Posted on: 1 czerwca 2018 Posted by: Barbara Niedźwiedzka Comments: 0

Krakowski Klub Tygodnika Powszechnego spotkał się 27 maja 2018 r. z osobami znającymi osobiście Błogosławioną Hannę Chrzanowską.
Sala w Instytucie Myśli Józefa Tischnera była pełna. Szybko okazała się pełna nie tylko ludzi, ale po brzegi wypełniła się serdecznymi, ciepłymi wspomnieniami i… podziwem.

Opowiadały o bł. Hannie Chrzanowskiej jej uczennice-pielęgniarki: Helena Matoga (wicepostulatorka procesu beatyfikacyjnego i autorka biografii Hanny Chrzanowskiej „W kręgu opiekuńczego czepka”), Izabela Ćwiertnia – Prezes Oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich i Aleksandra Opalska, a także Krystyna Pęchalska – członkini Komisji Historycznej w procesie beatyfikacyjnym.
Opowiadali wolontariusze (wówczas studenci z duszpasterstwa kościoła św. Anny w Krakowie) współpracujący z panią Hanną: Jadwiga Konarzewska-Kracik i Stanisław Kracik, który kierował dyskusją. Głos zabrali także obecni na sali Krystyna Kluz, Stanisław Struś; Maria Moroniewicz, Maria Czeppe spokrewniona z Hanną Chrzanowską i Anna Urbańczyk.

Stanisław Kracik, Jadwiga Konarzewska-Kracik, Aleksandra Opalska, Krystyna Pęchalska, Izabela Ćwiertnia, Helena Matoga
Stanisław Kracik, Jadwiga Konarzewska-Kracik, Aleksandra Opalska, Krystyna Pęchalska, Izabela Ćwiertnia, Helena Matoga

Te wspomnienia – młodziutkich wtedy pielęgniarek, dla których Hanna Chrzanowska była mistrzynią i wzorem; studentów na zawsze przez nią uformowanych do niesienia pomocy; czy M. Czeppe, która dała nam zajrzeć na chwilę w świat domu rodzinnego – płynęły jak rzeka. Mówiąc o Chrzanowskiej wszyscy ci ludzie mieli światło w oczach i uśmiech na twarzy.
Maria Czeppe
Maria Czeppe

Wspomnienia dotyczyły nie tylko wielkiego dzieła Chrzanowskiej – zbudowania od zera podwalin pod to, co obecnie uznajemy za oczywiste, a co w latach powojennych po prostu nie istniało: opiekę nad długotrwale chorymi w domu, pielęgniarstwo środowiskowe, pielęgniarstwo długoterminowe, zaangażowanie tzw. zwykłych ludzi w opiekę nad chorymi i skupienie tego wokół parafii, duszpasterstw. Ale i tego, że to wszystko realizowane było z niezwykłym jak na tamte czasy, „holistycznym” podejściem do zdrowia człowieka. Z założeniem, że pomoc nie może ograniczać się jedynie do fizycznych dolegliwości, ale że równie ważne jest zadbanie o psychiczne samopoczucie chorych, o ich potrzeby duchowe, kulturalne, a także o uspołecznianie, wyciąganie z izolacji. Wszystko to, jak teraz dobrze już wiemy, to warunki konieczne dobrostanu człowieka. Hanna Chrzanowska wiedziała to pół wieku temu. Było dla niej oczywistością także to, z czym nawet dziś mamy jako społeczeństwo problem – traktowanie niepełnosprawnych, jako osoby mające takie same jak zdrowi ludzie potrzeby.
Helena Matoga
Helena Matoga

Praca przy zaniedbanych, opuszczonych chorych nie była łatwa, ani przyjemna. Niektóre wspomnienia, np. o „wynalazkach” Chrzanowskiej służących w opiece nad unieruchomionymi w łóżkach chorymi, w epoce sprzed pampersów i jednorazowych materiałów medycznych, pozwalały błyskawicznie przenieść się w realia tamtych czasów. A jednak, mimo tych bardzo trudnych, wymagających nieraz dużego samozaparcia wyzwań, okazuje się po latach, jak wielką była ta praca wartością. Pomyślałam, jak dobrze stosują się do tych ludzi, radośnie wspominających swoje ówczesne zaangażowanie, słowa: „Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30)
Stanisław Kracik i Jadwiga Konarzewska-Kracik
Stanisław Kracik i Jadwiga Konarzewska-Kracik

Wspomnienia mówiły też o tym, jaki środowiskotwórczy efekt miało zaangażowanie się w pomoc chorym. Podkreślano przyjaźnie, które wtedy zapoczątkowane, zanurzone w szlachetnej, dobrej działalności, przetrwały całe życie. Mówiono o tym, jak związki wtedy zapoczątkowane, zobligowane były jakby do tego, aby dorastać do wysokiego moralnego standardu… i przetrwały. Niektóre wspomnienia były bardzo osobiste, bardzo wzruszające, dotykające najdelikatniejszych strun uczuć, myśli, wyborów. Słuchając tych, pełnych autentycznego ciepła i podziwu dla animatorki działań, wspomnień, można było zazdrościć opowiadającym ich doświadczeń. A Hanna Chrzanowska wyłaniała się z nich, i jako osoba o wielkich umiejętnościach i szerokich horyzontach, i jako autorytet, ale też jako niezwykle dynamiczna, energiczna, nie bojąca się żadnych trudów czy przeciwności kobieta.
Stanisław Struś
Stanisław Struś

Tytuł spotkania zadawał pytanie, co dalej? Tak zasłuchaliśmy się w opowieści świadków, że zabrakło czasu na zastanowienie się, jak dalej powinno rozwijać się dzieło Hanny Chrzanowskiej.
Krystyna Kluz
Krystyna Kluz (w centrum)

To, że jej i jej współpracowników działalność zmieniła świat zamkniętych w domach chorych i nasz do nich stosunek to pewne. Stopniowo, nie bez oporów wykształciły się i sformalizowały formy opieki nad chorymi i niepełnosprawnymi w domach, powstała opieka środowiskowa, długoterminowa, społeczno-pielęgniarska. Nikt w naszych czasach nie musi leżeć chory, zapomniany, pozbawiony jakiejkolwiek pomocy. Przy parafiach i duszpasterstwach skupiają się ludzie, którzy pomagają zajmować się chorymi w domach, ale też organizują dla swoich podopiecznych spotkania, wyjazdy, rekolekcje. Wydaje się, że jako społeczeństwo uwrażliwiliśmy się bardziej na tego rodzaju potrzeby. Czy wystarczająco? Z pewnością nie, ale jednak jest tu oczywisty postęp. Co dalej? Wierzmy, że pielęgniarki o tym myślą.
Maria Moroniewicz
Maria Moroniewicz, po lewej Maria Czeppe i Anna Urbańczyk

A my, kiedy w parafiach zbieramy pieniądze na rekreacyjne wyjazdy osób uwięzionych w domach, przykutych do łóżek, wózków, pomyślmy, że nad tą działalnością unosi się duch Błogosławionej Hanny Chrzanowskiej, i nie żałujmy pieniędzy i czasu, aby pomóc.

Barbara Niedźwiedzka
zdjęcia: Bożena Urbańczyk
Posłuchajcie, jak przebiegało spotkanie:

comments

Leave a Comment