Ignorancja rodzi lęk, czyli diabeł LGBT

Zła wola, bądź cyniczne manipulowanie ludzkim strachem splata się z niewiedzą. Wystarczy zajrzeć do encyklopedii i dowiedzieć się, że demonizowany skrótowiec: LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender) mówi o lesbijkach, gejach, osobach biseksualnych i transpłciowych. Widać jak na dłoni, że mowa o ludziach z krwi i kości, a nie o jakiejś ideologii czy „tęczowej zarazie” głoszonej przez arcybiskupa Marka Jędraszewskiego i innych hierarchów. Akronim LGBT podkreśla różnorodność cechującą grupy społeczne tworzone w oparciu o tożsamości seksualne.

Płeć to nie sprawa wychowania „chłopców w dziewczęcych fartuszkach” a biologii. Ludzie, konkretni ludzie o odmiennej niż dominująca – heteroseksualna – tożsamości żyją pośród nas, w naszych rodzinach, wśród bliskich, znajomych. Są w mniejszości, ale co z tego. Mają te same prawa co inni do szacunku i ludzkiej godności, do wyrażania swoich potrzeb, demonstrowania swoich przekonań i wiary. W XXI wieku mają żyć „w szafie”?

Do styczniowej debaty na temat „Kościół wobec osób LGBT” zaprosiliśmy w zielonogórskim Klubie „TP” ojca Andrzeja Kuśmierskigo (rocznik 1966) – dominikanina i teologa oraz Ignacego Dudkiewicza (rocznik 1991) – katolickiego aktywistę i dziennikarza, autora głośnego tekstu: „Oskarżam biskupów, księży i świeckich mojego Kościoła”

Punktem wyjścia rozmowy był wywiad jakiego o. Andrzej Kuśmierski udzielił w czerwcu 2019 r. Ignacemu Dudkiewiczowi dla internetowego pisma „Kontakt. Magazyn lewicy katolickiej”.

Pytał Ignacy Dudkiewicz: Wyrażona w wywiadzie jasna ocena, że w Polsce trwa nagonka na osoby LGBT+ i że w tej nagonce uczestniczą ludzie Kościoła rzymsko-katolickiego, w tym hierarchowie, stwierdzenie że Kościół katolicki powszechny, nie tylko polski, ma za co przepraszać osoby LGBT+, na przykład za promocję czy niekiedy przymuszanie do tzw. terapii reparatywnych, wreszcie pogląd, iż nie można wykluczyć zmiany nauczania Kościoła o homoseksualizmie – wszystko to w ustach dominikanina zabrzmiało szokująco. Czy te słowa ojcu nie zaszkodziły?

Kiedy udzielałem tego wywiadu – mówił o. Andrzej Kuśmierski, przyznam szczerze, że powstrzymywałem się, żeby nie powiedzieć za bardzo. Autocenzura działała mocno, wiedząc że to pójdzie w świat, że będzie dyskutowane i często źle rozumiane. Natomiast mówiłem w zgodzie nie tylko z własnym sumieniem. Powiedziałem to, co uważam powinno być powiedziane, a nie jest, i co absolutnie mieści się w ortodoksji Kościoła. Dlatego nie miałem obaw. I rzeczywiście nie spotkały mnie jakieś nieprzyjemności. Może ze środowisk typu Fronda… Ale nawet tam, przy krytycznym artykule, nie padły oskarżenia o atak na doktrynę Kościoła, nic takiego. Także ze strony moich władz zakonnych nie miałem żadnych problemów. Tylko jeden brat z prowincji prowadził ze mną korespondencję wyrażając obawę, że postuluję bardzo radykalną zmianę nauczania Kościoła.

Ogólnie mówiąc, bracia mnie znają i wiedzą, że od lat – nigdy tego nie ukrywałem, ani nie chwaliłem się – pracuję z ekumeniczną grupą Wiara i Tęcza skupiającą chrześcijan LGBTQ, protestantów i katolików. Grupa jest liczna, działa w wielu miastach Polski. Dwa razy do roku organizuje rekolekcje, które tam głoszę. Mamy w klasztorze regularne spotkania formacyjne grupy Wiara i Tęcza, trochę modlitewne, bo to są chrześcijanie.

Przez długie lata milczałem, nie chcąc być blokowany przez biskupów lokalnych. Teraz być może nadszedł odpowiedni czas; mój głos sprowokowały pewne wypowiedzi niektórych hierarchów. Nabrałem pewności, że trzeba mówić i nie bać się. Ponieważ nie możemy pozwolić zawłaszczyć przestrzeni życia społecznego przez lęk, nienawiść, histerię, wykluczenie. Byłoby to naszą porażką.

Czy otrzymał ojciec wyrazy wsparcia od innych kapłanów w Polsce? – dociekał Dudkiewicz. Bo ja wciąż tych głosów nie słyszę. Minęło ponad pół roku od naszej rozmowy, a ja wciąż uważam że jest ojciec jedynym księdzem katolickim w Polsce, który takie poglądy głosi publicznie.

Bracia, którzy od lat mnie znają i wspierają w mojej działalności, oczywiście chwalili – mówił o. Andrzej Kuśmierski. Ale od innych księży niespecjalnie. Podejrzewam, że niewiele osób wywiad czytało. Miało księży czyta… Rozmawiałem z księdzem Jackiem Prusakiem czy Grzegorzem Strzelczykiem, rozumiemy się. Nie było potrzeby poparcia.

Natomiast zdumiewająca i zaskakująca była ilość pozytywnych mejli, szczególnie od osób, które mają w rodzinie jakąś osobę LGBT, dziecko czy kogoś bliskiego. Te osoby prosiły o kontakt. Mam dużo spotkań z rodzicami osób LGBT, głęboko wierzącymi; ich dzieci też są głęboko wierzące. To niesamowite spotkania. Pojawiła się nawet idea rekolekcji wielkopostnych dla nich, ponieważ nie potrafią sobie poradzić z tym problemem, z tym co się wydarza i co się o nich mówi.

Czy takie spojrzenie, jak ojca – dopytywał Ignacy Dudkiewicz, jest w polskim klerze powszechne lecz ukrywane, czy jednak odosobnione?

Myślę, że nawet wśród księży wykształconych księży – odparł o. Kuśmierski, którzy mają pozytywny stosunek do rzeczywistości, myślą trzeźwo o Kościele w świecie współczesnym, jest duża niewiedza jeśli idzie o problem osób homoseksualnych. Niewiedza dotycząca genezy, sposobu kształtowania się orientacji seksualnej, niewiedza co do problemów tych osób.

Oczywiście, mnóstwo księży spowiada osoby LGBT w konfesjonale i pomaga im, ale jest to bardzo chwilowe, bardzo punktowe, konkretne, tak jak konkretny bywa grzech. Natomiast nie muszą iść dalej, zastanawiać się jak towarzyszyć, jak pomagać dłużej. To wymagałoby interdyscyplinarnego podejścia; nie ma innej drogi. To musiała by być wiedza terapeutyczna, psychologiczna, filozoficzna, głęboka teologiczna, biblijna… I jeszcze czas trzeba by było na to mieć. Wielu księży się tym po prostu nie zajmuje, nie czyta na ten temat, nie wie, choć są pozytywnie nastawieni i uważają, że nie można mówić na ten temat tak, jak się mówi. Duża część księży milczy, bo boi się reakcji swoich przełożonych. Wreszcie, istnieje cała grupa jeszcze głębiej milczących księży, którzy są osobami homoseksualnymi i obawiają się, że to wyjdzie na jaw i coś będzie. Ich wypowiedzi, jeśli są, bywają głęboko homofobiczne.

Czego osoby LGBT szukają w Kościele, czego oczekują?

Są w różnych momentach życiowych, oczekują więc bardzo różnych rzeczy. Niektórzy oczekują wyleczenia, inni oczekują wsparcia. A wreszcie ci, którzy już przerobili w sobie bardzo wiele, dojrzeli jako osoby, zintegrowali swoją homoseksualność i chcą żyć z sobą w zgodzie, chcą kogoś kochać – oczekują towarzyszenia Kościoła. Tak jak się towarzyszy każdemu wiernemu – prowadzenia do życia sakramentalnego, uczenia się modlitwy, pogłębienia wiary i relacji z Panem Bogiem. Między dojrzałymi a niedojrzałymi jest wielka różnorodność sytuacji ludzkich, są różnorodne oczekiwania i potrzeby, na które trzeba odpowiedzieć. Wspólnym mianownikiem będzie to: jeśli są wierzący, to nie chcą być wyrzuceni z Kościoła, bo tak się czują!

To chyba nic dziwnego?

Już wcześniej te osoby czuły się wykluczane, czuły się jakby nie na miejscu, nie w tym świecie. Wiele z nich czuło się poranionymi w sakramencie pojednania. Wierzące osoby LGBT z całą pewnością chcą mieć swoje miejsce w Kościele. Chcą żyć w nim w zgodzie z sobą, swoją orientacją, ze swoim pragnieniem życia jakie chcą wieść – czy to w pojedynkę, samotne, czy z kimś. Nie chcą specjalnego zajmowania się nimi, nie chcą współczucia, litości. Powiem szczerze, wiele osób z grupy Wiara i Tęcza wolałoby być w normalnych wspólnotach parafialnych, lokalnych, czy jakichś innych duszpasterskich i tam funkcjonować. Ale, bardzo wiele z nich, kiedy powiedziały że są homoseksualne, no to im delikatnie podziękowano. Więc powstaje taka grupa oddolnie, dla wsparcia psychiczno-duchowego, dla innych, którzy zmagają się z problemem swojego życia.

W wywiadzie mówił ojciec, że już na gruncie obecnego nauczania Kościoła – wtrącił Ignacy Dudkiewicz – są przypadki osób LGBT+, kiedy wierny, stały związek realizujący się również w sferze seksualnej jest krokiem w dobrą stronę.

To nie tyle moja teza – mówi ojciec Kuśmierski, co dominikanina Richarda Woodsa, profesora teologii, który zajmował się terapią i pomocą duszpasterską dla mniejszości seksualnych. W 1976 r. napisał kontrowersyjną książkę na temat homoseksualizmu „O miłości, która nie śmiała wymawiać własnego imienia”. Kiedy ją przeczytałem, na przełomie lat 80/90, a to był początek mojego bycia dominikaninem, byłem trochę zgorszony.

Richard Woods miał głębokie przekonanie, że dla bardzo wielu osób homoseksualnych, tak jak dla heteroseksualnych, prawdziwym rozwojem życia osobistego i duchowego jest budowanie głębokich relacji przyjaźni, głębokich relacji miłości. Spotkanie z drugą osobą i z nią trwały związek jest drogą do świętości. Dlatego tak pięknie mówimy o małżeństwie. I gorzej jest często iść w pojedynkę. Tak się wydaje, że jest łatwiej a wcale nie jest łatwiej. Zwłaszcza tym osobom, które naznaczone są piętnem mniejszościowym i traumą wyniesioną z dzieciństwa, kiedy samodzielnie próbowały sobie radzić z trzymanym w ukryciu problemem homoseksualnym. Te osoby w pewnym momencie mogą zagubić się w niedojrzałych relacjach seksualnych, przypadkowych, pojedynczych.

Już wtedy mówiono, także w świecie katolickim, że drogą dla tych ludzi jest budowanie przyjaźni i jak się uda – prawdziwie wiernej i odpowiedzialnej miłości. Powtórzę: wiernej i odpowiedzialnej miłości! Co nigdy nie jest łatwe, nawet w związku heteroseksualnym. Dla wielu osób LBGT jest to droga jedyna. Znam sporo osób homoseksualnych, które w swoim odczuciu nie wyobrażają sobie życia bez relacji z kimś. To są nauczyciele, lekarze, ludzie sztuki, kultury… Oni widzą siebie tylko w życiu z kimś, do końca, wiernym. No to, dlaczego nie mogą tak żyć?!

Właśnie, dlaczego?

Mogą. I Kościół jest dla nich.

Wracam do początkowego pytania – mówił Dudkiewicz: Jak to się stało, że ojca głos jest tak odosobniony w polskim Kościele?

A ja podkreślę – odparł o. Kuśmierski: dlatego, że mało wiemy. To nie jest tylko kwestia osób LGBT. Bo zobaczcie: rola i miejsce kobiet w Kościele, rola świeckich, inny sposób rządzenia, nawet parafią, już nie mówię całym Kościołem… Jest wiele tematów, wokół których nigdy nie było poważnych debat w polskim Kościele. Już nie mówię o mediach, ale w nas, katolikach się nie odbyły te debaty. A co tu mówić o takich sprawach jak LGBT.

Poziom naszej ignorancji teologicznej, ignorancji egzegetycznej, zatem ignorancji w innych dziedzinach związanych z wiarą jest olbrzymi. Ja nie chcę krytykować wszystkich, zwłaszcza świeckich. Jeśli już, to krytykuję nas, księży i ewentualnie świeckich teologów. Oni mają dostęp do rzetelnej wiedzy, do książek, mogą publikować więcej. Do nich mam pretensję, że nie wchodzą w temat, nie moderują dyskusji.

A weźmy problemy życia moralnego, gdzie dotykamy pewnej sfery inności. Wydaje nam się że tam, za Odrą jest ten zły, zepsuty świat, Sodoma i Gomora, a tutaj na szczęście tego nie ma… Nie podjęcie tego typu tematów na spokojnie, jeszcze bardziej intensyfikuje lęk. Ignorancja albo rodzi, albo jest wynikiem tego lęku. Sam nie wiem, co pierwsze. Albo naszego zapóźnienia, że za szybko coś się stało, a myśmy do tego nie dorośli. Nie wiem co jest odpowiedzią.

Zgadzam się z tezą, że niestety jest to zastępcze zajęcie się przez Episkopat tak szeroko i głośno tematyką LGBT właśnie teraz, kiedy pojawiły się problemy seksualnego wykorzystywania nieletnich przez księży.

Ale jest też inne tło. Otóż Kościół w Polsce dobrze funkcjonuje, kiedy ma jasno sprecyzowanego wroga. Obojętnie kto by to był. LGBT za chwilę się skończy, to będziemy mieli innego wroga. To jest ten komunista w nas. Tischnerowski homo sowieticus w nas księżach, biskupach ciągle siedzi. I myślę, że dlatego nie ma kontekstu sprzyjającego normalnej rozmowie. A im bardziej niepewne czasy, to tym bardziej ludzie szukają łatwych i prostych odpowiedzi, a nie debaty, a nie widzenia z wielu stron. No bo wtedy grunt jeszcze bardziej nam się rozmywa i wszystko staje się jeszcze bardziej płynne.

Rolą Kościoła jest nie szukanie wroga, a szanowanie godności człowieka, jego podmiotowości. Trzeba być blisko jego cierpienia, trzeba znaleźć sposób towarzyszenia mu. My nie musimy na wszystko się zgadzać, wszystkiemu przyklasnąć. Natomiast nie możemy odrzucić ludzi w ich drodze, w ich poszukiwaniu odnalezienia siebie. Bo dla kogo jest Kościół?!

No właśnie, dla kogo?

Dla tych, którzy „mają się dobrze” jak i dla tych, którzy „mają się źle”. Dla wszystkich – mówił ojciec Andrzej Kuśmierski.

* * *

Dodam, że wśród licznie zgromadzonych uczestników spotkania byli duchowni różnych wyznań: m.in. duchowny z Kościoła Starokatolickiego, ks. Marek Bożek wikariusz w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Zielonej Górze, Marek Majewski pastor Kościoła Bożego w Chrystusie „Bez Ścian”, muzyk i szyszkarz.


Konrad Stanglewicz

Dodaj komentarz