Reedukacja sumienia

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 3 marca 2019

VIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 6, 39-45

Jezus opowiedział uczniom przypowieść:
«Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?

Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.

czytaj więcej…

Ogołocić siebie

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 24 marca 2019

VII NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 6, 27-38

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie.

czytaj więcej…

Ty jesteś błogosławiony!

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 17 lutego 2019

VI NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 6, 17. 20-26

Jezus zszedł z Dwunastoma na dół i zatrzymał się na równinie; był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu. On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: „Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”.

Im częściej medytuję „Ewangelię Błogosławieństw”, tym bardziej uświadamiam sobie, że chyba zbyt łatwo słowo „błogosławieństwo” zastąpiliśmy terminem „szczęście”. W wyniku takiej zamiany słów, niesłusznie Jezusowe błogosławieństwa wydają się określać stan ducha człowieka, który wypełnienie swoich życiowych aspiracji, planów i nadziei wiąże z bliżej nieokreśloną przyszłością. Kiedyś będę szczęśliwy, ale teraz muszę być ubogi, głodny, zapłakany, znienawidzony… Czy rzeczywiście na tym polega chrześcijaństwo?

W dzisiejszej Ewangelii moją uwagę zwraca pewien szczegół. Mimo, że wokół Jezusa zgromadził się tłum ludzi (Ewangelista Łukasz zanotuje: „wielkie mnóstwo ludu”), to jednak On jakby nie zauważa tego tłumu, a jedynie „podnosi oczy na swoich uczniów i mówi: „Błogosławieni jesteście, ubodzy, głodni…”. Nie kieruje swojej nauki do wszystkich, lecz jedynie do wybranych – do swoich uczniów.

Ta sytuacja po raz kolejny uświadamia mi, że nie wszyscy mogą zrozumieć i przyjąć Ewangelię, a tym bardziej jej serce – „konstytucję Królestwa Bożego”, jak nieraz nazywa się Jezusowe błogosławieństwa. Niezależnie, czy było ich osiem, czy cztery – stawiają na głowie ludzką logikę i zmuszają do myślenia o naszym losie w inny sposób. Nie każdy może tę logikę przyjąć i nie każdy może ją zaakceptować. By tak się stało, potrzebna jest wiara i zaufanie Bogu.

Co jednak, gdy słuchając dzisiejszej Ewangelii uświadamiam sobie, że nie mam w sobie takiej wiary i takiej siły, by żyć według logiki błogosławieństw? Czy skazany jestem na nieszczęście, albo nawet wieczną jego odmianę – potępienie? Skądże! Właśnie dzisiejsza Ewangelia uświadamia nam, że pierwszymi obywatelami Królestwa Bożego są ubodzy Bogiem, Jego głodni i zasmuceni niemożnością realizacji swojego pragnienia. Także pragnienia życia według błogosławieństw.

To właśnie jest dobra nowina! Jeśli jesteś głodny Boga, głodny Jego miłości, spragniony Jego bliskości, już jesteś obywatelem Królestwa Bożego. Jesteś głodny, to znaczy świadomy, że nie masz szczególnych powodów szczycenia się głęboką wiarą i relacją z Bogiem. Czyż takim głodnym i ubogim nie był celnik modlący się w kącie świątyni? Czy taką ubogą, głodną i zapłakaną nie była cudzołożnica lejąca łzy na stopy Jezusa? Czy nie był głodnym i ubogim syn marnotrawny i wielu, wielu innych?

To naprawdę dla nas dobra nowina, że możemy być błogosławieni także wtedy, gdy w naszym życiu Ewangelią i w budowaniu przyjaźni z Bogiem wciąż jeszcze jesteśmy słabi, niedoskonali, nienasyceni, grzeszni. Jeden z największych paradoksów chrześcijaństwa polega na nasyceniu właśnie tych ostatnich stojących w kolejce do Boga, jeśli nie przestają oni poszukiwać, nasłuchiwać, pragnąć. To właśnie ich Jezus nazywa błogosławionymi. Niełatwo się na to zgodzić. Błogosławiony nie jest tylko ten, kto osiągnął moralną doskonałość, dostąpił daru języków, „spoczął w Duchu”, czy zaliczył osiem kursów nowej ewangelizacji. Błogosławiony jest ten, kto mimo swojej słabości – jak czytamy w pierwszym czytaniu – „pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, gdy nadejdzie upał, bo zachowa zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców” (Jr 17, 6-8). Ty jesteś błogosławiony!

Ziemia pełna chwały

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 10 lutego 2019

V NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 5, 1-11

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.

Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.

A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

 

W księdze Proroka Izajasza (6, 1-3) zapisany jest przekaz jak w roku, w którym umarł król Ozjasz miał Prorok widzenie Boga w Jego majestacie. „Powyżej Niego stały serafiny, a każdy miał sześć skrzydeł: dwoma zasłaniał swoją twarz, dwoma nogi i na dwóch latał. Wołał jeden do drugiego:

Święty, Święty, Święty,

PAN Zastępów,

cała ziemia jest pełna Jego chwały” (przekład ekumeniczny).

 

Tadeusz Żychiewicz, tygodnikowy mistrz biblijnych komentarzy, tak pisze o tej scenie: „Pamiętam, że kiedy byłem nie bardzo dorośnięty, cytaty takie budziły we mnie uczucie głębokiego zniechęcenia. Można było przyjąć na słowo przekaz o wielkim majestacie Boga, jednakże zdawało mi się, że trudno o rzecz nudniejszą, niż ustawiczne powtarzanie (może i przez wieczność!) tego właśnie jednego stwierdzenia: Święty, święty, święty (…), pełna jest ziemia chwały Twojej” … Tak, to było bardzo zniechęcające dla szesnastolatka.

Mam słabość do tego szczeniaka jestem do niego bardzo przywiązany i ostatecznie do dziś dnia wiele mnie z nim łączy; nie chciałbym więc źle o nim mówić, ale co prawda, to prawda: głupi to on jednak był.

Potem zrozumiałem: wszystkie ptasie koncerty i wszystkie wielkie tajemnice materii, ludzka mądrość i dobroć, wszystkie kolory roku, ziemi i nieba, i jeszcze puchaty śnieg, w którym każda gwiazdka zawsze jest inna, chociaż liczba ich jest nieprzeliczona, wszystkie biologiczne cudeńka i cała oszalała rozrzutność życia na równi z tajniami ludzkiej świadomości – przecież w końcu to nic innego, jak rozszczepione w tęczę pryzmatu światło Izajaszowego widzenia: „Święty, święty, święty, PAN Zastępów”.

I cokolwiek na kalekiej ziemi może być rozpoznane jako chwała Pana, jest równocześnie także olśnieniem i wciąż inną obłędną radością ludzi: ostatnią rzeczą, która mogłaby znudzić”.

Scena powołania Izajasza na proroka jest niezwykle sugestywna. Jest to majestatyczna teofania. Prorok jako człowiek świecki, nie kapłan, miał tę wizję zapewne na tle zasłony oddzielającej Miejsce Święte, a widział raczej tylko tren szaty Pana wypełniający całą Świątynię. Przymiotnik Święty odnosi się zasadniczo tylko do Boga, a oznacza Jego niewyobrażalną odległość od wszystkiego, co stworzone. Jest On zarazem Bogiem dalekim i Bogiem bliskim. Przerażenie Proroka, tłumaczy się tym, że Hebrajczyk stale lękał się bezpośredniego zetknięcia z Bogiem jako zapowiedzi bliskiej śmierci. Potęgowała je u Proroka świadomość, że ma nieczyste wargi. Wówczas bowiem Lud Boży ulegał synkretyzmowi religijnemu, czcił „cudzych bogów”, a przez to kalał usta ich imionami. Bóg cudownie usprawnia Izajasza do swojej misji.

Najgrubszy Anioł Stróż

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 3 lutego 2019

IV NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 4, 21-30

Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście”. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?” Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”. I dodał: „Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

Paweł Domagała jest bez wątpienia jednym z najbardziej lubianych artystów w Polsce. Chociaż jego hitem numer jeden jest utwór „Weź nie pytaj”, w repertuarze Domagały znaleźć można wiele innych, godnych uwagi piosenek, w tym mało znaną, noszącą tytuł „Najgrubszy Anioł Stróż”. Opowiada ona o zmarłym przyjacielu autora, ale może stać się również piękną modlitwą. Ta piosenka, do której odwoływałem się już trzy tygodnie temu, przypomina mi także o bliskości Boga, który zawsze mi towarzyszy: „Wszystkie potwory ze wszystkich szaf świata; Wszystkie upiory z moich snów; Wszystkie demony, co wciąż chcecie wracać; Wszystkie złe zmory, które karzecie się bać; Wy nie macie szans najmniejszych, bo przy mnie ciągle jest najgrubszy anioł stróż, największy anioł stróż, wciąż jest, obok mnie, ciągle obok”. Tego Anioła w momencie naszego chrztu postawił przy nas sam Bóg – mówiłem w Niedzielę Chrztu Pańskiego.

Słowa tej jednej z ulubionych moich piosenek wracają do mnie, gdy słyszę dzisiejsze pierwsze czytanie, a w nim zapewnienie, jakie Bóg kieruje do Proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię (…). Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać”. To Boże zapewnienie odnosi się nie tylko do Jeremiasza, ale również do każdej i każdego z nas. Stanowi gwarancję bliskości i pełnej życzliwości ze strony Boga. Więcej nawet – zapewnia nas, że nasze życie jest wpisane w Boży plan, który nie jest grą przypadku, ale przede wszystkim grą miłości i o miłość. Bóg pragnie być obecny w naszym życiu, byśmy mogli w tej grze o miłość zwyciężać.

Patrząc jednak na nasze życie i patrząc na mieszkańców Nazaretu z dzisiejszej Ewangelii, nie sposób uciec od pytania: skąd się w nas bierze to rozdwojenie, to bolesne rozdarcie? Z jednej strony pragniemy przecież bliskości Boga, a z drugiej chcielibyśmy trzymać Go jak najdalej od nas. W tym odsuwaniu Boga najbardziej pomocny jest taki typ pobożności, który zamyka nas we własnym świecie, czyni nieczułymi na otaczającą nas rzeczywistość i zamyka na drugiego człowieka. Ta „pobożność” tak bardzo potrafi oślepić człowieka, że daje poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie, poczucie wyższości, doskonałości, pewności siebie. „Dojrzewając” w takiej „pobożności” możemy godzinami klęczeć na modlitwie, ale zaraz potem ranić i niszczyć drugiego człowieka. Tak oddaleni od Boga, stajemy się zaprzeczeniem tej miłości, o której św. Paweł mówi w dzisiejszym drugim czytaniu, że jest cierpliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą…

Warto o tym pamiętać, że nie mamy prawa do dysponowania Bogiem i arbitralnego decydowania o tym gdzie jest Jego więcej, a gdzie mniej. Warto o tym pamiętać, gdy modlimy się o jedność chrześcijan. Warto o tym pamiętać, gdy spotykamy się z naszymi Starszymi Braćmi w Wierze – Żydami. Warto o tym pamiętać, gdy spotykamy się w wyznawcami islamu. Żywy Bóg jest zawsze i wszędzie. Jest dla każdego cały, a nie tylko trochę. I chce, żeby każdy człowiek na tej ziemi żyjący usłyszał Jego głos: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię (…). Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać”.

Wypatrując autorytetu

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 27 stycznia 2019

III NIEDZIELA ZWYKŁA

27 stycznia 2019 roku

Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.

czytaj więcej…