Posted on: 27 listopada 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Jak burza przewaliła się w ostatnich dniach przez rozmaite media informacja o tym, że: „ohydny, szkalujący Polaków tekst ukazał się w lewackim New York Times”. Napisał go, jak z właściwą sobie gracją ujął to portal Niezależna.pl: „znany z nienawiści do Polaków socjolog i historyk, Jan Tomasz Gross”. Słowa Grossa znów wywołały w Polsce burzę, choć jej zakres wydaje się nieporównanie mniejszy niż niegdyś, po publikacji „Sąsiadów”.

To, że publicystyka historyczna tego autora budzi w naszym kraju rozliczne opory i polemiki nie wydaje mi się niczym dziwnym. Nawet ludzie mu bliscy nieraz reagowali krytycznie na, delikatnie mówiąc, uproszczone sądy zawarte w jego tekstach. Uczynił tak chociażby Aleksander Smolar po tym, gdy Gross uznał, iż Polacy zabili w czasie II wojny światowej więcej Żydów niż Niemców. Autor „Sąsiadów” nie waży słów, odrzuca tradycyjną metodologię, która każe historykowi dokonywać wnikliwej krytyki źródeł historycznych, używa tonu głęboko emocjonalnego, to nie jest historia pisana „sine ira et studio” (bez gniewu i stronniczości).

Miałem z nim okazję kilka lat temu rozmawiać i wyszedłem z wrażeniem, że to raczej misjonarz niż historyk. Misja, którą jest owładnięty to przekonanie Polaków, iż nasz martyrologiczno – bohaterski stereotyp ofiar historii jest fałszywy. Gross pragnie uświadomić nam, że powinniśmy widzieć się również w roli sprawców zła, temu celowi służy jego namiętna, pełna uproszczeń i emocji publicystyka. Oczywiście jej efekty bywają często odwrotne do zamierzonych. O ile „Sąsiedzi” zapoczątkowali jedną z najbardziej wartościowych debat historycznych w ostatnim ćwierćwieczu to późniejsze książki i artykuły wywoływały raczej odruch zniecierpliwienia. Dziś Gross odgrywa raczej rolę wymarzonego przez polską prawicę „złego luda”, fałszerza historii szkalującego Polaków, legitymizuje odruch niechęci i odrzucenia wszystkiego co o polskiej przeszłości mówi nam Zachód a co nie pokrywa się z naszą potrzebą akceptacji i podziwu. Zaiste, gdyby go nie było, propagatorzy dzisiejszej polityki historycznej musieliby go wymyślić.

Ze względu na to wszystko Grossa z reguły się w Polsce nie czyta. I tak większość wie, co mógł napisać. Odnoszę wrażenie, że histeryczna reakcja na ostatni tekst w NYT właśnie z takiego przekonania wyrasta. Otóż najbardziej krytykowanym fragmentem artykułu (rzadko cytowanym in extenso), są słowa: „Antysemityzm jest głęboko historycznie zakorzenionym elementem polskiego światopoglądu nacjonalistycznego. Był to ideologiczny kamień węgielny przedwojennej Narodowej Demokracji Romana Dmowskiego”. Komentując niekonsekwentną postawę polskich władz wobec rasistowskich haseł używanych na Marszu Niepodległości i antyuchodźczą propagandę „narodowych” mediów, Gross konstatuje” „Polscy przywódcy wypuścili złego dżina z butelki. To, czego świadkami byliśmy na ulicach Warszawy, stanowi zagrożenie nie tylko dla liberalnej demokracji w Polsce, ale także dla stabilności i dobrobytu Unii Europejskiej. Połowa z sześciu milionów żydowskich ofiar Holokaustu to Polacy. Dwa miliony Polaków zostało zabitych podczas niemieckiej okupacji. Ile zgonów jeszcze potrzeba, aby liderzy dowiedzieli się, że słowa i idee mogą zabić”.

Sam siebie pytam, gdzie jest tu owa „nienawiść do Polaków”? No chyba, że utożsamimy maszerujących ONR-owców z ogółem polskiego społeczeństwa, a tego nie czynią przecież nawet rządowe media. Gross mówi o sprawach oczywistych dla każdego kto wie cokolwiek o naturze przedwojennego obozu narodowego i miejscu jakie w nim zajmowały hasła antysemickie. Może mógłby zauważyć odmienność kształtu antysemityzmu w ówczesnej Polsce i Niemczech, uczynić swój tekst bardziej zniuansowanym, ale to przecież Gross… Słowa o „złym dżinie” mogą oczywiście budzić krytykę, są opinią trudną do udowodnienia. Wszelako niechęć Polaków do obcych, nawet tych którzy uciekają z krajów objętych konfliktami wojennymi, rośnie. Pokazują to sondaże opinii publicznej, które czytają przedstawiciele władz i dostosowują do nich język propagandy i działania polityczne. Czyż można odmówić racji Grossowi, gdy mówi, że ten język i ta polityka legitymizują w przestrzeni publicznej zachowania rasistowskie?

Wreszcie jeszcze jedno. Coś co ostatecznie przekonało mnie aby wziąć w obronę myśli autora „Sąsiadów”.  Proszę zwrócić uwagę na słowa: „Połowa z sześciu milionów żydowskich ofiar Holokaustu to Polacy”. Nie ma tu, tak niegdyś dla niego charakterystycznego, przeciwstawienia Żydów i Polaków. Gross pisze o trzech milionach polskich Żydów, którzy zginęli w czasie niemieckiego ludobójstwa jako o Polakach! Koniec, kropka! Używa zatem tej samej definicji narodu, którą przyjmował w „Pamięci i tożsamości” Jan Paweł II wspominając „szczery polski patriotyzm”, który uderzał go u żydowskich kolegów z wadowickiego gimnazjum. Jest to ten sam język, który znajdujemy w niedawnym dokumencie episkopatu Polski „chrześcijański kształt patriotyzmu”. Mowa w nim o polskości jako „wyborze kulturowym” w słowach, które wielu wprawiły w konfuzję: „naszej wspólnej ojczyźnie służyli i nadal jej służą Polacy prawosławni i protestanci, a także wyznający judaizm, islam i inne wyznania oraz ci, którzy nie odnajdują się w żadnej tradycji religijnej.” Koniec świata, biskupi i Gross mówią podobnym językiem, podobnie definiują polskość. No tak, ale kto to zauważy? Przecież to nieważne co ktoś napisał, liczy się kim jest, z kim sympatyzuje, na ile jest „nasz”? Bo „nie naszych” nawet słuchać nie warto i tak wiadomo co myślą…

comments

Leave a Comment