Opublikowano: 22 czerwca 2020 Autor: Konrad Stanglewicz Comments: 0

Rozmawialiśmy o tym długo i namiętnie w zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego” podczas pierwszego, po długiej pandemicznej przerwie, spotkania „na żywo”. Jak zwykle spotkaliśmy się w gościnnych progach Piekarni Cichej Kobiety, oczywiście z należytym tzw. społecznym dystansem. Temat nieufności mieliśmy podjąć już w marcu, ale epidemia przeszkodziła. Teraz do niego wróciliśmy, bo nic a nic nie stracił na aktualności, wręcz przeciwnie.

W zagadnienie wprowadził nas pomysłodawca – prof. Mariusz Kwiatkowski, socjolog kierujący Pracownią Sieci Społecznych Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Powiadają, że zaufanie wchodzi po schodach, a zjeżdża windą. Albo: zaufanie jest jak zapałka, drugi raz jej nie odpalisz. Kto buduje na ludzkim zaufaniu, buduje na piasku. I wreszcie: zaufanie budują nie słowa, ale spełnione obietnice. Piotr Sztompka napisał na ten temat obszerną monografię pt. „Zaufanie. Fundament społeczeństwa”.

Nie wchodząc w szczegółowe socjologiczne rozważania, można powiedzieć, że zaufanie jest przekonaniem, że druga strona jest uczciwa wobec nas w swoich zamiarach i działaniach. Zaufanie jest warunkiem sine qua non sprawnie działających organizacji i instytucji. Jest niezbędnym czynnikiem demokratycznej polityki i rozwoju gospodarczego, fundamentem bezpieczeństwa w codziennym życiu.

W Polsce z zaufaniem jest kiepsko. Jesteśmy krajem o najniższym w Unii poziomie zaufania społecznego – zauważa publicystka Agnieszka Graff. Jedynie 10 proc. społeczeństwa ma zaufanie do ludzi innych  niż członkowie własnych rodzin– w krajach skandynawskich jest to 60–70 proc. Niski poziom zaufania przekłada się na niski poziom kapitału społecznego, niechęć do angażowania się w cokolwiek, co wykracza poza interes własny i najbliższych.

Kryzys zaufania przynosi społeczeństwu destrukcyjne skutki. Jak więc wydobyć się z pułapki nieufności? Mariusz Kwiatkowski proponuje rozważyć trzy możliwości:

1. Ustanowić strefy wolne od polaryzacji (rodzina, krąg znajomych, wspólnota religijna).
2. Przyjąć zasadę, że po tzw. „drugiej stronie” są osoby, które mają godne rozważenia racje i warto z nimi rozmawiać.
3. Poszukiwać porozumienia w sprawie solidarności społecznej (wspólna troska o ubogich i wykluczonych) i rozwoju systemu wsparcia.

Żadna z zaproponowanych przez Mariusza Kwiatkowskiego strategii nie jest bez wad czy słabości. W dyskusji klubowej padały liczne tego przykłady. Bolesny uścisk sporów politycznych przenosi się na rodziny i środowiska. Pisze o tym Michał Paweł Markowski w pasjonującym eseju „Wojny nowoczesnych plemion. Spór o rzeczywistość w epoce populizmu”. Sam Mariusz Kwiatkowski wyznał, że trudno byłoby mu rozmawiać z kolegą socjologiem, który po wejściu do parlamentu powiedział o sobie publicznie, że jest żołnierzem PiS.

No, ale aby żyć we wspólnocie, jaką jest rodzina czy państwo, tak czy siak trzeba się jakoś dogadywać. Ktoś ma lepszy pomysł niż Mariusz Kwiatkowski? Na razie nie widzę, nie słyszę. Pozostaje się więc zgodzić z takim dialogiem z popularnego zagranicznego pisarza:
– Po co ci był ten rewolwer?
– Abym mógł ufać ludziom…

Dywagował Konrad Stanglewicz.

comments

Leave a Comment