Posted on: 24 listopada 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 1

Minęły już trzy tygodnie od opublikowania w tym miejscu mojego komentarza do listu biskupów na 100 – lecie niepodległości. Tydzień później nieco zmieniona forma tego tekstu ukazała się również w poznańskim „Przewodniku Katolickim”. Każdy, kto przeczytał, rozumie jak dużą odwagą wykazała się redakcja tego pisma, mam dla nich ogromny podziw i poczucie solidarności. Reakcje na stronie i na facebooku klubowym były pozytywne, poza naszym środowiskiem odwrotnie. Odezwali się nawet niektórzy z sygnatariuszy listu… PK dał mi szansę abym niektóre myśli uściślił, reagując na krytyczne opinie, ukazał się tam zatem jeszcze jeden tekst. Wszystkie reakcje, szczególnie te niechętne, dały mi sporo do myślenia. Proszę pozwolić, że podzielę się kilkoma obserwacjami dotyczącymi reakcji na moje teksty.

  1. Byłem zaskoczony, że większość negatywnych opinii nie dotyczyła pomysłu „oczyszczenia pamięci” Kościoła w Polsce wzorem Jana Pawła II i aktu przeprosin podczas jubileuszu w r. 2000. Największy sprzeciw wzbudziła propozycja abyśmy pamiętali o ofiarach I wojny światowej i opinia, że nasz sukces wyrósł na cudzym nieszczęściu. Wiele osób rozumiało tę myśl jako próbę relatywizacji przeszłości. Za co mamy przepraszać zaborców, pisano, przecież to nie my byliśmy winni tej wojnie. Przytoczę dwie najbardziej charakterystyczne opinie: „Ale z tym że nasza wolność została zbudowana na fundamencie nieszczęścia innych to już autor się zagalopował. Całkowity brak logiki. To tak, jakby powiedzieć, że kanonizacja św. Maksymiliana odbyła się na fundamencie holokaustu. Bzdura”, oraz „Jeśli pytamy o nieszczęście tych, którzy rozpoczęli tę wojnę (I światową) i ją przegrali, a którzy wcześniej dokonali rozbioru Polski, to czynili to, aby Polskę uszczęśliwić? […] Nie zdziwiłbym się, gdyby pan Paweł Stachowiak doszedł do wniosku, że aby uszczęśliwić Niemców i Rosjan, to w 1939 roku powinniśmy przyjąć ich jako imigrantów”. Druga opinia wyszła spod pióra jednego z sygnatariuszy listu. Te reakcje były dla mnie szokiem. Wydawało mi się, że propozycja poszerzenia naszego historycznego i etycznego horyzontu, uwzględnienie w naszym świętowaniu wymiaru tragedii młodych ofiar Wielkiej Wojny to rzecz z chrześcijańskiej perspektywy zrozumiała. Okazało się, że nie! Mam wrażenie, że wielu czytelników nie zrozumiało, iż nie pisałem o państwach: Niemczech, Rosji, Francji etc., ale o ludziach: Niemcach, Rosjanach, Francuzach, których przelana krew, bez ich intencji i wiedzy, wykopała fundamenty Niepodległej. Przypomniała mi się intuicja twórców kabaretowego serialu „Ucho prezesa” i „globus Polski”, na którym są jedynie kontury naszego kraju, nic poza tym. Czytając niektóre opinie dotyczące mojego tekstu uświadomiłem sobie jak mocne jest wśród nas przekonanie, iż nikomu i niczemu nie zawdzięczamy naszego sukcesu, za nikogo poza naszymi bohaterami modlić się nie musimy. Nazwałem to „etycznym egoizmem”, co wielu czytelników oburzyło, ale czyż nieobecność w biskupiej refleksji tych innych: Niemców, Rosjan, Francuzów, tego właśnie nie dowodzi?

 

  1. Ciekawą była reakcja na przykłady, których użyłem aby uzasadnić potrzebę „oczyszczenia pamięci” Kościoła w Polsce. Pisałem o antysemickiej obsesji wielu środowisk katolickich w II RP i przypomniałem przy tej okazji publicystykę pism publikowanych we franciszkańskim ośrodku medialnym w Niepokalanowie, głównie „Małego Dziennika” i „Rycerza Niepokalanej”. Wielokrotnie opisywano ohydne, brutalne i antychrześcijańskie z ducha teksty publikowane na tych łamach głównie w latach 30-ych. Miałem wrażenie, że tu nie ma czego bronić, trzeba raczej odciąć się od tej niechlubnej przeszłości. Tymczasem odezwało się Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, które z dedykacją „dla „Przewodnika Katolickiego” , „aby przestał na swoich łamach obrażać pisma wydawane w Niepokalanowie”, przytoczyło słowa św. Maksymiliana Kolbe: „Do Matki Bożej. Ty o tym i tak już wiesz, bo Ty wszystko wiesz. – Niektóre czasopisma powstają przeciwko Twojemu „Rycerzowi” dlatego, że rozgłasza Twe dobrodziejstwa i łaski, i cuda. Biedni oni, bo ich zaślepiają różnorodne przesądy, które nawet pod płaszczykiem wiedzy pokutują wciąż jeszcze na tej biednej ziemi.” Wyszło na to, że krytyka antysemityzmu pism niepokalanowskich w tamtych latach miało osobisty patronat Matki Bożej…

 

  1. Wielce pouczający był dla mnie wątek dyskusji dotyczący zakresu swobody mediów katolickich w odniesieniu do poglądów biskupów. Najbardziej wpływowy z komentatorów mojego tekstu ujął to tak: „według mnie takich artykułów w prasie katolickiej nie wolno puszczać. Proszę śledzić, jakie echo w prasie wywołał ten artykuł w momencie, kiedy tak gwałtownie podnosi się wśród Polaków demagogiczny krytycyzm w stosunku do Kościoła. Jeszcze raz powtarzam: kiedy spada zaufanie i dobre myślenie o Kościele po filmie „Kler”, kiedy 80% respondentów wypowiada się za tym, że Kościół powinien płacić z pedofilów, […] To jaki jest sens jeszcze dodatkowo dolewać oliwy do ognia ze strony prasy katolickiej?”. Martwi mnie i napawa obawami zwrot „nie wolno”, szczególnie w ustach osób mających realny wpływ na kształt mediów katolickich. Może lepiej byłoby napisać „nie powinno się”, albo „nie warto”? Najważniejszym jest jednak problem zakresu swobody i granic, których publicystyka uprawiana w mediach katolickich nie powinna przekraczać. Obawiam się, że w tej kwestii mam zdanie odmienne od niektórych krytyków mojego tekstu, którzy chcieliby uzależnić ów zakres od domniemanych ograniczeń chwili. Nie należy pisać o czymś, gdyż dziś na to nie czas, obcy szturmują nasze mury zatem my musimy się bronić, to nie czas na dyskusję, trzeba zewrzeć szeregi… etc. etc. Znamiennym jest, że tak alergiczne reakcje wzbudził tekst, który pochodził nie z zewnątrz Kościoła, ale z wewnątrz i wyraźnie deklarował dbałość o Jego dobro. Cóż, być może stało się tak właśnie dlatego, wszak największą wrogość budzą ci, którzy zdają się heretykami we własnym kościele?

 

  1. Nie chciałbym jednak stworzyć przekonania, że wszystkie opinie spoza naszego środowiska były tak negatywne i niechętne. Zdarzały się oceny krytyczne, ale sformułowane z umiarem i klasą. Wzruszył mnie list emerytowanej nauczycielki historii, która napisała: „Nie zgadzam się z Pańską krytyką listu biskupów na 100-lecie niepodległości. Oczywiście nic wspólnego z tą moją niezgodą nie ma Pańska znakomita wiedza historyczna, a tym bardziej Pańska głęboko poruszająca wrażliwość na niewyobrażalne cierpienie tak licznych, że wręcz niepoliczalnych ofiar hekatomby, jaką była I wojna światowa. W tych kwestiach zgadzam się z Panem w pełni i z głębi serca dziękuję za otwieranie oczu nam, czytelnikom, na to, co rzeczywiście uchodzi uwadze w sytuacji radosnego świętowania jubileuszu zmartwychwstania Polski po 123 latach fizycznego niebytu. Chodzi mi jednak o to, Panie Doktorze, że list na 100-lecie niepodległości Polski napisali DUSZPASTERZE społeczeństwa polskiego, nie zaś jego NAUCZYCIELE historii, a tym bardziej nie BADACZE dziejów. Inna jest misja historyka, inna duszpasterza.” Zwróciła mi przy tym uwagę na kontrowersyjność niektórych moich twierdzeń dotyczących win Kościoła w Polsce. Taka krytyka, nawet jeśli nie do końca się z nią zgadzam, to jak odtrutka na słowa wielce utytułowanych i podobno powołanych do pasterzowania wszystkim. Zastanawiam się kto byłby tu lepszym biskupem…? Podobnie ważną była dla mnie reakcja ks. prof. Andrzeja Draguły, który napisał: „Krytyka biskupów sformułowana w mediach katolickich jest nową jakością, z którą zapewne biskupom trudno się pogodzić. Że krytykuje Więź, to się przyzwyczaili, ale żeby kościelny PK? Dla niektórych to zbyt wiele. Po wtóre, ma Pan zasadniczo inną wizję niż biskupia: oni mają historiozofię, Pan – historię. Oni mają wizję teologiczną, Pan – historyczną. Czy teologia winna ignorować historię? Oczywiście, że nie, ale Pana wątpliwości naruszyły fundamenty. Po trzecie, zaburzył Pan klasyczny podział na ofiary i katów. Zdaje sobie Pan sprawę, że w dyskursie „po dobrej zmianie” to rzecz niezwykle ważna: żadnego relatywizowania katów. […]Podzielając Pana zdanie, ja pewno napisałbym to ostrożniej. Może dlatego, że wiem, jak czuła jest ta Instytucja na krytykę. Może trzeba trochę więcej dyplomacji?” Tak, być może należy zwracać większą uwagę na to gdzie i do kogo się pisze? Może?!

Fakt opublikowania mojej krytyki listu biskupów nie tylko na stronie klubowej, ale przede wszystkim w czasopiśmie kościelnym jest pewnym precedensem. Do tej pory pisma te pisały o działaniach biskupów w tonie całkowicie aprobatywnym albo informowały bez komentarza. Tym razem stało się inaczej. Mam nadzieję, że jest to jakiś znak czasu, przejaw powolnej ewolucji ku akceptacji przez hierarchię większej wolności słowa w Kościele, ku zrozumieniu, że nie każda krytyka jest wrażym atakiem. Wszystkim nam powinno zależeć aby ta ewolucja okazała się rzeczywista i trwała. 

 

comments

1 people reacted on this

  1. Św. Paweł w 1Liście do Koryntian napisał by lepiej milczeć, gdy ktoś inny ma coś ważnego do powiedzenia, a samemu nie ma się nic do „prorokowania”. Biskupi przywykli, że zawsze mają coś do powiedzenia i zawsze mają rację. Grubo lecą, broniąc jak świętości, swojego przekonania.

Leave a Comment