Posted on: 1 listopada 2014 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

Rajewski Bartosz - PortretMt 5,1-12a

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

Listopad nieuchronnie nadszedł i zapukał do drzwi naszego życia. Jest to jeden z tych miesięcy, który daje nam sposobność przemiany w filozofów. Śmierć bowiem, obok m.in. takich pojęć jak dobro, zło, szczęście czy miłość to temat wybitnie filozoficzny. Kant i Nietsche uważali, że filozofia jest chorobą na śmierć, a wielki Platon nauczał o ćwiczeniu się w śmierci. Filozofowanie rozumiał jako przyuczanie się do umierania.

To w listopadzie właśnie szczególnie pochylamy się nad mogiłami naszych bliskich, wspominamy tych, którzy odeszli, oczami wdzięcznej pamięci serca ponownie wpatrujemy się w ich roześmiane oczy. W ten sposób stajemy w obliczu własnej śmierci. Pochylamy się nad tajemnicą i zadajemy sobie pytanie, co będzie z nami? Wraz z upływem czasu, z każdym rokiem te pytania stają się coraz bardziej wyraźne. Patrzymy na zmęczoną, obumierającą po gorącym lecie przyrodę. Obserwujemy świat wokół nas, który zdaje się zapadać w zimowy sen. Nic nie wskazuje na to, że na ogołoconych gałęziach drzew za kilka miesięcy znów pojawią się liście. Wszystko wokół nas zamiera, obumiera. Co stanie się z nami, kiedy staniemy w obliczu rozdarcia ciała i duszy?

W dniu Wszystkich Świętych w Kościele zawsze czytane jest Osiem Błogosławieństw. Dlaczego? Może dlatego, że są one ziarnem, które Jezus pragnie zaszczepić w naszych sercach? A może dlatego, że chce nam wskazać klucz do zrozumienia nielogicznej śmierci? Tym kluczem są nielogiczne (wg sposobu myślenia tego świata) błogosławieństwa. Życie według błogosławieństw wydaje owoce nie tylko tu – na ziemi, ale także, albo przede wszystkim tam – po drugiej stronie, po śmierci. Nie ulega wątpliwości, że błogosławieni, czyli szczęśliwi są ludzie bogaci, zaradni, głośni, piękni, najedzeni, weseli, zatroskani o swoje interesy. Czy jednak ich szczęśliwe życie wyda owoce ponadczasowe?

Wielka nagroda spotka po śmierci ubogich w duchu, zasmuconych, doświadczających niesprawiedliwości i innych, których wspomina Jezusa. Jest to nagroda o tak doniosłym znaczeniu, że nawet doświadczając trudności za życia, ze względu na tę nagrodę, możemy czuć się szczęśliwi.

Jezus nie mówi, że niebo jest zarezerwowane tylko dla tych, którzy tu na ziemi klepią biedę, chorują, walczą o przetrwanie każdego dnia. Nie mówi też, że na niebo nie zasługują ci, którym się dobrze wiedzie. On wskazuje na istotny fakt, że w obliczu trudnych doświadczeń łatwiej poddajemy się mocy Boga. Gdy nie doświadczamy żadnych braków, a życie nasze zdaje się być „usłane różami”, wówczas bardzo często popadamy w pychę i przekonanie, że Bóg do niczego nie jest nam potrzebny.

Tymczasem postawa zaufania Bogu jest kluczowa w życiu człowieka wierzącego. Na tym właśnie polega duchowe ubóstwo – całkowite zdanie się na Boga, uznanie swojej ograniczoności. Wówczas pokładamy nadzieję nie w naszej mocy, ale w mocy Boga. „Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty” (por. 1 J 3,3). Co to znaczy być świętym? To znaczy poddać się mocy samego Boga! Świętość przynależy się samemu Bogu i temu, kto do Boga należy. Na tym polega świętość! Nie ma jednak zaufania, a więc nie może być także świętości bez miłości. Miłość bowiem znosi lęk przed zaufaniem i pozwala nam powierzyć całe swoje istnienie Bogu, a nawet – w relacji miłości międzyludzkiej – drugiemu człowiekowi.

Wierzymy w świętych obcowanie, w ciała zmartwychwstanie i w życie wieczne. Bądźmy jednak szczerzy – każdy z nas myśl o odejściu z tego świata oddala od siebie jak najdalej. Boimy się śmierci i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Powodem lęku nie jest brak wiary, czy też brak miłości. Boimy się śmierci, bo jedyne jej doświadczenie, traumatyczne doświadczenie dotyczy odejścia z tego świata osób nam najbliższych i najukochańszych. Lęk przed śmiercią wynika z tego, że jej nie znamy i nie mamy na nią żadnego wpływu.

Nigdy nie zrozumiemy śmierci. Łatwiej jednak ją przyjmiemy i zaakceptujemy, gdy zaufamy naszemu Ojcu, który jest i czeka na nas w niebie. Patrzmy na śmierć nie oczami filozofów, ale oczami dzieci Bożych (por. 1 J 3,1), oczami ludzi nadziei. Przyuczajmy się do śmierci, jak chciał tego wspomniany Platon, ale nie filozofowaniem, lecz myśleniem o Chrystusie, który umarł i zmartwychwstał, aby przeprowadzić nas przez dolinę nicości do nowego życia. Jezu, ufam Tobie! Amen.

comments

Leave a Comment