Co chwila słyszymy wieści o kryzysie w Kościele. Coraz mniej ludzi, szczególnie młodych chodzi w niedzielę do kościoła. Lekcje katechezy, przeniesionej do szkól, niejednokrotnie stają się czasem wykorzystywanym do odrabiania innych przedmiotów, Rozpada się wiele małżeństw. Maleje liczba kandydatów do seminariów duchownych, a także do zakonnych nowicjatów. Nie brakuje ludzi wieszczących swoisty koniec kościoła katolickiego w dawno schrystianizowanych krajach dostojnej Europy.

Obserwując to wszystko powstaje pytanie, jakie są przyczyny tych szybko narastających, bardzo niekorzystnych tak dla życia religijnego zjawisk. Jak to się dzieje, że w krajach, o starych tradycjach chrześcijańskich,, w których- jak w Polsce- jeszcze tak niedawno kościoły były pełne, konfesjonały oblężone a ludzie masowo uczestniczyli w procesjach i pielgrzymkach, coraz liczniej i częściej, zwłaszcza młodzi, przestają uczęszczać do świątyń, rezygnują z przyjmowania sakramentów., łącząc to z zanegowaniem wyniesionych z domu rodzinnego tradycji i urządzaniem życia całkowicie po świecku?

Ojciec Maciej Zięba OP. w doskonałym szkicu, opisującym drogę rozwoju Europy na przestrzeni dziejów, wyróżnia trzy grupy zdarzeń, które wywarły wpływ na kształtowanie się tożsamości dzisiejszego mieszkańca tych terenów. Pierwszym z wyróżnionych okresów była próba budowy „Christianitas”- społeczności, w której, „całość życia zarówno każdej jednostki, jak i każdego społeczeństwa jest inspirowana przez (zachodnie) chrześcijaństwo”. Była to wizja realizowana przez Karola Wielkiego. W świecie tym nie było wyraźnego podziału na sacrum i profanum, nie istniało pojęcie rozdzielenia życia prywatnego, w opozycji do publicznego ani też, rozdzielenia Kościoła od państwa.1 Wprowadzanie tego systemu w życie, mimo wielu pozytywów, nie było wolne od zagrożeń, które, stopniowo przyczyniały się do jego upadku. Jak pisze Zięba, ”Pierwsze rysy na projekcie Christianitas można było dostrzec już w XIV stuleciu. .Przedłużający się kryzys papiestwa, dekadencja wielu nurtów myśli scholastycznej, petryfikacja sieci parafialnej, niedocenianie zwiększającego się w życiu indywidualnym i społecznym znaczenia elementu gospodarczego oraz, postępującej emancypacji indywidualnego „ja”, to tylko niektóre z elementów narastającego kryzysu. W XVI stuleciu Chri

stianitas dozna potężnego wstrząsu, pęknięcia jedności. I choć przetrwa bardzo wiele jej osiągnięć, to w następnym stuleciu Christianitas jako wspólny europejski projekt przestanie istnieć”.2

W kilka wieków po jej upadku rozwinęła się w Europie „religia postępu”. Poprzedziły ją wielkie odkrycia geograficzne i naukowe, pozwalające człowiekowi na duży rozwój samoświadomości, i wiary w potęgę rozumu. Człowiek w szczytowej fazie tego okresu był przekonany, że rozum ma nieskończone wręcz możliwości ogarniania i poznawania świata. Ulegał też złudzeniu, że w miarę rozwoju intelektualnego pozna wszystkie jego tajemnice. Myśliciele tego okresu uznawali Boga jako – wielkiego budowniczego świata-, który, po akcie stwórczym pozostawił świat samemu sobie (Deizm). W takiej rzeczywistości człowiek mógł polegać tylko władzy swojego rozumu. „Cogito ergo sum”- powie Kartezjusz., a jemu współcześni, wypiszą to hasło na swoich sztandarach. Epoka ta jednak, mimo niewątpliwych osiągnięć zaowocowała też rozwojem, totalitaryzmów,- systemów, głosząc dobro ludzkości, zniszczyły wiele społeczeństw.

Jaki jest stan ducha Europejczyka po takich doświadczeniach? Za Ojcem Maciejem Ziębą przytaczam poniżej fragmenty doskonałej diagnozy sformułowanej przez A. Camusa:

Duch europejski, długo wierząc, że wraz z całą ludzkością mógłby walczyć z Bogiem, spostrzega, że jeśli nie ma zginąć, musi walczyć też z ludźmi […].Bunt, odwrócony od swoich początków cynicznie przekształcony, oscyluje na wszystkich poziomach pomiędzy ofiarą a zabójstwem[…]. Królestwo łaski zostało zwyciężone, ale królestwo sprawiedliwości ginie. Europa umiera od tego rozczarowania”3

Jaką potrzebę absolutu może mieć człowiek, po tak trudnych i bolesnych doświadczeniach?

Przedstawiona przez Tadeusza Gadacza, analiza poglądów filozofów XX wieku, na temat Boga, zdaje się wskazywać, że wszyscy oni, choć w różny sposób mówią o Absolucie Osobowym, niezmiennym i przekraczającym człowieka działającym realnie tu i teraz w jego życiu. T. Gadacz przytacza następujący pogląd Louisa Lavelle`a „Aktem, w którym partycypujemy, absolutem, jest Bóg, a aktem relatywnym, partycypującym, jest człowiek. Bycie jako akt pozostaje wciąż tym samym i[…] udziela każdemu poszczególnemu bytowi całej skutecznej mocy, której potrzebuje, by stać się tym, czym jest.”.·.

Potrzebę religijną człowieka XXI wieku można określić następująco:

Człowiek współczesny tęskni za Bogiem, który będzie realnie obecny w Jego życiu, za Bogiem, działającym tu i teraz, pomagającym człowiekowi odnaleźć się w świecie oraz, za takim Bogiem, który uczyni jego życie lepszym, szczęśliwszym.. Świadczy o tym obserwacja przytaczana przez prof. Bogdana Wojciszke. Autor podaje,. że w jednym z miast ludzie zgodzili się, za wysoką opłatą ,uczestniczyć we wschodnich medytacjach religijnych, tylko dlatego ,bo zapewniono ich, o poprawie ich sprawności życiowej, jako skutku udziału w takich ćwiczeniach. Nadmienia też, że uczestnikom nie przedstawiono żadnego dowoduna realność tych rezultatów 4

Czy opisywane między innymi przez księdza prof. Andrzeja Dragułę zjawiska „skandali religijnych,” ostatnio doszło nawet do „odprawienia mszy” w teatrze?·

nie są przypadkiem wołaniem skandalistów. ’Boże, jeśli jesteś zrób coś realnie w moim życiu- nawet ukarz, lecz zaistniej”? Moim zdaniem w wielu wypadkach są wołaniem, krzykiem o dowód Jego istnienia, a więc pragnieniem spotkania z Nim.

A jaka jest oferta chrześcijańska:

Będąc daleką od pokusy całościowej odpowiedzi spróbuję jednak wskazać na pewne modele tej religijnej oferty.

  1. Model z odroczoną nagrodą:, Gdy na ziemi przejdziesz przez trudy, będziesz walczył z grzechem i przeciwnościami Bóg nagrodzi cię po śmierci życiem wiecznym. Jest to prawda, kłopot jednak w tym, że większość współczesnych chrześcijan nie wierzy w różnym stopniu w życie pozagrobowe, a jeśli wierzy to jest to dla nich mglista, odległa wizja.

  2. Modelprawnej grozy. Chrześcijanin ma obowiązek, – uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii. Ma obowiązek raz do roku spowiadać się i przyjmować Wielkanocną Eucharystię. Zaniedbanie tych powinności skutkuje popełnieniem grzechu ciężkiego. Ma przestrzegać postów, utrzymywać finansowo kościół, ma, ma… Wspólnota wierzących powinna stawiać wymagania, ale nie w tym wyraża się istota chrześcijaństwa. Ponadto samo wypełnianie tych obowiązków, nie da chrześcijaninowi zaspokojenia potrzeby kontaktu, trwałej radosnej relacji z Bogiem żywym i działającym.

  3. Model „poprawności kolędowo-kancelaryjnej: Chrześcijanin to człowiek, który ma ślub katolicki, chrzci dzieci, posyła do na katechezę, pilnuje, by w odpowiednim wieku przystąpiły do I komunii i do rocznicowej, odbywa wielkanocną spowiedź( w niektórych diecezjach pobierze z kancelarii i ”kartkę” do wielkanocnej spowiedzi i po uzyskaniu podpisu odeśle do parafii), pokazuje się na parafialnych uroczystościach, oraz przyjmuje księdza „Po kolędzie”.

Wszystko to ważne, choć nie w tym zawiera się istota Chrześcijańskiego Orędzia.

Tak zredukowane pojmowanie chrześcijaństwa, ani nie odpowiada na podstawową religijną potrzebę dzisiejszego człowieka ani nie jest w stanie jej zaspokoić’

I nie pomogą tu żadne zachęty, żadne najładniejsze plakaty- skłaniające do udziału w rekolekcjach czy takiej lub innej uroczystości, ani też wpisy internetowe, audycje i filmy ”O Jezusie” -z lepszą czy gorszą grą aktorską..Owszem wszystkie te środki są dobre, ale są tylko wskazówkami i z chwilą wskazania rola ich się wyczerpuje. Kierowanie człowieka poszukującego ku wspólnocie żyjącej zredukowanym chrześcijaństwem powoduje, że rola tej ostatniej ulegnie marginalizacji mobile casino i w dłuższym przedziale czasowym będzie przez potencjalnych adresatów ignorowana, wreszcie zanegowana i odrzucona. To niejednokrotnie już się dzieje. Takiego chrześcijaństwa nikt nie kupi, bo nie znajdzie w sobie odpowiedniej potrzeby.

Przez cały rok dane mi było uczestniczyć w znakomitych wykładach Ojca dr Pawła Krupy, dotyczących roli współpracy urzędu Nauczycielskiego w Kościele z teologami w przekazie wiary. Wydaje mi się, że obecnie przed teologami stoi ważne i nie cierpiące zwłoki zadanie. Trzeba „na nowo odkryć” i sformułować Orędzie Zbawienia w taki sposób, by było ono czytelne dla człowieka XXI wieku, niesamowicie doświadczonego i odartego z wielu złudzeń. Człowieka, który dąży do tego by oprzeć się na czymś, co jest trwale i pewne i co się już ma.. Robert J. Woźniak, autor niesłychanie ciekawej książki: Przyszłość, Teologia, Społeczeństwo, pisze, że „teologia nie może być niczym innym jak stale na nowo podejmowanym wysiłkiem zrozumienia miłości Boga do człowieka objawionej w historii w horyzoncie współczesności”5Człowiek musi na nowo odkryć dar żywego Boga, który przez chrzest zamieszkał w nim przez Swego Ducha. Musi odkryć na nowo, że z przyjęciem chrztu rozpoczął się w jego życiu proces spotkania z Bogiem który, w jego indywidualnym rozwoju ma przejść .od Α do Ω, rozumiany jako otwierania się na Bożą rzeczywistość, aż do eschatycznej pełni. Symbol Paschału narzuca się tu z cala oczywistością, Mamy doświadczyć obecności Boga w nas, mimo, że droga naszego życia nie jest wolna od upadków, Mamy także doświadczyć tej prawdy, że upadek jeśli się zdarzy, nie przekreśla zasadniczo ani Bożej obecności w nas, ani też Bożej miłości do nas6 Tylko człowiek zanurzony w Bożej miłości, pewny jej trwania, jest na tyle wolny, że może w drugim bracie, zwłaszcza gdy dozna od niego krzywdy zobaczyć,nie przeciwnika i krzywdziciela, lecz towarzysza tej samej drogi do Pana. Towarzysza, który poprzez wyrządzanie krzywdy obnaża swoje słabości i problemy, a więc potrzebuje pomocy, czasem wręcz o nią woła. I tylko w tej optyce można bez lęku o siebie przebaczać.

Woźniak: pisze: ””Proces ewangelizacji kultury powinien, zatem polegać szczególnie na zbliżeniu wiernych do liturgicznego misterium. Zbliżenie to, może dokonać się pierwszorzędnie poprzez odnowiony sposób głoszenia Słowa. Predicatio ze swej natury jest wyjaśnieniem świętego tekstu poprzez przeżywane właśnie liturgiczne wydarzenie obecności Pana.(…).W tej perspektywie nie dziwi fakt, że pierwszym owocem hermeneutycznej zadumy Ojców Soboru Watykańskiego II jest właśnie tekst o liturgii. Czyż to nie właśnie podczas liturgii otworzyły się uczniom idącym do Emaus oczy? Czyż to właśnie nie w proto- liturgicznym spotkaniu ich umysły zostały oświecone zrozumieniem tajemnic Bożych? Czyż liturgia u samych swych źródeł nie była dla nich miejscem rozumienia i nieustannego pojmowania misterium objawionego w Chrystusie?7

Myślę, że w przyszłości z teologowie wspólnie z duszpasterzami podejmą trud odnowienia rysu mistagogicznego w przekazie wiary i jej przeżywaniu w liturgii. I Sądzę też,że uwagi ówcześnie kardynała Ratzingera, o uczestnictwie teologa w posłudze Magisterium proroczo wskazywały na taką właśnie przyszłość ich pracy. .Ta rzeczywistość już się dzieje i miała mocny wyraz w pracach II Soboru Watykańskiego. Jeśli dojdzie do zwołania trzeciego Soboru, to będzie on raczej kontynuowaniem pracy Vaticanum Secundum, o którym – chyba nie bez słuszności mówi się, że zatrzymał się w pół drogi. Historia chrześcijaństwa, która rozpoczęła się

od mistagogi w liturgii zatacza koło i wraca do swych korzeni.

1 M Zięba .(2011), Nieznane ,Niepewne, Niebezpiecz?e Szkic o Europie, Państwowy Instytut Wydawniczy

2 Tamże s.75

3 za; M: Zięba .(2001),Nieznane, ,Niepewne, Niebezpieczne, Szkic o europie ,Państwowy Instytut Wydawniczy,116

4 B. Wojciszke,(2004) Człowiek wśród ludzi-Zarys psychologii społecznej Wydawnictwo naukowe Scholar

5 R.J.Woźniak(2007) Przyszłość,Teologia, społeczeństwo, seria Myśl Teologiczna 56 WAM,94

6 a w takim, negatywnym przeświadczeniu niejednokrotnie utwierdzała nas ( w każdym razie ludzi z mojego pokolenia), katecheza.

7 tamże 97

comments

One thought on “Jakiego przekazu wiary potrzebuje człowiek dzisiaj”

  1. Rzeczywiście współczesny, przeciętny wierzący człowiek jest mało praktykujacy. Ja juz pomijam tych, co uważaja, że mozna byc wierzącym niepraktykujacym. Taka rzeczywistośc nie jest juz przecież wiarą. Ale biorąc pod uwagę tych przeciętnych, to często ograniczaja sie do minimum, bo przykazania, bo grzech cięzki… Ale to jest skarłowacenie w wierze. Jest to wielkie pole do zagospodarowania… Liturgia i jej przeżywanie jest bardzo ważne, jednak na takim etapie wiary to raczej wkracza znowu na tory formalizmu. A Bóg jest osobowy, żeby wierzyć i trwać w wierze, co nie jest niestety łatwe i proste, to trzeba z Tym Bogiem komunikować, a wcześniej Go spotkać. Bez osobowej reacji nie ma wiary, jest tylko pozór i formalność. Myślę, że tu dużą pomocą są ruchy i wspólnoty, jeżeli człowiek ma oczywiście ambicje, by jego wiara była żywa i autentyczna. A to juz jest wyzwanie, które nie każdemu chce sie podjąć. Dlatego tak wielu mamy „kanceleryjnych chrześcijan”. Jeszcze raz dziekuje za Twoje artykuły Alino i obiecuję czytać wszystkie, są bardzo ciekawe. Ela

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.