Opublikowano: 1 lutego 2020 Autor: Paweł Stachowiak Comments: 0

Zdaje mi się natomiast, że krytyka Kościoła instytucjonalnego, który jakoby nie dość się angażuje w sprawy publiczne, jest niekiedy zabarwiona tzw. „moralnością Kalego”. Przyznaje Mu się prawo do zajmowania stanowiska tylko wtedy, jeśli odpowiada to potrzebom konkretnych środowisk.

Teraz usłyszeliśmy głos Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego wyrażający jego zdanie w kwestii trwającego sporu dotyczącego reformy wymiaru sprawiedliwości. Nie jest to zatem póki co „głos Kościoła”, jak zatytułowała swój tekst „Gazeta Wyborcza”, ale tylko i aż, bardzo miarodajnego Jego przedstawiciela. Metropolita poznański uczynił to w formie listu do prezesa Polskiej Akademii Nauk Jerzego Duszyńskiego w związku z organizowanym przez PAN „Forum dla praworządności” (https://episkopat.pl/przewodniczacy-episkopatu-wyrazam-poparcie-dla-dialogu-ws-sytuacji-w-wymiarze-sprawiedliwosci/).

Wbrew pojawiającym się komentarzom sugerującym abp. Gądeckiemu „mieszanie się do polityki”, uważam, że są to słowa potrzebne i oczekiwane. Spór ten dawno przekroczył ramy dyskusji prawno-ustrojowej, dziś dotyczy już ważnych kwestii z zakresu etyki życia publicznego i indywidualnego, wciąż się zaostrza i przeobraża w nienawistną kampanię oszczerstw wobec środowiska sędziowskiego. Wezwanie ze strony Kościoła do umiaru i odpowiedzialności jest więc tu ze wszech miar na miejscu.

Wymowne jest również przywołanie w ostatnim akapicie listu słów preambuły Konstytucji RP: „pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialność przed Bogiem lub własnym sumieniem”. Kto ma uszy do słuchania i oczy do czytania zrozumie, że nie oznacza to bynajmniej wsparcia dla obecnie rządzących.

Zabrakło jednak słów wsparcia dla tych, którzy są dziś ofiarami propagandowej operacji „Kasta”, których godność jest szargana przez narodowe media i czołowych polityków PiS. Ich słowa dawno przekroczyły granicę, poza którą jest już tylko przemoc. Nie namawiam biskupów do angażowania autorytetu Kościoła w spór polityczny, ale do zajęcia stanowiska w sprawie o wymiarze moralnym, do wyrażenia kilku słów solidarności z tymi, którzy są niesłusznie oczerniani. Nie muszą, a nawet nie powinni opowiadać się za tym, czy innym rozwiązaniem ustrojowym, ale wobec krzywdy wielu ludzi milczeć nie powinni. Inaczej list abp. Gądeckiego trąci swoistym „symetryzmem”, który może być przez wielu odczytany jako uznanie, iż obie strony sporu ponoszą porównywalną odpowiedzialność za zasianie obecnej burzy.

„Istnieje odpowiedzialność za instytucjonalny wymiar dobra wspólnego. Instytucje można, a niekiedy należy reformować. Trzeba jednak unikać tego, co mogłoby prowadzić do instytucjonalnego chaosu, a tym bardziej działań mających za cel doprowadzenie do zamętu”, pisze Przewodniczący KEP. To słuszne słowa, jednak bez uwzględnienia etycznego, ludzkiego, godnościowego aspektu sprawy, bez pewnej dozy emocji, jego głos sprawia wrażenie cokolwiek bezdusznego.  Szkoda, bo przecież metropolita poznański był jednym z nielicznych polskich biskupów, który potrafił swego czasu jasno i jednoznacznie skrytykować politykę pisowskiego rządu wobec kwestii uchodźczej. „Zasada centralnego miejsca osoby ludzkiej zobowiązuje nas do przedkładania bezpieczeństwa człowieka ponad bezpieczeństwo narodowe. Interes państwa jest na drugim miejscu, na pierwszym jest człowiek”, tak wtedy mówił. Czy dziś już tak nie myśli?

Jest jeszcze jedna kwestia. Otóż abp Gądecki wybija na pierwszy plan potrzebę dołożenia: „wszelkich starań, aby polskie sprawy były załatwiane w Polsce. Jako Polacy powinniśmy znaleźć taki sposób rozmowy, który ostatecznie prowadzi do dobrego kompromisu i uczyni bezprzedmiotową zewnętrzną ingerencję”. Rozumiem, że idzie tu o zaangażowanie w polski spór instytucji Unii Europejskiej i Rady Europy. Przewodniczący KEP, będący jednocześnie Wiceprzewodniczącym Rady Konferencji Episkopatów Europy i tak podpisany pod swoim listem, zdaje się uważać te instytucje za „zewnętrzne” i „ingerujące” w stosunku do naszego kraju. Trudno w tym nie odnaleźć ducha propagandowej frazy o „ulicy i zagranicy”, które pragną jakoby ograniczyć suwerenność podejmowanych przez nas decyzji.

Takie stanowisko współgra niestety z polityka informacyjną, a raczej propagandą środowisk dziś rządzących, które budują wokół Unii Europejskiej emocje dystansu i braku zaufania. Tymczasem przecież polska decyzja o akcesji do struktur europejskich została zaaprobowana przez naród i uczyniła je również naszymi, nie obcymi, zewnętrznymi. O ile pozostaje to w zakresie podpisanych przez Polskę umów nie można zatem mówić o „zewnętrznej ingerencji”. To jest chyba najtrudniejszy do internalizacji wymiar integracji europejskiej, ukształtowanie myślenia o UE w kategoriach wspólnotowych, ponadnarodowych, wyjścia z ciasnego zaułka postrzegania jej w kategoriach: „onych”, „Brukseli”, czy jakichś mniemanych „Niemców”, czyhających na naszą gospodarkę, usiłujących nas zlaicyzować, odebrać „duszę” i rozpuścić w kosmopolitycznej magmie.

Wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy oczywiście nie formułuje takich wniosków expressis verbis, ale nie wynika aby uznawał działania instytucji europejskich wobec czynów i zamiarów obecnych polskich władz (nie Polski!) za „nasze”. Niestety to stawia go, daj Boże wbrew intencjom, po jednej stronie rozdzierającego Polaków sporu. Niestety, trudno sądzić aby jego apel przyniósł pożądane efekty.

Fot. Episkopat.pl

comments

Leave a Comment