Posted on: 12 listopada 2019 Posted by: Konrad Stanglewicz Comments: 0

W zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego” 5 listopada rozpoczęliśmy wspólne czytanie klubowej lektury – „Etyki solidarności” ks. Józefa Tischnera.

Propozycja czytania dziś „Etyki solidarności” Józefa Tischnera, której główny zrąb pochodzi sprzed 38 lat zrazu mnie zaskoczyła. Cóż dla współczesnego czytelnika może być w niej inspirującego – myślałem – skoro powstawała w kompletnie innej niż dzisiejsza rzeczywistości?

Był to czas „karnawału Solidarności” po zwycięskim Sierpniu 1980 r. Na książkę składają się teksty drukowane w „Tygodniku Powszechnym”, w których Tischner zapisywał na bieżąco duchową atmosferę tamtych dni, jednocześnie próbując ukazać etyczny wymiar zdarzeń. Zaczęło się przypadkiem – jak to często bywa – od kazania, które w październiku 1980 r. ks. Józef Tischner wygłosił na Wawelu, podczas mszy z udziałem przywódców Solidarności z Lechem Wałęsą na czele.

Po latach, w książce „Między Panem a Plebanem” (1995) Tischner wspominał: „W takiej chwili z duszy człowieka wyłania się filozof, mający przekonanie, że najważniejsze jest, żeby nazwać to, co się dzieje. Bo nazwa ustanawia rzeczywistość. Więc pytałem siebie, co to jest „solidarność”. I odpowiedziałem: „Jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”. (…) Poszedłem z tym kazaniem do „Tygodnika”, a Krzysztof Kozłowski mi mówi: „Pisz to dalej”.

I Tischner pisał. Z tego pisania powstała książka „Etyka solidarności”, która ukazała się po raz pierwszy w Krakowie w 1981 r. Okazała się przebojem nie tylko w Polsce. Pierwsze wydanie „Etyki solidarności” było tłumaczone na włoski, niemiecki, flamandzki, francuski, hiszpański, szwedzki, angielski, czeski i słowacki. Przychodziły kolejne polskie wydania, uzupełniane przez Tischnera kolejnymi tekstami, aż do śmierci autora w 2000 roku.

Książkę z pewnością masowo kupowano i niekiedy być może uważnie czytano. Z przyswojeniem treści i codzienną realizacją jej etycznego przesłania było jednak już dużo trudniej. I tak jest do dzisiaj. Ale Tischner inspirował. I to nie byle kogo. Jan Paweł II, podczas pielgrzymki w czerwcu 1987 roku, w homilii wygłoszonej dla świata pracy w Gdańsku na Zaspie, mówił: „Jeden drugiego brzemiona noście” – to zwięzłe zdanie apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy brzemię dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej rosną zbyt ciężkie brzemiona. I rozkład tych brzemion narasta w sposób nieproporcjonalny. Gorzej jeszcze: gdy mówi się: naprzód „walka” – choćby w znaczeniu walki klas – to bardzo łatwo drugi czy drudzy pozostają na polu społecznym przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć. Nie jako ci, z którymi trzeba szukać porozumienia – z którymi wspólnie należy obmyślać, jak dźwigać brzemiona”.

Wczytuję się w słowa Papieża i przykładam je do polskiej współczesności. Rozziew między postulatami płynącymi z homilii a rzeczywistością bije po oczach. Ignorowane jest przesłanie nie tylko księdza filozofa Józefa Tischnera, ale i  świętego Jana Pawła II. Że przesadzam, że mamy przykłady szlachetnych postaw samarytanina? Ot, choćby siostra Małgorzata Chmielewska czy zmarły niedawno ks. Jan Kaczkowski. Jasne, są tacy wśród nas. Ale tkwią jak rodzynki w społecznym zakalcu.

Dwa przykłady. Pierwszy to stosunek rządu i polskiego społeczeństwa do uchodźców. „To są kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze. Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować… Ale sprawdzić trzeba”. – mówił Jarosław Kaczyński, lider obozu „dobrej zmiany” na spotkaniu wyborczym w październiku 2015 r. Od tego czasu następuje systematyczny spadek pozytywnego nastawienia do uchodźców i wzrost agresywnych zachowań wobec „obcych” w naszym kraju.

Drugi przykład: stosunek polskiego Kościoła do ofiar seksualnej przemocy. Tomasz Sekielski – dziennikarz i dokumentalista, autor głośnego filmu „Tylko nie mów nikomu” o pedofilii w polskim Kościele Katolickim – skomentował to dosadnie na Facebooku: „6 miesięcy od premiery Tylko Nie Mów Nikomu. NIKT, dosłownie NIKT z Kościoła nie zgłosił chęci kontaktu/pomocy/zadośćuczynienia ŻADNEJ Z OFIAR, które opowiedziały w filmie swoją historię. Nie znalazł się nawet jeden duchowny… A teraz ścigają dziecko wypluwające opłatek… Polski Kościół AD 2019… Gdzie my k… żyjemy?” (wpis z 3.11.2019).

Program etyczny Józefa Tischnera z jego głównym przesłaniem „jeden drugiego brzemiona noście” i „nigdy jedni przeciw drugim”, z perspektywy 2019 roku jawi się jako nie dość, że nie wypełniony, to jeszcze przez znaczną liczbę rodaków wprost odrzucony. Pozostaje więc apelem oddalonym od możliwości spełnienia bodaj bardziej niż wtedy, kiedy powstawał. Tischner pewnie w grobie się przewraca i grubym góralskim słowem komentuje klęskę. Chociaż może nie?… Był wszak optymistą.

Trzeba i warto jednak przypomnieć, że nie tylko wiara i inspiracja chrześcijańska może być źródłem postawy samarytanina. Tego ks. prof. Józef Tischner w swojej „Etyce solidarności” jakoś nie zauważył. Tymczasem podobnym duktem podążała myśl Tadeusza Kotarbińskiego – filozofa, ateisty, twórcy etyki niezależnej (niezależnej od religii i w ogóle metafizyki). W książeczce „Medytacje o życiu godziwym” (1966) Kotarbiński tak opisał „opiekuna spolegliwego”, centralną postać swojej etyki: „Opiekun wtedy jest spolegliwy, kiedy można słusznie zaufać jego opiece, że nie zawiedzie, że zrobi wszystko, co do niego należy, że dotrzyma placu w niebezpieczeństwie i w ogóle będzie pewnym oparciem w trudnych okolicznościach”.

Chrześcijaństwo nie ma monopolu na etykę. Ta banalna prawda z trudem przebija się do polskich głów. Ale warto ją powtarzać w czasie postępującej sekularyzacji i dechrystianizacji polskiego społeczeństwa. Zawsze jest jakaś alternatywa.

comments

Leave a Comment