Posted on: 31 października 2015 Posted by: Justyna Nowicka Comments: 0

uchodzca_nasz_blizniW miniony czwartek w urokliwej kawiarence Cafe Misja razem z Klubem „Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu uczestniczyliśmy w panelu dyskusyjnym „Uchodźca – mój bliźni?”. Przysłuchując się, często bardzo rozemocjonowanym, głosom zarówno popierającym pomoc uchodźcom, jak i tym, mówiącym, że nie należy pomagać ludziom tak odległym kulturowo, a zwłaszcza religijnie, odkryłam w sobie pewną intuicję.

Szczerze mówiąc, próbowałam wsłuchać się głębiej w lęki, czasami wykrzyczane, że nie chcemy pomagać, bo muzułmanie przyjdą, będą chcieli zamieszkać i narzucą nam swoje prawa i religię. Próbowałam zrozumieć o co tak naprawdę chodzi. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że lęk przed innością, przed tym, że ktoś będzie chciał nami zawładnąć obnaża naszą niepewność własnej, chrześcijańskiej czy katolickiej tożsamości. Odsłania niepewność co do wierności wartościom, przekonaniom, które deklarujemy. Być może chodzi o obawę, że damy się zbyt łatwo uwieść, ewentualnie zastraszyć. Czy potrafimy trwać przy Chrystusie, przy Kościele, jeśli sytuacja wymagałaby ofiary, na przykład rezygnacji z w gruncie rzeczy wygodnego i ustabilizowanego życia?

Żeby móc bez obaw spotkać się z innością trzeba mieć ugruntowaną własną tożsamość. Może te lęki przed uchodźcami wyrażają jakieś podskórne przeczucie, że nie przeżywamy własnej wiary, nie przemyśleliśmy jej na tyle, żeby nie postrzegać „innego” tylko w kategorii zagrożenia? A chodzi o to, żebyśmy nie musieli przed innymi, a może zwłaszcza przed sobą udowadniać naszej tożsamości siłą inną, niż siła argumentu i wierności.

Pewność co do własnej tożsamości nie oznacza oczywiście bierności czy naiwności. Ale chroni przed nerwowymi, lękliwymi reakcjami, którym często brak rozsądnego osadu względem osób czy sytuacji. Taka pewność umożliwia dialog.

Dialog nie jest religijnym odpowiednikiem negocjacji czy uzgodnieniem protokołu rozbieżności. Jest spotkaniem z kimś w konkretnej rzeczywistości, gdzie ta rzeczywistość wzywa i zobowiązuje do szukania odpowiedzi. Przy czym czasami odpowiedzią jest trwanie w pytaniu z tęsknotą i nadzieją, że ujawni się to, co zakryte. Wtedy to podtrzymywanie nadziei jest odpowiedzią. Czasami też ta tęsknota popycha nas do odnajdywania nadziei w tym, co w zasadzie mogłoby wydawać się powodem do rozpaczy. Tylko dialog prowadzi do odnalezienia sensu w rzeczywistości.

comments

Leave a Comment