Posted on: 21 lipca 2010 Posted by: Jarosław Gowin Comments: 0

Stanisław Stomma był jednym z moich poprzedników na stanowisku redaktora naczelnego miesięcznika „Znak”. Zbieg okoliczności sprawił jednak, że moje kontakty z nim były bardzo sporadyczne. Naprawdę dobrze zapamiętałem tylko jedną długą rozmowę, gdy w Jego warszawskim mieszkaniu nagrywaliśmy wspomnienia o historii ruchu Znak. Zobaczyłem wtedy człowieka, a właściwie parę ludzi – bo w moim wspomnieniu osoba Stanisława Stommy nieodłącznie kojarzy się z Jego Żoną – mądrych, szlachetnych, spoglądających na życie już jakby z perspektywy wieczności.

Ale Stanisław Stomma to dla mnie przede wszystkim postać historyczna, którą znam z licznych publikacji i rozmów ze starszymi kolegami ze środowiska Znaku. Był w tym środowisku jedną z osób najważniejszych, powszechnie szanowanych, choć wywołujących swoim działaniem także wiele kontrowersji. Kontrowersyjne bowiem dla części ludzi Znaku były jego wybory polityczne. Już samo utworzenie po odwilży roku 1956 koła parlamentarnego Znak spotykało się w tym środowisku, zwłaszcza jego krakowskiej odnodze, z mieszanymi reakcjami. Jak wskazują liczne wspomnienia, zwłaszcza Hanna Malewska, wielka i niezasłużenie zapomniana pisarka, a zarazem niewzruszony autorytet moralny krakowskiego laikatu, dość krytycznie oceniała decyzję o zaangażowaniu się Znaku w politykę. Było bowiem jasne, że za obecność w oficjalnym życiu Peerelu przyjdzie zapłacić cenę trudnych kompromisów.

W sztuce mądrych kompromisów niedościgłymi mistrzami byli Jerzy Turowicz i właśnie Stanisław Stomma. Stopniowo pole manewru tych, którzy chcieli bronić Kościoła i skrawków niezależności, a zarazem funkcjonować legalnie, kurczyły się. Pod koniec dwudziestoletniej historii koła Znak już tylko Stanisław Stomma uważany był przez środowisko za jego rzeczywistego reprezentanta. Resztę koła stanowili ludzie, których narzuciły komunistyczne władze. Czy Stanisław Stomma powinien był swoją osobą firmować koło? To pytanie stawiano coraz natarczywiej, musiał je zresztą stawiać je sobie i on sam.

Wątpliwości przeciął jeden gest: samotnie wyciągnięta ręka, wśród tłumu nienawistnie przyglądających się tej demonstracji twarzy. Zdjęcie, na którym poseł Stomma samotnie protestuje przeciwko wprowadzeniu zmian w konstytucji sankcjonujących prawnie polską zależność od Związku Sowieckiego, powinno znaleźć się w każdym podręczniku historii. Ten gest pokazał także następnym pokoleniom polityków, w tym mnie, że istnieją granice kompromisów, których przekraczać nie wolno nawet za cenę, którą przyszło zapłacić Stanisławowi Stommie: całkowitej marginalizacji.

Po zakończeniu działalności poselskiej Stomma stał się patronem konserwatywno-chadeckiej części antykomunistycznej opozycji. Spośród gości organizowanych przez niego spotkań (słynna Dziekania) wyszło wielu przyszłych liderów politycznych niepodległej Polski. Stanisław Stomma pozostanie wzorem politycznego realizmu: odwagi zaangażowania nawet w czasach najtrudniejszych, odwagi zawierania trudnych (rzecz jasna, nie zawsze trafnych) kompromisów, ale też odwagi samotnego podniesienia ręki w geście sprzeciwu. Nie ukrywam, że całe świadectwo jego działalności politycznej jest dla mnie źródłem inspiracji. Bez niej popełniłbym z pewnością o wiele błędów więcej, a być może zabrakłoby mi też odwagi, by w świecie polskiej polityki trwać.

comments