Głód

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 5 sierpnia 2018

XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

J 6, 24-3

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»

W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec».

Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?»

Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał».

Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”».

Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu».

Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!»

Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».

 

Człowiek jest tym, co zje” (Man ist was mann isst) – Ludwik Feuerbach.

Nieraz byli głodni. Nieraz osłabli szli do pola, na połów, do pracy, gdzie czekali długimi godzinami, aż ktoś ich wynajmie. Mieć chleba tyle, ile dusza i brzuch zapragnie. Nasycić się tak, by jeszcze zostawić resztki. Odzyskać siły, wzmocnić osłabłe ciało, odzyskać wesołość ducha. . Pewnie, że bardzo tego chcieli. A jednak poszli za niezwykłym Nauczycielem, tylko po to, by Go słuchać. Jedni zapomnieli wziąć zapasy jedzenia. Inni zapasów nie mieli. Zaryzykowali głód, pociągnięci wdziękiem Jego słów i mocą Jego czynów. A On ich jeszcze nakarmił chlebem do sytości. W sposób cudowny. Więc jakże mogli Go nie szukać, gdy niespodziewanie zniknął. Był z nimi wieczorem na brzegu jeziora, i nagle rano, nie ma ani uczniów, ani Jego. Widzieli, że uczniowie odpłynęli, jedyną łodzią, jaka była, ale bez Niego. Więc gdzie On jest? I jak Go szukać, gdy już nie ma łodzi? Na szczęście przypłynęli  tyberiadzcy rybacy i wzięli ich na swoje łodzie. Gdy dopłynęli na drugi brzeg, do Kafarnaum, On już tam był. Jak? Kiedy?

Jezus lekceważy to pytanie. Wiedział, że szukają Go dla chleba. Wiedział, że głód  był ich niemal codziennym doświadczeniem. I proponuje im pokarm niezniszczalny,  który ich tak nasyci, że głodu już czuć nie będą. I nie pomrą. Ojciec z Nieba da ten pokarm. Chleb sycący raz na zawsze, dający życie! Kto by takiego nie chciał jeść? Ale jak to – On jest tym chlebem? Nie do uwierzenia! Nie do zrozumienia!

*   *  *

Słyszałam kiedyś opowieść o mnichu buddyjskim, który odżywiał się wyłącznie pomarańczami. Z czasem jego ciało wydawało silny zapach pomarańczy. Nasze zwykłe, codzienne pożywienie, może w sposób mniej spektakularny, dostarcza naszym tkankom składników niezbędnych do życia. Zarówno mnich, jaki zwykły zjadacz chleba zaspakajając głód – sygnał organizmu, że brak nam  tego, co potrzebne do życia- staje się tym, co je, absorbując cieleśnie życiodajne składniki .

Jest w nas też inny głód. Zaspokoić go może tylko On, tak jak powiedział tłumom. I nie tylko powiedział. Uczynił to bardzo dosłownie. Podczas każdej Eucharystii w każdym zakątku świata i o każdej porze, rozdaje swoje Ciało i Krew pod postacią Chleba i Wina.   Jedząc ten Chleb, postać Jego Ciała, sprawiamy, że zamieszkuje ono w naszym Ciele. Nasza tkanka napełnia się, posila się Jego tkanką. Pijąc to wino, postać Jego Krwi, sprawiamy, że Krew ta płynie w naszych żyłach. Miesza się z naszą krwią. A ponieważ w tym pokarmie mieszka cały On, jedząc i pijąc, my, jako całość, posilamy się Nim.

Miał rację Feuerbach, choć intencje jego były inne, gdy wypowiadał cytowane na początku słowa.  Stajemy się tym, co jemy. Bardzo dosłownie.  Chrystus  udziela nam Swego bytu w całkiem cielesnych elementach, które zjadamy i wypijamy.  I jeśli przyjmujemy ten dar, ten niezwykły posiłek z wiarą, (wierząc Mu i wierząc w Niego), przemieniamy się w Niego, stajemy się Nim. W taki fizyczny, przystępny, bardzo prosty sposób wypełnia nas coraz bardziej Bóg. On, który przyjął ludzkie ciało i stał się Człowiekiem,  sprawia, że człowiek przyjmując Jego Ciało, staje się Bogiem.                                                                     ***

O Panie, daj mi nie zapomnieć o tym nigdy! Niech moje cielesne istnienie będzie przedłużeniem Twojego Istnienia w moich myślach, słowach i uczynkach. Dopomóż coraz bardziej zanikać temu, co we mnie z mojego ciała, z mojego egoistycznego ja! Wypełniaj mnie Sobą! Przemieniaj mnie w Ciebie!

Amen.

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.