Mija 15 lat naszej obecności w Unii Europejskiej. Nikogo myślącego racjonalnie nie trzeba przekonywać do wartości naszego udziału w tej wspólnocie. Właśnie przeczytałem wywiad prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka dla KAI.

Obecność Polski w Unii Europejskiej wynika z obecności Polski w całej Europie”, mówi Prymas. Jednocześnie zwraca uwagę na to, co Polska wnosi do Europy. „To rzeczywistość słowiańszczyzny. Jesteśmy krajem, który przeżywa swoją tożsamość ludu otwartego, zdolnego do budowania relacji i odpornego na trudy i kryzysy. Kiedy 15 lat temu wchodziliśmy do Unii Europejskiej, to odżywała wtedy w nas na nowo świadomość miejsca we wspólnocie ludów i narodów Europy. Jasne, że Unia to struktury i konkretne prawa, ale to także wezwanie do jedności, solidarności i życia razem” – zauważa metropolita gnieźnieński. Dodaje, że wysiłek budowania wspólnego europejskiego domu jest konsekwencją przynależności do tej wspólnoty narodów.

Słowa Prymasa przypominają nam jak ważną rolę odegrał w procesie budowania relacji między Polską a Unią Europejską Kościół katolicki. „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej” powiedział Jan Paweł II w przededniu referendum akcesyjnego. Kto wie, może właśnie te słowa przeważyły szalę na rzecz zwolenników integracji? To było ważniejsze niż niechętne wobec UE poglądy wielu duchownych stojących niżej w hierarchii oraz radykalnie eurosceptyczne nastawienie Radia Maryja. Jeszcze raz papież załatwił za nas, najważniejsze dla nas sprawy. Dziś zapominamy o tej, fundamentalnej dla naszej obecności w UE, roli Kościoła. Warto ją przypomnieć i poszerzyć o refleksję dotyczącą obecności chrześcijańskich tradycji, i wartości w konstruowaniu fundamentów europejskiej jedności. Jakże stereotypowe i ubogie treściowo jest ciągłe przypominanie o chrześcijańskich korzeniach integracji europejskiej poprzez zmitologizowane odwoływanie się do symboliki 12 gwiazd flagi europejskiej. „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.” Przywołanie pamięci o tej symbolice i roli jaką odegrali w procesie budowania jedności Europy politycy chrześcijańskiej demokracji, wiedzie nas często ku przeświadczeniu, że zdradzamy spuściznę ojców założycieli UE, że projekt Europy laickiej stoi w sprzeczności z założeniami twórców projektu europejskiego.

Nic nie jest tak proste i oczywiste, jak zdawałoby się dla zwolenników czarno-białej jednoznaczności.  Dzisiejsza Unia Europejska, tak laicka z pozoru, sprzeciwiająca się mówieniu expressis verbis o swych chrześcijańskich korzeniach, zachowuje jednak w kluczowych dokumentach fundament chrześcijańskiej tożsamości. Trzy podstawowe wartości, budujące podstawy porozumienia krajów europejskich, wynikają wprost z nauki społecznej Kościoła katolickiego w kształcie zapoczątkowanym encykliką „Rerum Novarum” papieża Leona XIII. Michał Gierycz w swej znakomitej książce: Rola religii w procesie integracji europejskiej, tak je precyzuje: 1. Zasada solidarności, 2. Zasada pomocniczości, 3. Zasada jedności w różnorodności. Brak miejsca na opis tych zasad, zainteresowani mogą sięgnąć do książki Michała Gierycza, chcę jednak uświadomić Czytelnikom, że te trzy zasady pozostają nadal fundamentem integracji Europy. Nawet jeśli nie wspomina się o nich expressis verbis w najważniejszych dokumentach konstytuujących wspólnotę europejską, to są one obecne w duchu i wartościach ustanawiających tożsamość zjednoczonej Europy. Czyż nie jest to ważniejsze niż obecność invocatio Dei w dokumentach wspólnotowych?

Jakże modnym bywa dziś wskazywanie na domniemane oderwanie obecnego kształtu integracji od intencji jej twórców. Eurosceptycy wywodzący się ze środowisk tradycjonalistycznego katolicyzmu wciąż podkreślają, że UE jest zaprzeczeniem intencji Konrada Adenauera, Alcide de Gasperiego i Roberta Schumana. Czyżby naprawdę? Trójka ojców założycieli europejskiego projektu była politykami chrześcijańsko demokratycznymi. Istota tożsamości europejskiej chadecji polega zaś na tym, że inspiracje etycznymi wartościami chrześcijaństwa i nauczaniem społecznym Kościoła są powiązane ze sprzeciwem wobec klerykalizmu. Papież Franciszek uczynił krytykę klerykalizmu jednym z najważniejszych motywów swego nauczania, w nim upatruje źródła większości schorzeń trapiących dziś wspólnotę Kościoła. ” Klerykalizm to perwersja Kościoła. Czynimy z Jezusa więźnia naszej postawy zamknięcia, egoizmu, naszego klerykalnego stylu„, mówi papież. „Nie czujcie się panami stada, nie jesteście nimi, nawet jeśli inni by to robili czy też pewne miejscowe zwyczaje by temu sprzyjały„, wzywa. „Prezentowanie się jako silni ludzie, którzy zachowują dystans i rozkazują innym, może wydawać się wygodne i atrakcyjne, ale nie jest ewangeliczne„, apeluje do biskupów. Otóż tożsamość chadeckich inspiratorów UE, ludzi głęboko religijnych, dwu z nich jest dziś kandydatami na ołtarze, skłaniała ich do budowania Europy na podstawie chrześcijańskich zasad, odrzucała jednak jakiekolwiek uzależnienie od biskupów w sferze codziennego zarządzania państwem. Ojcowie założyciele integracji byli chrześcijanami, ale nie klerykałami.

 Kościół w Polsce wobec uczestnictwa naszego kraju w procesie integracji europejskiej. Pytanie o Jego rolę i miejsce nie jest proste! Jakże trudno było Kościołowi odnaleźć się w laickiej, zsekularyzowanej, rzeczywistości, w której był On jednym z wielu aktorów obecnych na scenie politycznego spektaklu? Jakże trudno było Mu zaakceptować fakt, że sekularne społeczeństwo postrzega Go jako jednego z równorzędnych protagonistów obecnych na scenie politycznego, kulturowego i etycznego sporu. Kościół na Zachodzie już to zaakceptował, potrafił zrozumieć, że zostały Mu jedynie „środki ubogie”, my wciąż stoimy przed tym wyzwaniem.  Jaka powinna być rola Kościoła w obecnej fazie procesu integracji europejskiej, jaką opcję winien wspierać, czy w ogóle należy do Jego misji angażowanie się w spory dzielące dziś obywateli różnych państw europejskich? Niewątpliwie powinien! Przyszłość Europy, matecznika chrześcijaństwa, nie może być dla Kościoła obojętną, forma Jego aktywności pozostaje jednak otwartym przedmiotem refleksji. Co powinno być Jego celem? Sekularyzacja europejskiej kultury jest już dziś procesem dokonanym, także w najbardziej wiernych z pozoru krajach, takich jak Polska widać jej wyraźne symptomy. Zapewne wracamy do roli środowiska mniejszościowego, „soli ziemi”, inspiratora i przykładu dla zlaicyzowanych, obojętnych religijnie mas. Przeczuwał to już w latach 80-ych kard. J.Ratzinger pisząc swój słynny „Raport o stanie wiary”. Czy winniśmy nad tym ubolewać? Wielu katolików zapatrzonych w ideał średniowiecznej „universitas”, będzie przekonanych, że tak. Inni zobaczą w tym szansę na oczyszczenie zachodniego chrześcijaństwa.

Niewiele potrafimy dziś odpowiedzialnie powiedzieć o przyszłości wiary i Kościoła w Polsce. „Bramy piekielne Go nie przemogą”, perspektywa wiary każe nam ufać, że doraźne kryzysy nie determinują losu wspólnoty. Jest ona przecież ustanowiona przez Boga i pomimo tego, że tworzą ją ułomni i grzeszni ludzie, to jednak wiedzie nas ku zbawieniu. Unia Europejska oraz inne wspólnoty i struktury są w tej perspektywie czymś doraźnym, ważnym, ale przecie nie najważniejszym. Kościół nie jest przecież związany z żadną wspólnotą polityczną i społeczną. Azja Mniejsza, północna Afryka, które niegdyś były Jego centrum, są dziś całkowicie zdechrystianizowane, pozostają na marginesie chrześcijańskiej wspólnoty. Pomyślmy co jest istotne dla nas dziś, chrześcijan początku XXI stulecia: niezmienna tradycja, czy duch chrześcijańskich, ewangelicznych wartości, nie związanych z żadną kulturą, nie znających „Greczyna ani Żyda”? Franciszek, papież z końca świata, wolny od europejskich ograniczeń, jaśniej widzi relacje między istotą chrześcijańskiego orędzia a katolicką tradycją, piękną, ale przecież doraźną. Jest całkowicie wolny od apologii związku chrześcijaństwa i wspólnoty narodowej, sądzę, że obcy jest mu związek katolicyzmu i narodowości, a zatem również nasz stereotyp utożsamiający polskość z katolicyzmem. Jestem przekonany, że katolicyzm polski stoi przed wielką szansa, którą daje mu proces integracji. Może osłabić symbiozę katolicyzmu z narodem, stać się promotorem wartości uniwersalnych, pomóc w otwarciu na inne kultury i tożsamości, odejść od pseudokatolickich mitów o szczególnym wybraństwie Polaków, od szkodliwego mistycyzmu religijno narodowego, od archaicznej bogoojczyźnianej retoryki, zrezygnować z formuły instytucji narodowej na rzecz uniwersalności naszego powołania.

Wróćmy na koniec do pytania o miejsce naszej katolickiej wspólnoty w Unii Europejskiej. Jan Paweł II, nawiązując do pięknej poetyckiej intuicji rosyjskiego poety Wiaczesława Iwanowa, wspominał o „dwóch płucach Europy”, łacińskim i greckim. „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież-Polak, Papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu”, mówił podczas pamiętnej pielgrzymki w 1979 r. u stóp katedry gnieźnieńskiej. Nie potrafię uznać, że Polska może wytyczyć szlak ku rechrystianizacji Europy, to zapewne utopia. Stałe uświadamianie, że europejska wspólnota nie powinna się ograniczać jedynie do pnia łacińskiego, że wyrasta z dwóch tradycji, że oddycha dwoma płucami, zdaje się być jednak jej rzeczywistym i realnym powołaniem. Myślę, że to było zadaniem, które w przededniu wejścia do UE wyznaczył nam Jan Paweł II, czy je realizujemy? Każdy musi sam sobie na to pytanie odpowiedzieć.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.