Grzech i pojednanie

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 11 lutego 2018

VI NIEDZIELA ZWYKŁA

Mk 1, 40-45

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

 

 

ks. Andrzej Perzyński. Fot. Adam Walanus

Na trąd umiera się długo. Trędowaty przypatruje się swojej śmierci – w członkach, które się rozpadają, w ciele, które odchodzi od kości. Długo się patrzy na swoje umieranie. Ta choroba, która sama w sobie jest groźbą dla życia, przynosi ze sobą jeszcze drugie zło, równie dotkliwe, a bodajże czasem nawet bardziej dotkliwe: trąd powoduje całkowite wyłączenie i całkowitą izolację od społeczeństwa i wyrzucenia człowieka poza krąg normalnych, zdrowych ludzi, poza krąg życzliwości, jaka płynie normalnie ku człowiekowi choremu od człowieka zdrowego, powoduje całkowite zerwanie więzów międzyludzkich. Najczęściej było to bez żadnej nadziei powrotu. Trędowatemu nakładano obowiązek noszenia zewnętrznych znaków jego choroby, jego nieszczęścia, i przy każdym przypadkowym spotkaniu obowiązek uprzedzenia spotkanego człowieka: ja jestem trędowaty, jestem zagrożeniem, ja niosę śmierć.

Grzech jest właśnie takim złem w dziedzinie ducha. Grzech jest trądem w duchowej warstwie człowieka, a więc w tej warstwie, która stanowi o człowieczeństwie; w tej warstwie, która jest zdolna przejąć i przejmować największy dar Boży, jakim jest życie łaską. Jest to niezniszczalne, tajemnicze życie Boże, które może się oprzeć wszelkiej śmierci – z całym bogactwem nadziei, jakie Bóg zamknął dla mnie w swoim słowie: życie dla ciebie. Grzech przerywa tę aortę życia, tę tętnicę, która łączy świat Boży ze światem ludzkim. Grzech zrywa więzy międzyosobowe pomiędzy Bogiem i człowiekiem i spycha człowieka w samotność wewnętrzną.

Trędowaty na duchu musi odejść do swoich trędowatych, musi wyjść – jak mówi Pismo Boże – z obozu ludzi czystych i zamieszkać w obozie ludzi trędowatych. Jest to całkowite wyłączenie ze środowiska Bożego. Człowiek stracił nie tylko swoje zdrowie, nie tylko jest wewnętrznie zagrożony, ale stracił cały swój świat, cały jego urok, całe jego piękno prawdziwe. Jest niejako poza sobą, poza swoją ojczyzną.

Jak wobec tego na tym tle wygląda przebaczenie udzielone przez Chrystusa? Otóż miłosierdzie okazane człowiekowi przez Chrystusa nie jest tylko prostym skreśleniem długu moralnego i winy moralnej. Nie jest tylko zdjęciem odpowiedzialności, która nęka i ciąży, nie jest uciszeniem i ugładzeniem ludzkiego udręczonego i niespokojnego sumienia. Nie jest też przyznaniem na nowo legalnej, prawnej niewinności, ale jest przede wszystkim przerzuceniem na nowo pomostu międzyosobowego. Jest otworzeniem na nowo tej tętnicy życia pomiędzy Panem Bogiem i nami. Jest nowym prądem życia, który przenika wszystkie zakamarki mojego istnienia. Jest wprowadzeniem mnie znowu z powrotem w świat przyjaźni, w świat miłości, prawdy, w sferę światła, ciepła i serdeczności. Jest otwarciem Bożych, ojcowskich ramion, tak jak to Chrystus nam powiedział, które przygarniają powracających do domu grzeszników.

Spróbujmy w tym świetle pomyśleć nad tymi słowami, które słyszymy w każdej Eucharystii: Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy, który gładzi grzechy świata. To nie jest przywracanie tylko ciszy i spokoju w sumieniach, to nie jest tylko zdejmowanie odpowiedzialności, ale to jest przygarnięcie do źródła życia, które niesie ze sobą światło, ciepło, serdeczność, miłość i przyjaźń.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.