Odwiedź nas w:

Berlinie | Białymstoku | Bielsku-BiałejBrukseli | BydgoszczyChojnicachGliwicach | Grudziądzu | Kędzierzynie-KoźluKoszalinieKrakowie | Lipsku | Londonie | LublinieŁodzi | Olsztynie | OsloParyżu | Poznaniu | Rzeszowie | SłupskuSzczecinie | TarnowieTrójmieście | Warszawie | Wrocławiu | ZamościuZielonej Górze

ZOSTAŃ KLUBOWICZEM | ZAŁÓŻ KLUB | WESPRZYJ NAS!

comments

Nadchodzące wydarzenia:

  • 12 listopada 2019 18:00Czy inna polityka jest możliwa? Dziedzictwo prof. Stanisława Stommy w polityce europejskiej
  • 16 listopada 2019 17:00Obywatel w Kościele
  • 21 listopada 2019 19:00Kraków - Spotkanie z o.Wacławem Oszajcą i Damianem Jankowskim
  • 22 listopada 2019 16:30Kawiarenka Klubu "TP" w Krakowie
  • 22 listopada 2019 17:00Dyskusja o filmie „Boże ciało” Jana Komasy
  • 27 listopada 2019 18:00Spotkanie formacyjne
  • 28 listopada 2019 19:00Jakobsweg – impresje z drogi szlakiem św. Jakuba w Hiszpanii
  • 8 grudnia 2019Globalne ocieplenie
  • 20 grudnia 2019 16:30Kawiarenka Krakowskiego Klubu "TP"
AEC v1.0.4

Sprawdź pełną listę wydarzeń.

Dwa argumenty przeciw nadużywaniu autorytetów

Historia Jerzego Turowicza i jego „Tygodnika Powszechnego”, tak jak się ją zwykle opowiada, jest klasyczną narracją o walce Dawida z Goliatem. Oto przez kilkadziesiąt lat niewielka grupa intelektualistów skutecznie broniła własnych wartości przed opresyjnym reżimem, wywierając jednocześnie przemożny wpływ na kulturę narodową, by ostatecznie odnieść zwycięstwo – nie tylko moralne, lecz także polityczne. Lubimy takie historie, a ich powtarzanie pełni niewątpliwie funkcję terapeutyczną i integrującą. Z tej perspektywy pytanie, dlaczego potrzebujemy Jerzego Turowicza, posiada bardzo jasną odpowiedź – potrzebujemy go jako symbolu odwagi, nadziei i sukcesu.

Tekst pierwotnie ukazał się w trzecim numerze „Tygodnika Poznańskiego”, wydanego z okazji 10. rocznicy powstania Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu.

Mam jednak wątpliwość, czy zawsze zdajemy sobie sprawę z pułapek, które wiążą się z odwoływaniem się do znaczących, historycznych postaci w taki właśnie sposób. Dlatego zwrócić chcę uwagę na dwa argumenty przeciw nadużywaniu autorytetów. Pozwolą one zastanowić się, co, w związku z Jerzym Turowiczem, możemy dziś czynić.

Pierwszy argument jest natury poznawczej. Autorytetom przypisuje się często wyjątkowy wgląd w naturę rzeczywistości. Ich mądrość przekraczać ma czas i przestrzeń: nawet długo po śmierci służyć nam mogą podpowiedzią w mierzeniu się z współczesnymi wyzwaniami. Wystarczy wsłuchać się lub wczytać w ich słowa, by nabrać otuchy i pewności. Tym bardziej, że niektóre – często pozbawione kontekstu lub posiadające kontekst tylko złudnie podobny do naszego – cytaty z autorytetów zdają się trafiać w samo sedno naszych aktualnych spraw.

Powyższe przekonanie jest, jak sądzę, błędne i szkodliwe. Jest błędne, ponieważ kontekst problemów dawnych i współczesnych jest najczęściej bardzo odmienny. Nawet jeśli dzisiejsze dylematy zdają się przypominać dylematy dawne, nawet jeśli stawiane dziś pytania zadajemy przy użyciu tak samo brzmiących słów, ich znaczenie jest najprawdopodobniej inne. Opisywane przekonanie jest także szkodliwe, ponieważ zdejmuje z nas ciężar myślenia na własny rachunek. Jerzy Turowicz (czy inny autorytet) odrobił za nas pracę domową – wystarczy tylko przepisać ją naszym charakterem pismem. A przecież wiemy, że taka intelektualna łatwizna może, na krótką metę, prowadzić do dobrych ocen, jednak nie przełoży się na realną wiedzę, którą w trudzie wypracować musimy sami.

Drugi argument jest natury politycznej – z etycznymi konsekwencjami. Autorytety służą często nie tylko za źródło mądrości – stają się także, niekiedy wbrew sobie (zwłaszcza jeśli nie ma ich już na tym świecie), symbolami orientacji ideologicznych. Niewątpliwie jest tak z Jerzym Turowiczem, który zapisany został do opcji liberalnej. Nie wnikam w słuszność takiej klasyfikacji, tym bardziej że chodzi tu raczej nie o samego Turowicza, lecz o tych, którzy z uosabianą przez niego linią ideową dziś się utożsamiają. Problem polega na tym, że wiele osób wiąże z tym przeświadczenie o przynależności do lepszej części społeczeństwa: to my, wyedukowani, kulturalni, otwarci na świat, wolni od resentymentu i narodowych kompleksów, mamy rację i stoimy po właściwej stronie historii. W tej manichejskiej wizji świata „oni” stają się ksenofobicznym, niewykształconym reliktem dawnych czasów, tkwiącym w moralnej ciemności wyłącznie z własnej winy. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo szkodliwy jest to pogląd. Nie tylko opiera się on na mylnej diagnozie, lecz także nie wiedzie do sformułowania żadnej konstruktywnej propozycji dialogu ze stroną przeciwną, która zrobiłaby najlepiej po prostu przyjmując nasze hierarchie wartości jako jedynie słuszne. Niestety, zbyt często zdarza mi się czytać teksty poważnych osób, w których taki obraz świata jest rysowany bardzo wyraźnie. A nazwisko Turowicza służy w nich jedynie za retoryczny oręż i emblemat na tożsamościowym sztandarze.

Intencją podobnych wystąpień nie jest przekonanie kogokolwiek. Są one przekazem dla już przekonanych, którym nie przyjdzie do głowy kwestionować tak opakowanych tez. Mechanizm ten jest dobrze rozpoznany na gruncie psychologii oraz epistemologii politycznej. Bez względu na to, czy jesteśmy liberałami czy konserwatystami, ulegamy tym samym mechanizmom grupowego myślenia. W ich wyniku argumenty naszych ideowych sojuszników traktujemy o wiele mniej krytycznie niż te głoszone przez ludzi, z którymi się nie zgadzamy. By uśpić naszą czujność wystarczy zatem, że ktoś rzuci kilkoma nazwiskami bliskich nam autorytetów i doda do tego kilka rozpoznawalnych cytatów.

Skoro opieram się przed zwracaniem się do Jerzego Turowicza w poszukiwaniu uniwersalnej mądrości i przestrzegam przed ideologiczną instrumentalizacją jego nazwiska – co pozostaje? Co mieści się w ramach dozwolonego użytku z autorytetów?

Moim zdaniem pytanie należy odwrócić. Zamiast zastanawiać się, dlaczego my potrzebujemy Turowicza, zapytajmy raczej: dlaczego Jerzy Turowicz nas potrzebuje? Jak możemy mądrze upamiętniać ważną rolę, którą odegrał w polskiej historii? Czy, jeśli utożsamiamy się z symbolizowaną przez niego tradycją, potrafimy ją odpowiednio reprezentować? I czy mamy prawo i dobry powód, by na tę tradycję się powoływać?

Filip Biały (ur. 1984) – współzałożyciel Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu, członek zarządu Stowarzyszenia im. Jerzego Turowicza, doktor nauk społecznych.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.