Posted on: 2 kwietnia 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiWIELKI CZWARTEK
DZIEŃ USTANOWIENIA SAKRAMENTÓW: KAPŁAŃSTWA I EUCHARYSTII
I CZYTANIE: Wj 12,1-8.11-14. II CZYTANIE: 1 Kor 11,23-26. EWANGELIA: J 13,1-15.

Było to przed Świętem Paschy. Jezus widząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, widząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?” Jezus mu odpowiedział: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później to będziesz wiedział”. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”.

Odpowiedział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę”.

Powiedział do niego Jezus: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: „Nie wszyscy jesteście czyści”.

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty, i gdy znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.

Na sali kłębi się gwar pracy. Czyszczą menażki, odświeżają numery, strugają łyżki z drzewa, iskają wszy… W jednym kącie tej sali, w wąskim przesmyku między dwupiętrowymi łóżkami, ustawiono taborecik. Na nim prosty krzyż. To ołtarz. Zamiast korporału – czysta biała chusteczka, na niej niewielka szklanka, nakryta świętym obrazkiem. Na talerzyku komunikanty podzielone na ćwiartki, bo nie wiadomo, kiedy będą następne. Wino zrobione z rodzynek dostarczanych w paczkach lub wraz z opłatkami przemycanymi zza drutów. Kapłan bez stuły i ornatu, w łachmanach więźnia, przykucnięty, w pozycji siedzącej rozpoczyna Najświętszą Ofiarę. Wokoło wtajemniczeni zasłaniają ten widok, by jakiś obcy nie spostrzegł, co się dzieje. Konsekrowane hostie zawija kapłan w białą chusteczkę, kładzie na piersi i w największym ukryciu za kupą kamieni, za węgłem baraku obozowego, rozdaje Komunię św. Niesie ją również konającym do szpitala obozowego. Codzienna msza św. była radością dla umierających szkieletów ludzkich. Opuszczeni przez wszystkich, garnęli się tłumnie do Jezusa, który zamieszkał wśród nich w Eucharystii i w osobach kapłanów.

Największym szczęściem kapłana jest bycie blisko ludzi, zwłaszcza tych najbardziej zagubionych, których można porównać do wspomnianych „ludzkich szkieletów” z opowiadań obozowych księży. Największym koszmarem w życiu księdza jest natomiast minięcie się z człowiekiem. Minąć się z człowiekiem, tzn. zgorzknieć, zatracić ludzką wrażliwość, dobroć, chęć poświęcenia.

Stawiacie księżom wysokie wymagania. Jakiego księdza chcecie? Jakim księdzem mam być? Pobożnym, skupionym, czułym i wrażliwy, czy może przedsiębiorczym, obrotnym, zabawnym i zawsze uśmiechniętym?

Czy chcecie księdza wierzącego, rozmodlonego, żyjącego blisko Boga, który będzie nie tyle mówił Wam, jak żyć, ale będzie żył razem z Wami i Boga Wam ukazywał? Pewnie tak. Zarazem jednak chcecie księdza, który nie będzie bujał w obłokach, żył we własnym światku, ale twardo stąpając po ziemi, będzie dotykał konkretów Waszego życia, uważnie słuchał i dużo wymagał.

Często mówicie, że chcecie księdza normalnego, ludzkiego, „swojskiego”. Zarazem jednak chcecie, aby był „inny”, tajemniczy, niezwyczajny, niedostępny.

Czy chcielibyście księdza, który potrafi przyznać się do własnej słabości? Pewnie tak, bo wtedy możecie mieć pewność, że w konfesjonale spotkacie człowieka, który podobnie jak Wy, bywa „ranny”. Zarazem jednak chcecie księdza, który będzie silny duchowo, nieskazitelnie czysty, pozbawiony wątpliwości, mający na wszystko pewną odpowiedź.

Zapewne chcecie także księdza, który nie ocenia, ale słucha. Boimy się przecież księży, którym z łatwością przychodzi ocenianie, którzy zapominają, że oceniać może tylko ten, który zmazał nasze grzechy – zarówno spowiednika jak i penitenta – za tę samą, najwyższą cenę. Z drugiej jednak strony domagacie się od księdza bezkompromisowości i bezwzględności oraz ostrych sądów wobec rozmaitych sytuacji i osób. Jakiego zatem księdza chcecie?

Chociaż przed nazwiskiem mam napisane „ksiądz”, to jednak bije we mnie normalne ludzkie serce. Nie urodziłem się w koloratce, nie spadłem z nieba, nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania, mam swoje wątpliwości, mam świadomość swojej słabości, kruchości woli, wątłości wiary, wielobarwności tego świata, doświadczam milczenia Boga i ciemnych nocy samotności. Jestem tylko człowiekiem – jak Wy. Czy takiego księdza chcecie?

Nasze pragnienia, chęci i oczekiwania nie mają tu jednak większego znaczenia. Wszak podstawowym zadaniem i misją kapłana jest sprawowanie Eucharystii. Nikt go w tym nie zastąpi. Księża w obozach koncentracyjnych nie byli „nadludźmi”. Oni sprawowali Eucharystię i dawali ludziom nadzieję. O takich księży się módlmy.

comments

Leave a Comment