Posted on: 8 lutego 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiV NIEDZIELA ZWYKŁA, 8.02.2015 r.
I CZYTANIE: Hi 7,1-4.6-7. II CZYTANIE: 1 Kor 9,16-19.22-23.

Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

W miniony czwartek (5.02.2015), w czasie porannej mszy św. w kaplicy Domu Św. Marty, Papież Franciszek powrócił w homilii do swojego ulubionego porównania Kościoła do szpitala polowego, gdzie zadaniem sług Chrystusa jest opatrywanie zranionych. „Taka jest misja Kościoła: ma on uzdrawiać, leczyć. Czasem mówiłem o Kościele jako szpitalu polowym. To prawda. Iluż mamy poranionych! Ilu ludzi potrzebuje opatrzenia ran! To jest misją Kościoła: leczenie ran serca, otwieranie drzwi, uwalnianie, głoszenie, że Bóg jest dobry, że wszystko przebacza, że jest czułym Ojcem, że Bóg zawsze na nas czeka…” – powiedział Papież.

Od kilku tygodni pochylamy się nad kolejnymi wydarzeniami z życia Jezusa, które skrupulatnie zanotował św. Marek Ewangelista. Dostrzegamy Jezusa powściągliwego w mowie, bardziej natomiast aktywnego w czynie. Wciąż spotyka się z nowymi ludźmi, których powołuje i ustanawia swoimi uczniami, uwalnia od zła, uzdrawia. Przed tygodniem egzorcyzmował opętanego, uwalniając go ode demonów. Dzisiaj uzdrawia teściową Piotra, a także „wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzuca” (por. Mk 1,34). Przed tygodniem ustaliliśmy, że to Bóg, a nie demon, ma być w centrum naszego życia. Dzisiaj natomiast uświadamiamy sobie, że również duchowe choroby skutecznie od Niego nas odwodzą.

Gorączko to nie choroba. To zespół symptomów wskazujących, że choroba postępuje, a stan pacjenta nie jest zbyt wesoły. W życiu duchowym zaś, gorączka może symbolizować szatana i zło, które skutecznie unieruchamia człowieka i trawi jego życie. Koszt duchowej gorączki dla duszy zawsze jest bardzo wysoki. Może nam towarzyszyć gorączka nadmiernej wiary w siebie i wyniosłości, buńczuczności i braku wrażliwości na innych. To skutek choroby pychy i nowotworu egoizmu. Istnieje gorączka hedonistycznego używania bogactw, która będzie objawem choroby chciwości. Znamy gorączkę władzy zdolną zabić w człowieku uczucia wyższe i potrafiącą stłumić zdolność oceny rzeczywistości. Nazwą tej choroby jest władza totalitarna. Bardzo wiele osób cierpi na gorączkę pożądliwości, rozpalającą do czerwoności ludzką wyobraźnię. Ta gorączka, pozornie tylko niegroźna, zwiastuje chorobę nieczystości. Może nam doskwierać schorzenie zazdrości, którego symptomem będzie gorączka chęci kontroli nad innymi i frustracja oraz niezadowolenie z czyjegoś powodzenia. Z własnego doświadczenia wiemy także, że istnieją inne poważne choroby duchowe, jak nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew czy lenistwo. Każda z tych chorób ma sobie właściwą gorączkę. Bardzo niebezpieczna jest gorączka nienawiści, która potrafi popchnąć do niszczenia życia innych. To choroba patologicznego obrazu Boga i człowieka.

Cierpimy na rozmaite dolegliwości. Są jednak tacy, którzy zamiast podjąć leczenie, wolą potłuc termometr. Są też tacy, których choroba – grzech jest sensem życia. My natomiast, świadomi swoich chorób, zmęczeni doskwierającą nam gorączką, jak Hiob wołamy w beznadziei: „Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki” (por. Hi 7,3 – pierwsze czytanie). Dlatego, jako chorzy i słabi przychodzimy do Kościoła, który jest niezwykłym szpitalem. Spotykamy się z Jezusem przychodzącym do nas w sakramentach i ufamy w uzdrowienie, powtarzając za Psalmistą naszą modlitwę: „Panie, Ty leczysz złamanych na duchu” (por. Ps 147,1-6) . A on – Christus Medicus – bierze na siebie nasze słabości i nosi nasze choroby (por. Mt 8,17). Autentyczny kontakt z Jezusem, nawet najdrobniejszy, jest lekarstwem na wiele chorób. Spotkanie z Nim zawsze przemienia nasze życie. Nie trzeba się go bać, niczym spotkania z pielęgniarką, która musi zrobić nam bolesny zastrzyk. Bóg jest dobry, wszystko przebacza, jest czułym Ojcem i zawsze na nas czeka (por. Franciszek, Homilia w czasie porannej mszy św. w kaplicy Domu Św. Marty, 5.02,2015 r.).

comments

Leave a Comment