Posted on: 2 grudnia 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Najbardziej wzruszający tekst usłyszałam ostatniej nocy w radiu, chyba jako powtórkę. Była to rozmowa z panią, która od dwudziestu kilku lat pracuje we wspólnocie Jeana Vaniera we Francji, gdzie osoby niepełnosprawne umysłowo znajdują zastępcze domy i zastępcze rodziny. Mamy takie wspólnoty i w Polsce, ale widocznie nie jest to wcale temat dobry dla odbiorców, bo czasem tylko przemknie, np. za sprawą felietonów Wojtka Bonowicza w „Tygodniku Powszechnym”.

Najdziwniejszą decyzją ostatniego czasu, jeśli chodzi o telewizję, było wydłużenie niedzielnego programu, który nie tylko ja uważam za na pewno niepotrzebny. Od pewnego czasu trwa godzinę, zamiast czterdziestu minut, a wciąż polega na tym, by z sześciu gości redaktora pięciu mogło obsypywać wyzwiskami reprezentanta rządzącej partii. O dyskusji nad czymkolwiek, czym żyją Polacy, oczywiście nie ma mowy.

Najbardziej przyjazne wydarzenia bliskie „Tygodnikowi” skumulowały się tak, że nie każdy mógł zdążyć z jednego na drugie. Chodzi głównie o mszę świętą za zmarłych Tygodnikowców, a zaraz potem uroczystość wręczenia Nagrody im. Jerzego Turowicza (29 listopada). Pierwsza rocznica śmierci Jacka Woźniakowskiego uczczona została wmurowaniem tablicy pamiątkowej (30 listopada), poprzedzonym mszą, która zgromadziła przyjaciół od najstarszych do najmłodszych. Bo wszystkie dzieła Jacka mają ciąg dalszy w tym co jest dziś i jutro. Bardzo chciałabym, by tak samo było z nagrodą imienia zmarłego Szefa „Tygodnika”. Przyznana po raz pierwszy przypadła jakby doskonałości tego, co było. Bo i autorka – Joanna Olczak-Ronikier, i temat – biografia Janusza Korczaka, należą wprost do epoki samego Jerzego Turowicza. Jeśli jednak to dziedzictwo ma owocować dalej, można ufać, że już w przyszłym roku znajdziemy laureata i wiekiem, i tematem wybiegającym ku przyszłości, w której dziedzictwo „Tygodnika” nie przestanie być potrzebne. Bardzo chciałabym się nie mylić w tym oczekiwaniu.

comments

Leave a Comment