Posted on: 28 listopada 2012 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 2

Przeglądając papiery mojego zmarłego przed sześcioma laty męża natknęłam się na nigdzie nie publikowany jego artykuł „Fenomen Radia Maryja” z 1998 roku. Nie znam przyczyn dla których mąż nie starał się o jego publikację(a może się starał bezskutecznie?) – wkrótce powaliła go choroba, z której już się nie podniósł.

Mój mąż Marek Wykurz(1937-2006) był wykładowcą filozofii na Politechnice Warszawskiej, gdzie prowadził kilka bloków programowych dotyczących religioznawstwa, filozofii społecznej i relacji między naukami humanistycznymi a wykształceniem politechnicznym. Był też współzałożycielem łódzkiego KIK-u, wykładowcą filozofii w Instytucie Teologicznym, katechetą. Wierny czytelnik „Tygodnika Powszechnego”‚ od wczesnej młodości. Interesował się filozofią kultury, filozofią religii i filozofią społeczną. Tematami, które nurtowały go od młodości i którym poświęcił kilka niewielkich publikacji były: antysemityzm, a ogólniej źródła i przyczyny konfliktów między wyznawcami różnych religii, mechanizmy dynamizujące życie społeczne, jak również życie i dzieło Marty Robin.

Zjawisko Radia Maryja niepokoiło go od dawna, choć w momencie powstania przyjął entuzjastycznie zaistnienie katolickiego radia. Wkrótce jednak doznał wielkiego rozczarowania. Jednakże to mu nie wystarczyło i próbował zrozumieć istotę tego zjawiska w kontekście historycznym i społecznym, i odnaleźć jakiś głębszy klucz do zinterpretowania go. I to właśnie zawarł w poniższym artykule.

Uważam, że refleksja ta, mimo iż niektóre prognozy nie potwierdziły się, a rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania autora, jest bardzo aktualna, dlatego warto się z nią zapoznać.

Jolanta Elkan- Wykurz

 

Marek Wykurz

Fenomen Radia Maryja

1. Wstęp

Po wielkiej transformacji lat 1998/1990 Kościół rzymsko-katolicki w Polsce sprawujący dotąd „rządy dusz” prawie niepodzielnie, znalazł się dość nagle w ambiwalentnej sytuacji. Z jednej strony przełom był jego niebywałym tryumfem i zwycięstwem moralnym nad ateizmem komunistycznym, a z drugiej pojawiły się nowe, nieznane wyzwania: otwarte, liberalne społeczeństwo z ekspansją i silną ekspresją idei libertyńskich i ekspozycją treści obsceniczno-pornograficznych, lub kryptopornograficznych w kulturze masowej. Libertynizm (w tym także postkomunistyczny – jak ten prezentowany w „NIE” J. Urbana) i wyszydzanie Kościoła nie miało zapór i barier instytucjonalnych po zniesieniu cenzury.

W radio i telewizji pojawiło się wiele poszczególnych programów katolickich i ogólniej – religijnych, nieraz na wysokim poziomie artystycznym czy intelektualnym, adresowanych do różnych środowisk. Utonęły one jednak w powodzi filmów, a szczególnie lawinowo pojawiających się reklam, szokujących obrazami nasyconymi erotyką i seksem, niejednokrotnie w wulgarnym wydaniu.

W tej sytuacji i atmosferze uruchomiono różne diecezjalne rozgłośnie katolickie, a wśród nich z różnych względów zaczęła się wybijać na czoło toruńska rozgłośnia Radio Maryja, prowadzona przez oo. redemptorystów, a kierowana przez o. Tadeusza Rydzyka.

Rozgłośnia dość szybko zyskała powodzenie i przychylność wśród pobożnych katolików. Ojciec Tadeusz zabłysnął od samego początku wielkim talentem organizacyjno-menadżerskim i propagandowo-politycznym. Przez kilka lat wyrósł on na powszechnie znaną, choć kontrowersyjną postać, obdarzoną wyjątkową charyzmą, wymykającą się stopniowo spod kontroli duszpastersko-religijnej zwierzchników (prowincjałów zakonnych, biskupa ordynariusza i kierownictwa Episkopatu). W ostatnich latach (1997-98) statystyki słuchalności audycji radiowych w Polsce mówią o 6 milionach stałych słuchaczy toruńskiej rozgłośni w kraju i poza granicami w środowiskach polonijnych. Radio Maryja zaproponowało między innymi wspólne modlitwy (koronka do Bożego Miłosierdzia, różaniec, a także modlitwy spontaniczne) i skuteczne pośrednictwo między słuchaczami we wzajemnej pomocy zarówno w sprawach materialnych, jak i w problemach moralno-psychicznych i duchowych. Krajowe oddziaływanie Radia zwiększyło się przez utworzenie przy wielu parafiach w Polsce tzw. Rodzin Radia Maryja, które w swych mikrośrodowiskach i wspólnie w całych regionach propagują linię ideową i pobożnościową rozgłośni, organizując odrębne pielgrzymki do sanktuariów oraz zbiórki na aktualne cele charytatywne o krajowym zasięgu (np. W 1997 pomoc dla poszkodowanych powodzią).

Charyzmatyczny autorytet o. Rydzyka urósł wśród jego entuzjastów (bo to więcej niż stronnicy czy zwolennicy) do rozmiarów unikalnych. Jego opinie traktowane są wśród nich jakby były opiniami władz Kościoła, albo nawet samego Papieża (wobec którego ten genialny redemptorysta zachowuje się czołobitnie i adoracyjnie, organizując np. wielotysięczne pielgrzymki do Watykanu)1

Jednakże pośród tych pobożnych i w zasadzie pozytywnych działań pojawiły się apodyktyczne, autorytatywne i bezpardonowe opinie wygłaszane przez o. Tadeusza, które mogą się stać kłopotem, także politycznym Kościoła w Polsce, a nawet w Europie, a może w przyszłości także Kościoła Powszechnego. Swoją rozgłośnię utożsamił on z jedyną autentyczną polskością i najwierniejszym katolicyzmem, a o przeciwnikach politycznych, nawet zasłużonych w opozycji komunistycznej, wyraża opinie oskarżycielsko-obelżywe i niestety ignorancko-pochopne (np. o kandydacie partii UW na prezydenta – Jacku Kuroniu.). Hasła „Alleluja i do przodu” czy „tylko nazywajmy rzeczy po imieniu” kojarzą się z propagandowymi hasłami komunistycznymi w rodzaju: „Naprzód do nowych zwycięstw” lub z moczarowskim hasłem z 1968 roku: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”.

Tak oto katolicka pobożnościowo-społeczna rozgłośnia popierana też jawnie lub skrycie przez liczne rzesze księży wikariuszy, proboszczów, a nawet biskupów zamieniać się zaczęła w obcesowy, apodyktyczny i hermetyczny wobec krytyki zewnętrznej ruch religijno-ideowy.

2. Diagnoza fenomenu – mit społeczny wg Sorela

Fenomen ten wymaga więc diagnozy teoretycznej i taką poniżej proponujemy.

Radio Maryja jawi się nam nie tylko jako rozgłośnia katolicka o olbrzymim zasięgu, nie tylko jako jako ruch społeczny wokół tej rozgłośni powstały, ani nawet jako stronnictwo polityczne przez rozgłośnię wykreowane i nagłaśniane. Nie jest to sekta, gdyż w niczym nie przeciwstawia się doktrynalnie dogmatyce katolickiej i nie wymawia posłuszeństwa zwierzchnictwu Kościoła.

Wydaje się ono natomiast być zarzewiem i ogniskiem tzw. mitu społecznego w rozumieniu jakie temu pojęcia nadał jego twórca, filozof i socjolog francuski George Sorel (1847-1922) w książce pt. „Reflexion sur la Violence” wydanej na początku stulecia 2 i wielokrotnie wznawianej oraz tłumaczonej na różne języki.

Mit społeczny to – wg Sorela – „obraz przyszłej walki i zwycięstwa” skupiający w jedną, niepodzielną całość aspiracje, dążenia, cele, wartości i nadzieje jakiejś zbiorowości religijnej, narodowej, czy klasowo-zawodowej. Jest to całość wizji mobilizujących te zbiorowości do solidarnego wysiłku heroicznego, mającego jako świetlany cel pokonanie tak lub inaczej określonych, wrogich mu sił.

Sorel twierdzi, że krążące w różnych epokach dziejowych mity, napędzały bieg historii europejskiej, forsując swoje systemy i hierarchie wartości, a przez to stanowiąc główny czynnik kulturo- lub cywilizacyjno-twórczy.

Oto kilka wybranych przykładów historycznych zaistnienia mitu społecznego przytaczanych przez Sorela:

1. Żołnierze greckich miast-państw gotowi byli do największych poświęceń, ożywieni mitem posłannictwa kulturowego wobec naporu obcych i złowrogich sił barbarzyńskich

2. Mit Kościoła walczącego ze „światem, jako domem szatana” wcielali w życie późnoantyczni i wczesnośredniowieczni eremici i mnisi – asceci, którzy gotowi byli opuścić bogate domostwa i znosić nieprzychylność natury, trwając w nieustającej modlitwie i kontemplacji i naśladując Mistrza w niesieniu krzyża i umierając na nim. Oni to – wg Sorela – przeprowadzili schrystianizowaną, ale schyłkową cywilizację grecko-rzymską przez wieki ciemne ku nowej, zachodniej jej generacji.

3. Epoka rozkwitu gospodarczo-przemysłowego rozwinęła się dzięki mitowi przedsiębiorczości „kapitanów” przemysłu, bezwzględnych, ale heroicznych ludzi interesu.

4. Na przełomie XIX i XX wieku wśród rosnącego liczebnie proletariatu zrodził się mit „strajku powszechnego”, który miał obalić władzę burżuazji, moralnie rozbroić zawodowych polityków i ustanowić bez-polityczne społeczeństwo jako wspólnotę wytwórców zorganizowaną wokół syndykatów.

Marksizm (niepotrzebnie scientyzowany) stworzył wg Sorela autentyczną wykładnię mitu proletariackiego (Sorel dożył rewolucji bolszewickiej, ale nie rozumiał jej istoty i nie przewidział totalitarnego stalinowskiego super-etatyzmu.).

Wszystkie te, tak odmienne i odległe w czasie historycznym i przestrzeni geograficznej mity miały wg. Sorela pewne wspólne cechy:

1. Wszystkie były zaprzeczeniem utopii, czyli gabinetowych wytworów konceptu intelektualistów produkujących swe projekty lepszego urządzenia świata w oderwaniu od konkretnego kontekstu historycznego

2. Wszystkie zmierzały wyłącznie do moralnego pokonania przeciwnika przez nasilenie heroizmu i ofiarności.

3. Wszystkie podszyte były w gruncie rzeczy pesymizmem pojmowanym jednak nie jako obezwładniające czarnowidztwo tylko jako stała świadomość nigdy nie malejących oporów twórczego działania. (Optymizm i wiara w automatyczny postęp, to wg. Sorela cechy utopii.)

4. Uczestnictwo w micie ma charakter głębokiej identyfikacji ze wspólnotą, a nie jakiejś powierzchownej umowy, czy politycznego kontraktu. Sorel powołuje się na Bergsonowskie rozróżnienie świadomości „głębokiej” i „powierzchownej” przenosząc je z płaszczyzny indywidualnej na społeczną.

5. W różnych ruchach masowych i ich ideologiach mity mogą mieszać się z utopiami, stanowiąc w tak powstałych zespoleniach element twórczy i dynamizujący choć osłabiony przez utopijną rozkładowość.

6. W mitach ożywiających jakąś wspólnotę wyłania się samorzutnie elita moralna, która swym przykładem i heroicznym zaangażowaniem pociąga za sobą bardziej bierne – choć liczniejsze – masy.

7. Mitowi można przeciwstawić tylko inny, bardziej heroiczny i angażujący mit; na krytykę intelektualną jest on hermetycznie zamknięty

8. Mit nie perswaduje i nie przekonuje teoretycznie lecz „porywa” i angażuje totalnie.

3. Ruch Radia Maryja, jako mit społeczny

Ruch skupiony wokół Radia Maryja i ostatnio wykreowanego Naszego Dziennika3 uważam za przykład typowego mitu społecznego, ożywiającego i porywającego miliony katolików polskich, zmobilizowanych moralnie przeciw: „zepsutym i zdeprawowanym politykom, liberałom rozkładającym organiczną wspólnotę wiary i narodu, wszelkim oderwanym od gleby społeczno-narodowej elitom politycznym i intelektualno-artystycznym” oraz „masonom od stuleci spiskującym przeciw Kościołowi katolickiemu i Żydom, podstępnie forsującym swoje międzynarodowe interesy.”

W ramach tego ruchu autorytet hierarchii kościelnej uległ przesunięciu – mierzy się go życzliwością (co najmniej) dla rozgłośni toruńskiej. Nieprzychylne lub zdecydowanie krytyczne opinie kierowane ze szczytów hierarchii krajowego kościoła są odrzucanie, jeśli nie obelżywie kontrowane i zarzucone oskarżeniami. W najlepszym przypadku są przemilczane.

Ciekawe, że nośnikiem informacyjno-propagandowym tego ruchu stało się radio, a później gazeta; wg znanej od lat teorii M. Mc Luhana4 radio i prasa są to tzw. „gorące” środki przekazu masowego, angażujące bezpośrednio emocje i mobilizujące do doraźnych działań w odróżnieniu od „zimnych”, jak telefon i telewizja, które nadają się do perswazji, pouczania czy po prostu interesującego, ale niekoniecznie porywającego informowania5

Sorel właściwie nie dożył zwycięstwa dwóch największych mitów XX stulecia – czyli mitu nazistowskiej rewolucji rasowo-narodowej i mitu sowieckiej rewolucji międzynarodowo-klasowej. Można by jeszcze dodać w pewnej istotnej mierze unikalną, bezkrwawą rewolucję syndykalizmu „Solidarności” z 1980 i 1989 roku.

Sorel uważa, że mit społeczny jest zróżnicowany jednocześnie historycznie i ahistorycznie. Mit nie jest projektem przyszłości, lecz projektem walki i zwycięstwa. Nie jest ważne kiedy i gdzie zwycięży jego przemożna „racja”, bowiem może nie zwyciężyć nigdy i nigdzie. Ważne jest na ile przezwycięży dekadencję, rozkład moralny i skonsoliduje siły wspólnoty w walce z entropią natury i kultury.

Co by było, gdyby w 1933 przetrwała Republika Weimarska? Co by było, gdyby przetrwał w 1917 roku Rząd Tymczasowy w Rosji? Czy komunizm mógłby się w wyniku pierestrojki zdemokratyzować i przetrwałby ZSRR ?

Na te pytania nie może być odpowiedzi.

Tak samo nie wiemy, czy ruch wodzów Radia Maryja zostanie spacyfikowany, czy zwycięży. Odgrywa on przecież także bardzo pozytywną rolę mobilizując, integrując i dowartościowując miliony zagubionych, często leciwych ludzi nadając im godność „obrońców wiary”; pod tym hasłem mobilizują się też młodsi, gorliwi, ale porywczy. Wszystkich mit Radia Maryja niesie ku walce i zwycięstwu.6

Negatywnymi skutkami działań Radia Maryja może być zniszczenie nadziei na wejście Polski do Unii Europejskiej, a nawet międzynarodowa izolacja kościoła katolickiego w Polsce, jako siedliska anachronicznej, szowinistycznej, a więc niechrześcijańskiej religijności. Ale czy to właśnie nie jest marzeniem i nadzieją najaktywniejszych zwolenników i kreatorów rozgłośni?

Podane tu przeze mnie przykłady mitów społecznych XX wieku są przeważnie zbrodnicze (faszyzm, bolszewizm), ale też zdarzają się mity łagodno-moralizatorskie, których „walka i zwycięstwo” rozegrało się na płaszczyźnie etyczno-politycznej.

Nieagresywne strajki w przemyśle i na uczelniach, które „porwały” polski proletariat i inteligencję w 1980 roku były przykładem unikalnym i przez to nietypowym. „Gruba kreska” Tadeusza Mazowieckiego (tak powszechnie dziś krytykowana) była podkreśleniem wyłącznie moralnego charakteru zwycięstwa „Solidarności”. We wszystkich poprzednich mitach zwycięstwo oznaczało likwidację w najlepszym przypadku polityczną, ale przeważnie fizyczną, pokonanych wrogów. W micie Solidarności było to zwycięstwo prawdy nad kłamstwem, wolności nad zniewoleniem i demokracji liberalnej nad tzw. demokracją ludową. Wrogami nie byli ludzie.

Kontynuacja mitu Solidarności przez ruch skupiony wokół Radia Maryja, a także Stoczni Gdańskiej i Zakładów Ursus może być w przyszłości skuteczna, ale wyżej wymienionych cech niestety nie objawia.

Zupełnie czymś innym jest teologiczno-etyczna ocena niektórych treści dopuszczanych w audycjach Radia Maryja. Prezentuje się w nich w czasem najlepszym wypadku za daleko idącą pochopną podejrzliwość, a w najgorszym agresję słowną, pomówienia i bardzo pochopne oskarżenia.

Miłość ewangeliczna, która „wszystkiemu ufa i we wszystkim pokłada nadzieję” jest zaprzeczeniem takich postaw. A Maryja – Matka Miłosierdzia nie patronuje chyba tym gniewnym, przykrym dla ucha gderaniom. Szkoda, że współwystępują one obok modlitw, pomocy, działań i treści prawdziwie budujących. Ale i organizatorzy radiowych audycji, i słuchacze, i uczestnicy Ruchu bronią uparcie tych treści, jako prawa do wolnego wypowiadania opinii dowolnych. Czyżby chodziło po prostu o wolność słowa? Rozgłośnia katolicka nie selekcjonująca a nawet nie komentująca agresywnych i obelżywych słów i opinii wypowiadanych w ramach audycji jest z punktu widzenia etosu katolickiego rozgłośnią co najmniej dziwną. Lecz właśnie skrajne wyrazy oburzenia i napiętnowania „wrogów” to właśnie cecha sorelowskiego mitu.

(artykuł prawdopodobnie nie został dokończony…)

Przypisy

1. Mowa tu oczywiście o Janie Pawle II.(przyp red.)

2. Chodzi o ubiegłe stulecie(przyp. red.)

3. Telewizji TRWAM jeszcze wtedy nie było. (przyp. red)

4. Marshall McLuhan Wybór pism, Warszawa 1975, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe.

5. Wiele się zmieniło do czasów analizy McLuhana, telewizja współczesna jak najbardziej angażuje emocje, jednakże myśl Autora, że pierwotne skonstruowanie mitu i grupy entuzjastycznych jego zwolenników dzięki radiu miało na pewno większe szanse powodzenia niż posłużenie się w tym celu telewizją -wydaje się być słuszna. Tym bardziej, że radia (tańsze przecież niż tv) rozdawano, lub sprzedawano za niewielką cenę w Kołach Rodzin Radia Maryja, więc dostępność środka przekazu była automatyczne powszechna. Radia, poza tym, można słuchać wykonując prace domowe, z telewizją już gorzej. Popularność TV Trwam i obecna batalia o umieszczenie jej na multipleksie bazuje na uprzednio zbudowanej – dzięki radiu -wspólnocie. Autor nie dożył już tak wielkiej popularności tej telewizji, a artykuł pisał, gdy jeszcze jej nie było. (przyp. red.)

6. Pamiętajmy,że w tamtym okresie Radio Maryja nie było jeszcze takie potężne i nie było tak otwarcie upolitycznione. Autor widział jego pozytywy w zaoferowaniu propozycji ludziom przez transformację ekonomiczną po 1989 roku odrzuconym; traktowani, jako bezwartościowi odnaleźli we wspólnocie Radia swoją wartość, godność i sens życia. Można dziś tę diagnozę spokojnie powtórzyć: ogromna rzesza ludzi, która poczuła się wyrzucona poza margines, którą nie zaopiekowało się ani Państwo ani Kościół, została zagarnięta przez o. Rydzyka, który zaoferował „niepotrzebnym” nie tylko poczucie siły związane walką ze „złem”, ale i możliwość pozytywnej i potrzebnej aktywności (wzajemna pomoc), wspólne, jednoczące modlitwy i poczucie rodzinnej więzi. Trzeba przyznać, ze nikt inny nawet nie próbował tego robić w tamtym czasie.(przy. red. )

(Przypisy redakcyjne- Jolanta Elkan – Wykurz)

 

comments

2 People reacted on this

  1. Bardo ciekawa analiza, warta na pewno rozwinięcia (przez osobę mogącą podjąć się kontynuacji poruszanych wątków i z odniesieniem się do bieżącej sytuacji). Wiem, że to może zbyt „śmiałe oczekiwanie” ale chętnie przeczytałbym ciąg dalszy. Dziękuję i pozdrawiam.

    1. I ja chętnie bym przeczytała. Niestety, sama nie znam na tyle Sorela, żeby pociągnąć tę myśl. A co jest teraz- każdy widzi- ale nie każdy potrafi opisać to z takiej perspektywy. A może?
      J.E-W

Leave a Comment