działania może być właśnie esej „Do nielicznego grona szczęśliwych”. Mam nadzieję, że tytułowe grono odbiorców będzie się tylko poszerzać.

***

Marcin Król
Do nielicznego grona szczęśliwych 

Wydanie: pierwsze

Wydawnictwo: Iskry

Pierwsze wydanie: 2018-10-18

Liczba stron: 144

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.