Posted on: 7 lutego 2012 Posted by: Monika Malessa-Drohomirecka Comments: 2

Jak pomóc chorej duszy? – tym pytaniem Piotr Mazur rozpoczął piątego lutego kolejne spotkanie organizowane przez Krakowski Klub „Tygodnika Powszechnego”. Stało się ono swoistym wyzwaniem dla zaproszonych gości – księdza Adama Bonieckiego, psychiatry i psychoterapeuty profesora Bogdana de Barbaro i filozofa doktora Adama Workowskiego.

Czy dusza jeszcze istnieje? – to pytanie uzasadnia praktyka psychoterapeutyczna i psychiatryczna, która wyeliminowała to pojęcie – zastępując je „procesami tworzącymi się w mózgu”, które w dodatku można badać za pomocą specjalistycznej aparatury. Odpowiedź na to pytanie wymaga zdefiniowania samego tego pojęcia, a – jak przyznał Adam Workowski – poruszamy się w „graciarni pojęć”. Obrazem, odbiciem Boga w człowieku nazwał duszę ksiądz Adam Boniecki.

W psychoterapii nie używa się terminu „dusza”, gdyż jest to pojęcie metafizyczne. W ten sposób Bogdan de Barbaro zwrócił uwagę, że zwrot „chora dusza” składa się z pojęć pochodzących z dwóch różnych obszarów – medycyny i teologii i dlatego trudno o spójne określenie tego zjawiska. Problem chorej duszy pozostał nadal otwarty. Ksiądz A. Boniecki powiedział wprost – choroba duszy bierze się z grzechu, to zakłócenie harmonii z Bogiem. Lecz czy samo odpuszczenie grzechów może uzdrowić duszę? Czy takie postawienie sprawy może satysfakcjonować ludzi niewierzących?

Szukano pomocy u Sorena Kierkegaarda, przywołując jego określenie mówiące, że choroba duszy to stan, w którym człowiek źle się czuje sam ze sobą, nie chce być sobą, chciałby być kimś innym. Z drugiej jednak strony i samozadowolenie może być tak naprawdę dławieniem rozpaczy, której nie chce się w sobie zauważyć i rozpoznać. Nie sprzyja temu także współczesna kultura i obyczaj, które narzucają określony model bycia, w którym na rozterki, wątpliwości i autorefleksję po prostu nie ma miejsca.

Choroba duszy to nie jest choroba psychiczna – przypomniał Adam Workowski. Zdiagnozowanie tej ostatniej może zbrodniarza uratować przed karą. To problem ważący na orzecznictwie sądowym. Porusza obecnie opinię publiczną ze względu na sprawę Andersa Breivika, który latem ubiegłego roku uśmiercił w Norwegii dziesiątki młodych ludzi. Opinia publiczna nie chce przyjąć do wiadomości, że może go ominąć kara, jeżeli zostanie uznany za chorego psychicznie. O tym, jak silna może być presja społeczna przypomniał Bogdan de Barbaro, przywołując proces sądowy sprzed wielu lat, w którym sąd – pod wpływem silnego społecznego wzburzenia – zażądał ponownej ekspertyzy psychiatrycznej i w oparciu o nią wydał skazujący wyrok.

Czy spowiedź może być rodzajem psychoterapii? Na pewno tak, bo jest to okazja do opowiedzenia o swoich kłopotach i cierpieniach i stanowi rodzaj ulgi, ukojenia. Wtedy pomaga sama świadomość, że ktoś, kogo się poważa i darzy zaufaniem życzliwie potrafi wysłuchać – zapewniał ksiądz Adam Boniecki. Bogdan de Barbaro jako psychoterapeuta ma dobre doświadczenie ze współpracy z księżmi – psychoterapia i duszpasterstwo mogą się uzupełniać.

A co z egzorcyzmami? Czy mogą one rzeczywiście przynieść ulgę osobie nawiedzonej przez zło  i czy w ogóle można jeszcze w XXI wieku operować takimi terminami? Zainteresowani tą materią mogli poczuć się zawiedzeni.  Goście nie dali przekonujących odpowiedzi – umknęli pytaniom o istotę i skuteczność egzorcyzmów, a przede wszystkim nie opowiedzieli się jasno, czy opętanie to choroba duszy czy choroba psychiczna?  Niezależnie jednak od definicji jedno jest pewne samo magiczne działanie nie wystarczy – musi być współdziałanie obydwu stron.

Kilka ważnych pytań padło z sali między innymi o to, skąd psychoterapeuta może wiedzieć, jaką pacjent ma biochemię ? Nie dysponuje przecież żadnymi wymiernymi danymi, a jednak formułuje konkluzję i w oparciu o nią przypisuje choremu leki. Skąd wiadomo, że to będą te właściwe? Stosunkowo mało padło zdań na temat depresji, chociaż stanowi ona nie mały problem, także społeczny. Czy jej przyczyny tkwią tylko na zewnątrz czy także w nas? Czy sami jej nie napędzamy? – pytał Adam Workowski.

Postawiono wiele ciekawych pytań, jednak z uwagi na specyfikę tematu trudno było oczekiwać gotowych odpowiedzi. Dusza ludzka wciąż mieści w sobie wiele tajemnic i pozostaje zagadką. Inaczej mówią o niej lekarze, inaczej teolodzy chociaż, jak przekonywali rozmówcy, czasami udaje się znaleźć wspólną płaszczyznę działania. Człowiek bowiem stanowi jedność – to, co mu najbardziej zagraża to rozbicie jego tożsamości. Dlatego dobrze jest gdy “specjaliści od duszy” współdziałają, by tę utraconą jedność przywracać.

 

Zdjęcia:  Adam Walanus i Karolina Czeppe

 

comments

2 People reacted on this

  1. Namysł nad duchowością i psychicznością człowieka to powrót do klasyki filozoficzno- antropologicznych rozważań o istocie człowieka. Ten namysł potrzebny jest współcześnie i z powodów akademickich i czysto empirycznych. Trzeba jakby przewartościować opisy dawniejsze, celem stwierdzenia czy kurz jet tylko patyną, czy został tylko kurz. Relacje interpersonalne i transpersonalne a także relacje persona nie persona domagają się gwarancji, że toczą się wokół rzeczy realnie istniejących. W świecie, w którym dominuje liberalizm umysłowy, gdzie granice się zacierają, musimy wrócić do istoty rzeczy, a więc ten świat jakby od nowa nazywać i opisywać. W dziedzinie człowieka panuje swoisty zamęt: więcej tu przesądów i oper mydlanych niż wiedzy psychologicznej, choć tej wcale nie sprzedaje się na receptę.

  2. Przed pytaniem: „Jak pomóc chorej duszy”?, należałoby postawić pytanie o duszę w ogóle, o duszę
    zdrową. Czy możemy duszę sprowadzić do psychiczności. Odpowiedź negatywna obliguje nas do
    wskazania swoistych cech duszy. Właściwie dopóki tego nie uczynimy, trudno nam orzekać o jej
    atrybutach. Nasza dusza jest na pewno najgłębszym jądrem naszego człowieczeństwa, jest naszą
    pierwszą zasadą, jest nie przypadłością a koniecznością. Jej ujawnianie się może mieć bardziej lub
    mniej świadomy charakter, możemy jej nawet zaprzeczać, ale ona nas konstytuuje w tej warstwie,
    do poznania której nie jesteśmy zbytnio uzdolnieni. Możemy naszą duszę redukować, zaprzeczać jej,
    lub ją rozwijać. Bo jest ona potencjalnością, jest tym jakimś duchowym tchnieniem.

Leave a Comment