Posted on: 3 stycznia 2019 Posted by: Marcin Pera Comments: 0

W skład Zespołu wchodzili, obok Wilkanowicza, Władysław Bartoszewski, Halina Bortnowska, Józefa Hennelowa, Krzysztof Kozłowski, Maciej Kozłowski, Marcin Król, Marian Stala, Jacek Woźniakowski. Był więc rozpad zespołu wydarzeniem ważnym, poruszającym także nas, wówczas bardzo młodych, bo ciągle jeszcze studiujących, czytelników legendarnego krakowskiego pisma. Ponieważ przedtem pismo znaliśmy jedynie z jego wielkoformatowych stron, o sytuacji w redakcji wiedzieliśmy niewiele, trudno więc było nam się do niej odnosić. Bez wątpienia jednak odebraliśmy list Wilkanowicza jako wezwanie do działania na rzecz „Tygodnika”.

Zbiegło się to z czasem, w którym sami decydowaliśmy o własnej przyszłości (klub poznański inicjowaliśmy we trójkę wraz z Filipem Białym i Łukaszem Dulębą), poszukiwaliśmy przestrzeni, w której moglibyśmy realizować własne potrzeby, w tym chęć społecznego zaangażowania. A skoro apel popłynął z łam pisma, które było jednym z ważniejszych miejsc, które nas łączyły, które dla całej naszej trójki stanowiło ogromną wartość, nie pozostawało nam nic innego jak na ten głos odpowiedzieć.

Co prawda Klub powołaliśmy ponad rok po liście Wilkanowicza, a bezpośrednią inspiracją były kłopoty pisma, o których ks. Adam Boniecki poinformował czytelników na początku 2009 r. Jednak to dzięki słowom Stefana Wilkanowicza łatwiej było nam zrozumieć i ustanowić idee, jakie powinny nam przyświecać przy podjęciu działań na rzecz „Tygodnika Powszechnego”. Poza wszystkim dodały nam też odwagi – będąc bowiem dwudziestoparolatkiem z dość odległej od królewskiego Krakowa Wielkopolski, łatwo o poczucie niemałego onieśmielenia względem pisma, na którego łamach publikowali najwybitniejsi dziennikarze, publicyści i myśliciele polscy ostatnich dziesięcioleci. Dzięki Wilkanowiczowi to onieśmielenie zniknęło.

List Wilkanowicza nie traci na aktualności, nawet w kontekście dzisiejszych czasów proroczo brzmią słowa: w pracy „Tygodnika Powszechnego” należy również położyć znacznie większy nacisk na trzy kluczowe dziedziny: rodziny, wychowania i społecznej solidarności. Mam wrażenie, że 10 lat temu znacznie większą wagę przywiązywałem do mobilizacyjnych walorów tego tekstu. Dziś zaś, czytając go po raz kolejny, widzę, że jego forma i zwięzłość są jedynie pozorne. Jak bowiem można byłoby zignorować dziś choćby te słowa: zacierają się specyfika i powołanie człowieka, poczucie współodpowiedzialności nie nadąża za rozwojem globalnej współzależności, rozchodzą się drogi gospodarki rynkowej i demokracji?

Wiele zawdzięczamy Stefanowi Wilkanowiczowi jako publicyście, człowiekowi dialogu, obywatelowi (i nie tyczy się to jedynie Preambuły do Konstytucji). My, klubowicze możemy dodatkowo dziękować i zarazem szczycić się tym, że dzięki Panu Stefanowi kluby w ogóle istnieją. Oby zmierzały szlakiem zbliżonym do wizji i idei, które były i zapewne ciągle są Jemu bliskie.

List Stefana Wilkanowicza, Tygodnik Powszechny, 17 stycznia 2008 r.

comments

Leave a Comment