Co do grosza

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 11 listopada 2018

XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA

Mk 12, 41-44

Potem, usiadłszy naprzeciw skarbony, przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.

Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie».

Przymierze Miłosierdzia to wspólnota, która została założona przez o. Antonello, o. Henrique i świecką misjonarkę Marię Paolę w Brazylii. Powstała, by ratować ludzi przed śmiercią. I nie chodzi tutaj tylko o metaforę. Ich praca to często dosłownie walka o to, by bezdomne dzieci miał coś do jedzenia, by można było je wyrwać z ulicy. By ośmio, czy dziewięcioletni narkomani mogli znaleźć się w jednym z domów, gdzie będą mieć choć cień szansy na wyjście z nałogu, a jeśli nie to przynajmniej na to, by zaznać miłości, ciepła, czułości i tego, że ktoś na nich czeka, cieszy się na ich widok.

Wspólnota powstała z tych, którzy sami doświadczyli często nędzy, przemocy, uzależnień i każdej biedy, jaka może nam przyjść do głowy. Ale doświadczyli tego, że zaufanie Jezusowi i Ewangelii przemienia życie. Najpierw w nich samych, a potem całych społeczności i samej wspólnocie. Sami z siebie mogli być jedynie ludzkimi wrakami, ale we wspólnocie i z Bogiem stają się przemienieni. Być może brzmi to nieco górnolotnie, ale jeśli posłuchamy historii ich życia, to często trudno uwierzyć, że „wyszli na ludzi”.

Tak właśnie jest. Kiedy wchodzimy do świątyni, stajemy przed Bogiem jedynie z „wdowim groszem”, czyli z naszymi sposobami przetrwania, radzenia sobie z życiem, ze zranieniami, z relacjami to zawsze mamy ten wybór. Albo kurczowo trzymać się tego, co mamy, jakkolwiek marne by to było. Albo oddać wszystko. Jak wdowa w spotkaniu z Eliaszem. Jak wdowa, która wrzuca do skarbony swój ostatni „wdowi grosz”.

Tylko Bóg ma moc i umiejętność, by z mafiosy zrobić księdza. By z narkomana uczynić ewangelizatora zdolnego oddać życie, by ratować młodego chłopaka od bezdomności. By wyrwać dwunastoletnią dziewczynkę w przemysłu pornograficznego i zrobić z niej kobietę, która pomaga dzieciom w Mozambiku. By z dziewczynki, która była tak maltretowana przez ojca i braci, że w wieku 7 lat nie mówiła i była jak dzikie zwierzątko zrobić najzdolniejszą i najradośniejszą kucharkę we Wspólnocie. Tych historii jest naprawdę wiele. Każda jest cudem.

Oczywiście, że boimy się oddać to z czym nam dobrze. Czasami boimy się oddać też to, z czym nam źle. Bo jakkolwiek jest, to jest to, coś co znamy. I w jakiś sposób daje nam poczucie stabilności i przewidywalności. Bóg często nie wpisuje się w język naszych kalkulacji. Na szczęście.

Chrześcijaństwo brane na serio jest tylko dla tych, którzy uwierzą. Wbrew logice. Którzy wrzucą wszystko, swoje sukcesy i porażki, umiejętności i niemoc, sprawczość i bezsilność, co do grosza, do skarbony w świątyni Bożego Miłosierdzia. (Nie mam oczywiście na myśli, żadnej konkretnej świątyni – tym razem to wyrażenie metaforyczne). Tylko tam ubóstwo staje się bogactwem, grzech miejscem zbawienia, słabość siłą, bezsens radością życia, lęk odwagą, a nędza królewską godnością.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.