Posted on: 8 marca 2018 Posted by: Rafał Pikuła Comments: 1

„Każdy Twój wyrok przyjmę twardy / Przed mocą Twoją się ukorzę / Ale chroń mnie Panie od pogardy / Od nienawiści strzeż mnie Boże” – te słowa napisał Natan Tenenbaum, emigrant marcowy. „Modlitwę o wschodzie słońca” z muzyką Przemysława Gintrowskiego wykonywało trio Kaczmarski-Gintrowski-Łapiński. Utwór był wsparciem w ciemną noc stanu wojennego. 

Mimo wyjazdu do Szwecji, Tenenbaum tworzył wyłącznie po polsku, gdyż tylko w tym języku potrafił wyrazić siebie i swoje odczucia. „Modlitwa…” była aktem jego wiary i pogody ducha. To było jego credo, pod którym podpisałoby się – tak myślę – wiele osób, które tak jak on były zmuszone opuścić Polskę w następstwie wydarzeń marcowych.

 

Na łamach „Przeglądu Australijskiego” w tekście „O australijskim kamyku, poezji i ojczyźnie polszczyźnie” Tenenbaum pisał: Wyjechałem z Polski do Szwecji z rodziną w grudniu 69. Pierwsze pięć lat przemieszkałem w mieście Lund, gdzie – po kursie językowym – studiowałem na tamtejszym uniwersytecie historię i literaturoznawstwo. Przez pewien czas współpracowałem z rozgłośnią Wolna Europa. Razem z kilkoma przyjaciółmi i parą Czechów zorganizowaliśmy też małą grupę, która przedstawiała Szwedom prawdę o Polsce, o opozycji demokratycznej i o innych demoludach. Współpracowałem również z pismem ‚Aneks’, tłumacząc teksty z rosyjskich wydawnictw podziemnych, czyli ‚samizdatu. W połowie lat siedemdziesiątych przenieśliśmy się do Sztokholmu, gdzie po jakimś czasie dostałem pracę w Instytucie Kultury Antycznej, zgodnie z moim zawodem wyuczonym. Przepracowałem tu równe 30 lat, w spokoju, choć bez większych sukcesów zawodowych. W tym czasie zajmowały mnie żywo sprawy polskie – były to lata burzliwe. Szwecja, gościnna dla nas i życzliwa, była w moim świecie nieco na uboczu, gwarantując mnie i mojej rodzinie godziwe warunki pracy i życia. Gdy wybuchła ‚Solidarność’, a wkrótce potem stan wojenny, ‚rozwoziłem sprawę polską po szwedzkich opłotkach’.

Ojczyzna-polszczyzna

Był więc, z dala od Polski, ale w sercu Polski, w jej żywej tkance, języku, w tym co stwarza i czyni nas Polakami. Jego polskości nie odebrała mu władza ludowa, jego polskości nie odbierze mu obecny rząd – który nota bene w jednym miejscu twierdzi, że „Polski w 1968 roku nie było” a w drugim jest z wydarzeń marca 68′ dumny.

Piękno, które rodzi się w języku nie zniszczy żaden dekret, żadna uchwała, żaden – nawet najbardziej obrzydliwy tweet czy facebookowy post. W tej Ojczyźnie-polszczyźnie jest miejsce i dla Tenenbauma, i dla Juliana Tuwima, i dla Bolesława Leśmiana; dla Seweryna Blumsztajna, dla Karola Modzelewskiego, dla Hanny Krall i wielu wielu innych, którym niektórzy chcą urządzić „drugi marzec”.

Leśmian nie był godny na patrona roku 2017 w Polsce, a przecież, jak żaden inny poeta, ten artysta słowa przyczynił się do rozwoju polszczyzny.

Jeżeli władzy tak zależy na promowaniu polskości, pokazywania potęgi kraju, jego kultury i tradycji, dlaczego nie robi tego poprzez poetę, który z rodzimej mowy uczynił wielką sztukę? Skoro władza tak bardzo dba o dobre imię kraju i narodu, to dlaczego odrzuca, tych którzy o te imię walczyć potrafią najpełniej i najpiękniej. Jeżeli bronić mamy polskości od Bałtyku aż po Tatry, miejmy swych najlepszych ambasadorów, którzy choć mogli wybrać języków wiele, pozostali przy tej niełatwej, szeleszczącej mowie z nad Wisły.

Tym wszystkim – pisarzom, aktorom, reżyserom, dziennikarzom itd.– którzy obawiają się, że obecna władza odbierze im możliwość nazywania się Polakiem, którzy myślą o emigracji lub czują się do niej zmuszani – mogę po prostu powiedzieć, żeby się nie przejmowali, bo polskość jest właśnie w języku. Nie na bluzie z kapturem, nie na sztandarze, nie na szumnych manifestacjach, ale w codzienności słowa. Tyle i aż tyle.

Warszawski sen

Sprawy, które najbardziej mnie obchodzą, dzieją się nad Wisłą. Przez wiele lat, gdy nie pozwalano mi, choćby na odwiedziny, śniłem sen o Warszawie, prosiłem przyjaciół, by na rynku krakowskim słuchali – za mnie – hejnału o północy i pozdrawiali małe dolnośląskie miasteczko mojego dzieciństwa – pisał znów Tenebaum w cytowanym wyżej periodyku. Żył Polską i myślał po polsku. Był z polskości – ze wspomnień, doświadczeń, tęsknot polskich się składał. Z tego nie dał się ograbić. 

W 2004 r. poeta został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, zaś w 2013 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 23 lutego 2016 roku w Sztokholmie.

Był jednym z 13 tysięcy Polaków, którzy opuścili kraj po wydarzeniach marcowych. To los jednego tylko emigranta, ale wyraża, to co czuła większość emigrujących, którzy w Polsce w owych mrocznych dniach „pozostawiali więcej niż mieli”.

 

comments

1 people reacted on this

  1. Nocna rozmowa z Kretem

    — Sławek? …Cześć… poznajesz? Czasu tyle…
    Kama śpi i chłopcy, świeca płonie
    …weź butelkę, ja poczekam chwilę
    Napijemy się… przy telefonie
    Czemu dzwonię? Ot tak, przy jesieni
    Rankiem twarz mi chłodzą pajęczyny…
    …Nie przyjadę, twarde skurwysyny
    Choć pan konsul ogromnie mnie ceni
    Bowiem „…polską kulturę tu krzewię… ”
    — Czemu wizy dać nie chcą — on nie wie
    — Coś tam chyba w trybach się zatarło —
    …Nalej stary pół setki i w gardło

    Tutaj? Po staremu… A co u was?
    Jak tam córa? …Bujasz!? …taka mała?
    Więc powiadasz, że panna dojrzała?
    A co z Tobą? Mówił Żak, że czuwasz
    Tam, gdzie znicze płoną, ludzie klęczą
    Gdzie spoczywa ów kapłan umęczon
    Gdzie u płotu, wśród opadłych liści
    Napis tkwi — „Zbaw mnie od nienawiści”
    Jacyś ludzie mi kartkę przysłali
    Nie, nie ja to pisałem, to Galicz
    Prawosławny był Żyd, serce wielkie,
    Pokój jego duszy, weź butelkę…

    Zjeżdża tutaj stamtąd ludzi krocie
    Jak ty mówią: że kraj tonie w brudach
    Wszędzie chamstwo, prywata, obłuda
    W nędzy lud a garść pławi się w złocie
    Że już tylko „układy” się liczą
    Że już ludzie nie mówią, lecz krzyczą
    Że „czerwonym” udupić się dali,
    Wisła śmierdzi a Kraków się wali
    Że endecja, że nienawiść głucha…
    — Przestań, stary, dość! …Ja nie chcę słuchać!
    Dopij resztę, nim słuchawkę rzucę
    …Pusta flaszka? No to cześć, ja wrócę!
    /Natan Tenenbaum /chochoły i róża/

Pozostaw odpowiedź Kama Anuluj pisanie odpowiedzi