Posted on: 24 stycznia 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 3

bartek_rajewskiczyli

ROZWAŻANIA W TYGODNIU POWSZECHEJ MODLITWY O JEDNOŚĆ CHRZEŚĆIJAN

Jajecznica, ser, bułka, dżem, herbata, awokado – takie śniadanie przygotował mój serdeczny znajomy, ksiądz luterański. Spotkaliśmy się dzisiaj rano w jego domu parafialnym, czyli – po naszemu – plebanii. Przeżycie było tym większe, że nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem śniadanie w towarzystwie drugiego człowieka. On – poważny proboszcz, absolwent kilku uniwersytetów, znawca sztuki, mąż, ojciec. Ja – sztubak w kapłaństwie, raczkujący proboszcz, wieczny student, pozbawiony talentów, znawca kompletnie niczego, celibatariusz. Dlaczego takie spotkanie? Trwa Tydzień Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan. Nikt nie powiedział, że mamy „tylko” się modlić.

Śniadanie trwało ponad dwie godziny. Rozmawialiśmy o Bogu, naszych Kościołach i parafiach przez nas prowadzonych, wspominaliśmy ks. abp. Henryka Muszyńskiego i Zjazdy Gnieźnieńskie, rozmawialiśmy o Dietrichu Bonhoefferze i Martinie Lutrze, zastanawialiśmy się nad przyszłością, dzieliliśmy się radościami, nadziejami, ale także troskami i problemami oraz mówiliśmy o tym, o czym piszę poniżej. Przygotowywaliśmy również nasze wspólne nabożeństwo ekumeniczne, które odbędzie się już w najbliższą niedzielę.

Waldemar, podobnie jak polscy księża katoliccy, również odwiedza swoich parafian: Anglików, Niemców, Polaków, Brazylijczyków i innych. Ostatnio odwiedził jedną z parafianek – schorowaną, starszą już, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Kobieta mieszka samotnie w londyńskiej dzielnicy Hackney. Zastał ją bardzo zamyśloną, prawie nieobecną. „Jezus to był ktoś!” – powiedziała, przerywając milczenie. „Potrafił przemienić wodę w wino! Jakie by to było wydarzenie, gdyby przyszedł tu – na Hackney – i przemienił wino w wodę!”. „Wino w wodę?” – zapytał zdziwiony proboszcz. „Tak, wino w wodę i właśnie tutaj, gdzie mnóstwo ludzi pije, ćpa; gdzie piją całe rodziny – rodzice ze swoimi dziećmi” – dodała kobieta.

Dobrze wiemy, jak wiele jest takich miejsc na świecie, gdzie obecność Jezusa jest pożądana. W zasadzie cały świat potrzebuje Jego obecności! Jednak kiedy tak zastanawiam się nad tym, co powiedziała owa kobieta, chciałbym zobaczyć w tym metaforę i odnieść to nie tyle do codziennej ludzkiej egzystencji, ale do naszej kondycji duchowej, jako chrześcijan. Jezus przemieniający wodę w wino to Jezus, który może przemienić niewiarę i pogaństwo w wiarę opartą na żywej relacji z Bogiem. Z pewnością tego potrzebujemy i tak też często odczytujemy tę ewangeliczną scenę z Kany Galilejskiej. Potrzebujemy jednak również Jezusa, który przyjdzie i przemieni wino w wodę, gdzie winem są nasze pewniki, nieomylne recepty na życie (zwłaszcza dawane innym), moralizowanie, nieustanne wykazywanie błędów i pomyłek innych. Potrzebujemy Jezusa, który taką „wiarę”, „wiarę” redaktorów i publicystów katolickich atakujących i obrażających biskupa Rzymu, „wiarę” nieomylnych księży walczących i potępiających wszystko i wszystkich – ekspertów od wszystkiego, „wiarę” katolików wierzących bardziej w obecność szatana w maskotkach Hello Kity i wydrążonych dyniach, niż w moc Bożą, a więc „wiarę” patologicznie niezachwianą, mocną i przesłodzoną, casino online niczym portugalskie Porto, ale jednocześnie utkaną z naszych lęków i obaw przed kapitulacją Boga wobec zepsutego świata i zwycięstwa zła nad dobrem, przemieni w wiarę prawdziwą, czystą, ufną, radosną, pełną nadziei i świadomości, że przecież Bóg już zwyciężył, a dokonało się to na krzyżu, raz na zawsze! Nie chodzi tu przy tym o rozwodnienie wiary autentycznej, relatywizowanie, lecz o przemianę naszej postawy wobec Boga i człowieka. Chodzi o to, abyśmy z pancernych defensorów stali się autentycznymi uczniami Jezusa, jak ci, których Jezus sam przywołuje do siebie w dzisiejszej Ewangelii (Mk 3,13-19), i których powołuje, aby szli i innych czynili Jego uczniami. Chodzi o to, abyśmy w drugim człowieku potrafili zobaczyć Bożą obecność. Chodzi o to, aby nasza wiara nie stała się ideologią pośród innych ideologii tego świata.

Fundamentem jest to, co powiedział papież Franciszek: „Jeśli ktoś mówi z całkowitą pewnością, że spotkał Boga, i nie ma nawet cienia wątpliwości, to nie jest w porządku. Dla mnie to istotny klucz. Jeśli ktoś ma odpowiedzi na wszystkie pytania, oto dowód, że Bóg nie jest z nim. To dowód, że jest fałszywym prorokiem, który używa religii do swoich celów. Wielcy przewodnicy ludu Bożego, tacy jak Mojżesz, zawsze pozostawiali miejsce dla wątpliwości. (…) Mam jeden pewnik dogmatyczny: Bóg jest w życiu każdej osoby, Bóg jest w życiu każdego. Nawet jeśli czyjeś życie jest katastrofą, zniszczone przez występki, narkotyki czy cokolwiek, Bóg jest w jego życiu. Można i trzeba szukać Go w każdym życiu ludzkim” (Franciszek, Rozmowa o. Antonio Spadaro, „Civiltà Cattolica”, tłum. Paweł Bravo i o. Kasper Mariusz Kaproń, Leczmy rany, „Tygodnik Powszechny” nr 39, 29 września 2013).

„Co nie jest chwiejne jest nietrwałe” – to słowa nader często przeze mnie cytowanego ks. Tomasa Halika – wybitnego czeskiego teologa. Między innymi na tym chyba polega ekumenizm, że w drugim człowieku dostrzegamy przede wszystkim Bożą obecność i nie obawiamy się, że spotkanie z nim zniszczy naszą wiarę. Nie tylko, że tej wiary nie niszczy, ale bardzo ją pogłębia i oczyszcza z tego wszystkiego, co przeszkadza jej rozwojowi.

„Rabbi Szneur Zalman zapytał jednego z uczniów: „Co to jest «Bóg»?”. Uczeń milczał. Rabbi zapytał powtórnie, a potem po raz trzeci: „Dlaczego milczysz?” – „Bo ja nie wiem”. – „A czy ja wiem?” – rzekł rabbi. „Ale muszę powiedzieć, bo właśnie to ja muszę powiedzieć: On tu jest na pewno, a oprócz Niego nic tu nie jest pewne, i to właśnie jest On!” (Z opowieści Chasydów).

comments

3 People reacted on this

Leave a Comment