Posted on: 8 stycznia 2020 Posted by: Redakcja Comments: 2

Ponieważ premiera „Nowego papieża” dopiero przed nami, postanowiliśmy troszkę antycypować. Dla Pawła Stachowiaka największą zagadką jest, jak w rolę papieża wcieli się John Malkovich, natomiast Jakub Jakubowski spogląda na ów serial jako kolejne dzieło Paolo Sorrentino, które – ma nadzieję – zachwyci go nie mniej niż pierwszy sezon.

Nagrania dokonaliśmy w gościnnym studiu radiowym Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

W dzisiejszej rozmowie nie brakuje nawiązań do „Dwóch papieży” (Stachowiak nazywa ów film nawet kinem familijnym), innej ważnej produkcji poświęconej Kościołowi katolickiemu i papiestwu, którą stworzył konkurencyjny Netflix.

Do rozmowy o nieprzeciętnym dziele włoskiego reżysera zaprosiliśmy prof. Pawła Stachowiaka, członka Klubu „TP” w Poznaniu i redaktora naczelnego portalu KlubTygodnika.pl, a także historyka wykładającego na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu oraz dr. Jakuba Jakubowskiego, politologa, wykładowcy na tym samym wydziale, a prywatnie fana klasycznych produkcji dużego ekranu, a ostatnio coraz częściej także produkcji telewizyjnych.

 

comments

2 People reacted on this

  1. Słuchając Pana komentarza dot. filmu „Dwóch papieży” zrobiło mi się smutno, że tak spłycił ten film i nazywa Pan kinem familijnym film, w którym pokazano narodziny porozumienia między starym a nowym widzeniem Kościoła, że ludzie mogą się szanować i podchodzić do siebie ze zrozumieniem, szczególnie w Kościele. Czy gdy bohaterowie zaczęli lać się po twarzy to podniosłoby jakość tego filmu?

    1. Szanowna Pani,
      bardzo mi przykro, że sformułowanie „kino familijne” uznała Pani za deprecjonujące. Każdy ważny temat potrzebuje różnych form narracji, także tej zwróconej ku jak najszerszemu odbiorcy. „Dwóch Papieży” to dla mnie dobry film, ze znakomitymi kreacjami aktorskimi, budujący pozytywne reakcje wobec Kościoła i papiestwa, inaczej niż zwykle dzisiaj bywa. Po prostu ja oczekiwałem czegoś innego niż apokryf kreujący sytuacje, które być mogły, choć faktycznie nigdy nie miały miejsca. Ten film, sympatyczny i pozytywny nie pokazuje jednak całego dramatu, który przezywa dziś Kościół i papiestwo, jest budującą powiastką, pewnie potrzebną, ale mnie nie satysfakcjonująca. I wcale nie uważam, że trzeba „lać się po twarzy” aby w pogłębiony sposób mówić o ważnych sprawach. Pozdrawiam bardzo serdecznie
      Paweł Stachowiak

Leave a Comment