Posted on: 2 maja 2020 Posted by: Michał Rychert Comments: 0

Im dłużej będzie trwała pandemia, im większe żniwo zbierze wirus, tym więcej będzie apokaliptycznych proroków pesymizmu i tym częściej będziemy się spotykać z tego rodzaju narracją. Temat kary Bożej wraca zresztą przy okazji różnych kataklizmów, nieszczęść i katastrof. Bywa, że sami próbujemy tak interpretować różne zdarzenia ze swojego życia. Jako jedno z ważnych zagadnień teologii biblijnej, jest on wpisany w chrześcijański kod kulturowy. Koronawirus jest tylko kolejnym powodem, aby się tym tematem zająć.

Pytanie o sens

W krytycznej sytuacji w jakiej znalazł się obecnie świat krzyżują się ze sobą: naturalna potrzeba dostrzeżenia sensu z szarlatańskim, samozwańczym proroctwem. Człowiek w sytuacjach granicznych pozbawionych sensu, bo jaki sens może mieć choroba i śmierć tysięcy ludzi zarażonych wirusem, potrzebuje wyjaśnienia. Nie chce być bezwolnym i bezrefleksyjnym przedmiotem ślepych sił przyrody. Taka perspektywa przeraża. Cała cywilizacja ludzka zmierza do tego, aby oswoić świat, uczynić go bezpiecznym i nadać sens ludzkiej egzystencji. W takiej kryzysowej sytuacji nie wszyscy zadowalają się naukowym wyjaśnieniem zjawiska. Empirycznie potwierdzone fakty nie dają pełnego obrazu rzeczywistości, przede wszystkim nie odpowiadają na zasadnicze pytanie o sens.

Odpowiedzi na to pytanie może udzielić język religijny. Wymaga on jednak egzegezy i zrozumienia. Nie może być on jednak stosowany jako wytrych, a dzieje się tak zawsze, gdy w sposób mechaniczny przypisuje się Bogu interwencję. Czy dzisiaj język religijny nadal jest w stanie w sposób zrozumiały, a przede wszystkim bez wywoływania kontrowersji teologicznych, opisywać otaczająca nas rzeczywistość?

Według XIX-wiecznych krytyków religii, mityczny i religijny obraz świata, któremu towarzyszył język mityczny i religijny, był wyrazem niedojrzałości, którą ludzkość przezwyciężyła  wraz z rozwojem nauk empirycznych. Zjawiska, które niegdyś wyjaśniano przez odwołanie się do Boga, gdyż nie znano innej siły sprawczej, człowiek współczesny wyjaśnia za pomocą przyczyn naturalnych. Czy tym samym język religijny przestał być nam potrzebny? Czy dzięki wiedzy empirycznej wiemy wszystko i mamy odpowiedź na dręczące nas pytania? Czy dzisiaj Bóg jest zbyteczny, a tym samym nastąpił kres języka religijnego? Pytań jest wiele i nie sposób na nie wszystkie odpowiedzieć. Powracające wciąż próby opisania panującej epidemii jako kary Bożej wskazują, że język ten, przynajmniej w pewnych kręgach ma się dobrze i bynajmniej nie wynika to z braku wiedzy empirycznej.

Język religijny w Biblii

Język jakim opisujemy rzeczywistość odpowiada naszemu sposobowi pojmowaniu świata. W kulturach prymitywnych świat był pojmowany magicznie, temu towarzyszył odpowiedni język i wyobrażenia utożsamiające siły przyrody z boską mocą. Świat mityczny był opisywany za pomocą mitów, świat religijny, w którym wszystko dokonuje się w wyniku interwencji Boga jest opisywany za pomocą języka religijnego. W świecie religijnym, w odróżnieniu od magicznego Bóg nie utożsamia się ze światem, stanowi wobec niego odrębną siłę, od której jednak świat całkowicie jest uzależniony.

W języku religijnym Bóg jest tym, który odpowiada za bieg wszystkich wydarzeń, ostatecznie za los człowieka. Bóg zsyła plagi i wyprowadza Izraela (Wj 7,14n), zsyła deszcz i sprowadza suszę (zob. Iz 42,15; Pwt 29,6), to z wyroku Boga doszło do upadku zdobycia Jerozolimy i niewoli babilońskiej (por. Jr 14,1-15,2), ale również ten sam Bóg pobudził ducha Cyrusa, króla perskiego (2Kr 36,22), „wykupił swego sługę Jakuba” (Iz 48,20) i wyprowadził go z niewoli. U podstaw tej formy wypowiedzi leży religijny obraz świata, przeświadczenie, że Bóg w sposób bezpośredni stoi za wszystkim, co dzieje się w historii. Wszystko dokonuje się w wyniku Bożej interwencji. Człowiek biblijny widział w Bogu jedyną siłę sprawczą, a wszystkie żywioły świata za Jego posłańców (zob. Ps 104).

Kara Boża w Biblii

W tradycji deuteronomistycznej Bóg ukazywany jest jako wojownik, strażnik przymierza gotowy do użycia siły, aby przywrócić Prawo Tory, naruszone przez bałwochwalstwo i  niesprawiedliwość społeczną. Moc Boga nie była zwykłym, prymitywnym odzwierciedleniem przemocy ludzkiej. Przejawia się ona raczej w demaskacji zła i była wyrazem dezaprobaty dla grzechu. Głównym przesłaniem tej tradycji biblijnej było wskazanie, że naruszenie prawa prowadzi do zniszczenia, jak samospełniające się proroctwo. Również w tradycji kapłańskiej zło w sposób nieuchronny sprowadzało na lud Izraela samozagładę, na wszystkich bez różnicy. Kara była wpisana w porządek stworzenia. O tym traktują opowiadania o wieży Babel i potopie.

Zamiarem Boga nie jest karanie, ale aby człowiek się nawrócił i żył (por. Ez 33,11). To przesłanie obecne już u klasycznych proroków staje się głównym tematem księgi Jonasza. Prorok ten rozpoczyna swoją działalność mając wyryty w sercu deuteronomistyczny obraz karzącego Boga i nieuchronnej powszechnej kary, zmierzającej do przywrócenia pierwotnego porządku. Gdy Bóg odwołuje sąd nad Niniwą (Jon 3,10), Jonasz buntuje się żąda, aby Bóg był konsekwentny, respektował porządek stworzenia i ukarał grzeszne miasto. Wbrew logice jaka towarzyszyła opowiadaniu o zniszczeniu Sodomy i Gomory, Bóg księgi Jonasza, jako Stworzyciel nie kieruje się logiką grzechu i niszczącej kary (kary wg. naszych wyobrażeń), ale pragnieniem życia. Jonasz jako prorok pragnął pomsty bożej (zob. Jz 9,7n, 35,4), nie miał skrupułów, co do losu miasta, żałował tylko uschłego rycynusa, który dawał mu cień. Bóg na tę żądzę odpowiada słowami: „Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?» (Jon 4,10-11). Życie ludzi i zwierząt to dobro, którego trzeba strzec. Pragnieniem Boga Stwórcy jest ocalenie każdego życia i doprowadzenie go do pełni rozwoju. Gniew Boga jak wskazuje R. Miggelbrink jest tu ukazany jako środek Bożej pedagogiki, natomiast celem jest ochrona życia. Księga Jonasza stanowi zatem rodzaj polemiki z tradycją deuteronomistyczną. Sam Jonasz musiał odbyć dramatyczną drogę, aby odkryć nie znane mu oblicze Boga.

Temat kary Bożej jest obecny w teologii wielkich proroków, czego przykładem jest sposób odczytywania upadków poszczególnych królestw, północnego a potem judzkiego. Jak wskazuje  niemiecki biblista Gerhard von Rad interpretacja historii Izraela poprzez takie kategorie jak sąd i kara są charakterystyczne dla profetyzmu klasycznego, co nie oznacza, że nie budziła ona wątpliwości.

U Ezechiela mamy do czynienia wręcz ze schematyzacją historii, którą ten dzieli na cztery okresy, z których każdy składa się z 4 aktów (1. samoobjawienie się Boga; 2. nieposłuszeństwo Izraela, 3. gniew i kara, 4. oszczędzenie). Stąd każda epoka dziejów Izraela biegnie według tego schematu. Celem proroków było wskazanie na władzę grzechu nad historią człowieka oraz skutków społecznych zła. Ten schemat niósł jednak ze sobą pewną trudność – zbiorowej odpowiedzialności (zob. Jer 31,29-30 i Ez 3, 16n, Ez 18,2-4). „Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom?” (Ez 18,2). Odpowiedzią była interpretacja kary i sądu w logice rozsądnej zasady, według której człowiek sprawiedliwy cieszy się błogosławieństwem i dostatkiem, a grzesznik prędzej czy później doświadcza upadku. Czy jednak tak opisany porządek świata odpowiada ludzkiemu  doświadczeniu? Problem ten wymagał wyjaśnienia i znalazł je w tradycji mądrościowej. Najpierw Księgi Hioba i Koheleta, z dwóch różnych perspektyw: człowieka sprawiedliwego którego spotkało cierpienie (Hiob) i niesprawiedliwego, którego nie dosięga cierpienie, podjęte przez Koheleta, podważają obowiązujący schemat. Te dwie księgi stają się zarzewiem krytyki zarysowanej w klasycznym profetyzmie wizji porządku świata. W księdze Mądrości (Mdr 3, 1-11) pojawia się idea odpłaty po śmierci, która przezwycięża doczesną zasadę odpłaty.

W Nowym Testamencie do schematu grzechu i kary powraca ostatni z proroków, Jan Chrzciciel poprzez, pełne gróźb, wezwanie do nawrócenia (zob. Łk 3,9). Nauczanie Jezusa wnosi jednak nową perspektywę. Jezus swoją misję definiuje za pomocą słów z proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność,a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, – kończąc na wersecie – aby obwieszczać rok łaski Pańskiej” (zob. Łk 4, 18-19) i pomijając charakterystyczne dla proroków słowa o pomście Boga (Iz 62,2b). W centrum przepowiadania Jezusa w miejsce sądu i kary znajduje się orędzie o Królestwie Bożym, które Ralf Miggelbrink opisuje jako wszechobejmujący dar życia oferowany przez Boga. Tym samym karząca moc Boga, którą dotąd postrzegano jako następstwo grzechu, Jezus redefiniuje, jako Bożą moc życia. Na przykładzie historii niewidomego od urodzenia w sposób wiążący dla nas zostaje rozstrzygnięta kwestia odpowiedzialności indywidualnej (J 9,1-41). Jezus nie tylko, że odrzuca tradycyjną teologię, która zmierzała do wyjaśnienia cierpienia jako skutku grzechu, ale wychodzi poza schemat, wskazuje, że uzdrowienie jest objawieniem się daru pełni życia, jaką Bóg oferuje wraz z Jego przyjściem, tak więc uzdrowienie dokonało się, „aby się objawiły sprawy Boże” (J 9,3). Tym samym zostaje poddana krytyce logika ludzkiej żądzy karania grzeszników w oparciu o dychotomiczny podział na złych i dobrych wynikający z przekonania o własnej niewinności.

Nowy porządek społeczny, jaki ma się urzeczywistnić w Królestwie Bożym obejmuje rzeczywiście wszystkich: chorych, biednych i grzeszników. Jezusowe „biada” nigdy nie dotyczy tych kategorii ludzi, jest natomiast zapowiedzą sądu dla reprezentantów władzy ekonomicznej (Łk 6,24-26) i religijnej (Mk 11,17), dla których stara teologia była niczym więcej jak tylko usprawiedliwieniem niesprawiedliwości i podziałów podtrzymywanych dla zaspokojenia własnego egoizmu. W nauczaniu Jezusa gniew Boży nie dotyczy grzeszników. Jezus raczej okazuje się przyjacielem grzeszników i ludzi pogardzanych przez estabilishment. W świetle misji Jezusa kara Boża może być zatem rozumiana tylko jako uzdrowicielska moc Boża, przezwyciężająca ludzkie ograniczenia i system pogardy stworzony przez ludzi, zgodnie z zasadą sformułowana przez św. Pawła: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20).

Dzisiaj prorocy pesymizmu łącząc epidemię z karą Bożą odwołują się w sposób uproszczony do jednej tradycji biblijnej chcąc jej przypisać uniwersalne znaczenie, nie dostrzegając jej limitów i rozwoju myśli teologicznej w samej Biblii. Nie dostrzegając również, że wszyscy jesteśmy grzesznikami i w logice kary Bożej wszyscy na nią zasługujemy, nie ma tu miejsca na sędziów i ofiary.

W Biblii wgląd w zamiary i działanie Boga mieli prorocy, to im Bóg pozwalał widzieć rzeczy tak, jak On sam je widział. Tym różnili się od fałszywych proroków, którzy arbitralnie, w oparciu o fałszywie pojmowany obraz Boga orzekali o znaczeniu historii. W odpowiedzi na różne nadużycia teologiczne, które pojawiły się w kontekście panującej epidemii Komisja Nauki i Wiary KEP wydała 1 kwietnia br. dokument, w którym czytamy: „Głównym błędem owych samozwańczych proroków jest nieprawomocne i zarazem sugestywne wypowiadanie się w imieniu Boga ….” oraz „ …błędne pojmowanie Opatrzności Bożej jako mechanicznej i natychmiastowej interwencji Bożej na zawołanie człowieka. Rodzi się tu niebezpieczeństwo manipulowania Bogiem”.

Dlaczego język religijny był uprawniony i nie wzbudza w nas sprzeciwu w obszarze Biblii, a wywołuje niepokój, a wręcz sprzeciw, gdy stosujemy go do opisu współczesnych wydarzeń? Po pierwsze teksty biblijne odczytujemy w kontekście czasów, w których powstały, z uwzględnieniem rozwoju myśli teologicznej. Po drugie, dziś inaczej postrzegamy świat, stąd język religijny nie jest już adekwatny i wystarczający do jego opisu. W odróżnieniu od człowieka świata religijnego potrafimy wskazać na przyczyny zjawisk bez odwoływania się do bezpośredniego działania Boga.

Autonomia świata

Już w samej Biblii, w której język religijny jest dobrze zadomowiony, pojawia się inny sposób opisu rzeczywistości, który podkreśla autonomiczną decyzję człowieka i wskazuje na jej skutki. To Bóg stawia przed człowiekiem „życie i śmierć”, ale to od człowieka zależy, jakiego wyboru dokona (zob. Syr 15,15-16). Bóg nie jest tu postrzegany jako bezpośrednia przyczyna wszystkiego, co dzieje się w życiu człowieka, nie kieruje nim ani żadne fatum, ani Bóg nie pozbawia wolności wyboru.

Temat kary Bożej został podjęty przez Jezusa i poddany druzgoczącej krytyce. Wspomina On Galilejczyków wymordowanych na rozkaz Piłata oraz mieszkańców Siloe, którzy zginęli pod gruzami wieży (zob. Łk 13, 1-5), co jemu współcześni przypisywali karze Bożej. Dla Jezusa jest to  okazja, aby wskazać na duchowe konsekwencje braku nawrócenia. Ludzie giną z różnych naturalnych przyczyn, do ich wyjaśnienia nie potrzeba Boga, jest to zawsze wielkie nieszczęście, a zatem nieszczęściem musi być również obumarłe życie duchowe. Dlatego Jezus nie straszy karą, ale wzywa do nawrócenia. Przyszedł przecież, aby człowiek miał życie i miał je w obfitości (por. J, 10,10b).

Wzrastająca zwłaszcza w czasach nowożytnych świadomość autonomii świata znalazła swój doktrynalny wyraz w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Przypomniał on biblijną nauką o względnej autonomii rzeczywistości ziemskich. Bóg nie steruje w sposób bezpośredni procesami natury czy historii. Świat cieszy się względną autonomią (KDK 36), a człowiek, realizując nakaz Boży, aby czynić sobie ziemię poddaną (zob. Rdz 1,28), nauczył się rozumieć świat jako naturę rządzącą się swoimi prawami.

Wraz z wyemancypowaniem się nauk ścisłych wyłonił się odrębny od religijnego język, który pozwala nam opisać rzeczywistość bez odwoływania się Boga i języka religijnego. Czy to koniec Boga? Wręcz przeciwnie, uznanie autonomii świata, jest dla nas wezwaniem do jeszcze większej akceptacji autonomii Boga, respektowania Jego tajemnicy. Nie wiemy jak działa Bóg! Wiemy raczej jak nie działa. Bóg nie działa jako przyczyna bezpośrednia (działa poprzez przyczyny wtórne), od Tomasz z Akwinu jest to pryncypium w refleksji teologicznej nad działaniem Boga w świecie. Działanie to pozostaje dla nas tajemnicą.

Czy zatem Bóg nie może zesłać suszy, deszczu lub zarazy? Czy to nie godzi we wszechmoc Boga?

Wszechmoc Boga i siła pandemii

Łacińskie „omnipotens” – wszechmocny wskazuje na niczym nieograniczone możliwości. Zgodnie z tą definicją podmiot obdarzony wszechmocą może uczynić wszystko bez żadnych ograniczeń. Wszechmoc rozumiana jako przekroczenie nie tylko ludzkich, ale wszelkich wyobrażalnych ograniczeń, nakreśla raczej karykaturę Boga, prowadzi do absurdu, ale w żaden sposób nie wyjaśnienia prawdy wiary.

Greckie „Pantokrator”, które tłumaczymy jako wszechmogący, stanowi bliższe określenie ojcostwa Boga. W Credo wyznajemy: „wierzę w Boga Ojca wszechmogącego”. Nie chodzi wcale o abstrakcyjną wszechmoc, ale o ojcowską, wyrażającą się w ojcowskiej miłości. W sensie chrześcijańskim to miłość jest wszechmocna. Ten, kto kocha, może więcej. „Pantokrator” zatem wyraża pełne troski panowanie Boga, wskazuje na ojcowską relację Boga do świata i tylko w tym znaczeniu „wszechmoc” ma właściwy chrześcijański sens. Kościół w kolekcie mszalnej wyraża tę prawdę wiary słowami: „Boże, który wszechmoc Twoją objawiasz najbardziej w przebaczaniu i zmiłowaniu” (Kolekta niedzieli po Zesłaniu Ducha Św.). Lex orandi zawęża naszą wybujałą wyobraźnię i nie pozwala naszych wyobrażeń wyjaśniać wszechmocą Boga.

Potrzeba nowej egzegezy języka religijnego

Język religijny spełnia swoją rolę, o ile wyjaśnia rzeczywistość i wskazuje na sens tego, co wymyka się naturalnemu postrzeganiu rzeczywistości. Język religijny z definicji nie jest właściwy do orzekania wprost o rzeczywistości empirycznej. Jeżeli o niej orzeka, to tylko w sposób analogiczny i pośrednio. Dla autora natchnionego było oczywiste, że Bóg zesłał potop i ten sam Bóg sprawił, że powiał wiatr, aby osuszyć ziemię. Gdy mówimy „Bóg zesłał deszcz”, nie kwestionujemy naszej wiedzy przyrodniczej, a raczej wyrażamy przekonanie, że stanowimy część większej całości niż świat empiryczny. Wnioskowanie przyczynowo-skutkowe, a takim posługuje się również język religijny, gdyż innego nie mamy dla wyjaśnienia zachodzących zjawisk,  należałoby uznać za formą, a nie treść przekazu. Zadaniem tego języka jest wskazanie na meta-rzeczywistość, na głębię naszej egzystencji i sens ludzkiego życia. Gdy święty Paweł mówi o Bogu, że: „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28), tym samym nie neguje świata, jako środowiska naszego życia, jego autonomii i praw. Wskazuje raczej na głębszy, wymiar naszego istnienia.

Gdy człowiek za pomocą języka religijnego dziękuje Bogu za poczęcie dziecka, to czyni tak nie dlatego, że nie wie, skąd się biorą dzieci, tylko dlatego, że w dziecku widzi większe dobro, niż język empiryczny może to wyrazić. Gdy ten sam człowiek wobec śmierci bliskich, tak jak Hiob woła: „Bóg dał, Bóg wziął” (por. Hi 1,21), to czyni tak nie dlatego, że Boga postrzega jako bezpośrednią przyczynę życia i śmierci, ale dlatego, że ból powodowany utratą bliskich jest nie do opisania za pomocą innego języka. W sytuacji granicznej potrzeba języka, który wychodzi poza granice empirii i jest w stanie wskazać na sens tego, co po ludzku wyjaśnić się nie da.

Po co Bóg?

Po co Chrystus przyszedł na ziemię? Po co umarł na Krzyżu? Czy po to, aby chronić nas przed wirusem? Czy tego rodzaju sugestia, sama w sobie nie banalizuje Chrystusa, jego misji i ofiary? Bóg nie jest potrzebny ani do tego, aby wyjaśnić pochodzenie pandemii, ani do jej przezwyciężenia.

Chrystus umarł za nasze grzechy (1 Kor 15,3), dla nas i dla naszego zbawienia (Rz 5,10).  Te słowa wskazują, że „gra” toczy się o coś znacznie więcej. Można żyć i być wewnętrznie, duchowo martwym. Na tę śmierć nie ma szczepionki. Jest Chrystus, który przyszedł na świat, „aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Przez wiarę Bóg staje się miarą naszego życia, dlatego prosimy w modlitwie, aby to On miał wpływ na nasze decyzje, postawy, zachowania, wybory. W Nim upatrujemy pełni życia, nie po śmierci, wówczas może okazać się, że jest już za późno. To życie, tu i teraz, nie jest nieistotnym epizodem lub tylko przedsionkiem do życia wiecznego. Jest ono zamierzone i chciane przez Boga w dziele stworzenia. Bóg zesłał swojego Syna, abyśmy już teraz doświadczali pełni życia, i dzieje się to zawsze, gdy udziela nam swojego życia – Ducha Bożego – i pozawala nam Jego mocą żyć i działać. To dlatego papież Franciszek lekarzy walczących z koronawirusem, pracujących dniem i nocą z narażeniem zdrowia i życia, nazwał świętymi. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”, nieważne czy jesteśmy wierzący, czy nie. Sens ich pracy nie mierzy się sumą czynności medycznych. Tej przestrzeni życia duchowego nie opiszemy inaczej jak tylko za pomocą języka religijnego. Przez wiarę Bóg nadaje sens naszemu życiu. „Nie jest to czas Bożego sądu, ale naszego osądzenia: czas wyboru tego, co się liczy, a co przemija, oddzielenia tego, co konieczne od tego, co nim nie jest” (papież Franciszek).

Dlatego bez względu na to, czy przemierzamy ciemną doliną (Ps 24), czy cieszymy się spokojem, obfitujemy w dostatki, czy cierpimy biedę (zob. Flp 4,12), jesteśmy zdrowi, czy zakażeni, nasze życie wewnętrzne przez to samo nic nie musi utracić, ale też nic zyskać. Jego wartość jest umocowana w Bogu, On jest jego miarą. Przez wiarę życie doczesne uzyskuje swoją pełnię, jest zbawione, bo naznaczone sensem, oczywistością tego co dobre, a co złe stąd wypełnione sprawiedliwością, dobrem, przebaczeniem, miłością. Kto tego doświadcza, kto żyje w bliskości Boga, Jemu powierza swoje życie, bez względu, czy w zdrowiu czy w chorobie, już ma w sobie życie wieczne. Innego nie będzie.

 

Tagi: kara Boża, Biblia, epidemia, koronawirus, prorocy

(Korzystałem z: G. von Rad, Teologia Starego Testamentu, Warszawa 1986; R. Miggelbrink, Gniew Boży. Znaczenie pewnej gorszącej tradycji biblijnej, Kraków 2005.).

comments

Leave a Comment