Przygarnięcie i nawrócenie

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 11 marca 2018

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

J 3,14-21

«Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».

 

ks. Andrzej Perzyński. Fot. Adam Walanus

Nietrudno sobie wyobrazić skierowanie pod adresem Jezusa zarzutów podobnych do tych, z jakimi spotyka się obecnie papież Franciszek. Czyż ucztowanie z publicznymi grzesznikami nie było dwuznacznym sygnałem dla ludu, czyż nie ośmielało do lekceważenia norm i zasad? Czyż takie wypowiedzi jak stwierdzenie: „Szabat powstał dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (lub: „Odpuszczono jej wiele grzechów, bo ma wiele miłości”), nie były skandalicznie niejasne? Czyż nie dawały okazji do odczytania ich w sposób obrazoburczy lub wręcz bluźnierczy?

Problem faryzeuszy z Jezusem polegał właśnie na tym, że Jego podejście do błądzących nie miało w sobie nic z wykluczania lub marginalizacji, lecz wyrażało (mówiąc językiem adhortacji Amoris laetitia) logikę miłosierdzia oraz integracji, włączania zagubionych od razu w relację bliskości.

W ewangelicznych opisach spotkań z Chrystusem, da się dostrzec nie tylko dyskrecję Pana w sugerowaniu konkretnym ludziom nawrócenia, ale także Jego wyrozumiałą cierpliwość w doprowadzaniu tych osób do decyzji o zmianie życia.

W przypadku wizyty u Zacheusza Jezus wprasza się do kogoś żyjącego w tym momencie niezgodnie z regułami pobożności, a złożona przez zainteresowanego deklaracja poprawy i zadośćuczynienia pokrzywdzonym jest skutkiem, a nie przyczyną odwiedzin (por. Łk 19,2-10). Jezus przyszedł do Zacheusza nie dlatego, że Zacheusz się nawrócił. To Zacheusz nawrócił się dlatego, że Jezus do niego przyszedł. Życzliwość okazana bez wypominania czegokolwiek i afirmacja człowieka – niezależnie od popełnionych przez niego błędów – dokonały tego, czego wcześniej nie zdołało sprawić święte oburzenie otoczenia i publiczne napiętnowanie.

Także w rozmowie Pana z samarytańską kobietą przy studni koło Sychar (zob. J 4,7-26) nie znajdziemy ani wyznaniowej polemiki (choć rozmówczyni jest z punktu widzenia judaizmu heretyczką), ani moralizowania – chociaż Jezus posiada nadprzyrodzoną wiedzę, że kobieta żyje w konkubinacie. Co do pierwszej sprawy, Chrystus zaznaczy tylko oględnie własne stanowisko, a o problematycznej sytuacji małżeńskiej Samarytanki wspomni bez komentarza. Mimo zaczepnego tonu swej rozmówczyni pozostanie spokojny i cierpliwie nakieruje ten nieco dziwny dialog o pragnieniu na kwestię autentycznej więzi z Bogiem.

Zgodnie z proroctwem, Jezus „niezachwianie przynosi Prawo” – w ten sposób, że ratuje każdą nadłamaną trzcinę ludzkiego życia i każdą tlącą się iskierkę tęsknoty za Miłością (por. Iz 42,3). On nie karze, tylko leczy. Nie pochwala grzechu ani go nie bagatelizuje. Unika potępiania, choć nie pochwala występku; upomina, lecz z dużą dyskrecją. Jego miłosierdzie jest pisaniem prosto po krzywych liniach ludzkich uwikłań.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.