Posted on: 20 lipca 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Wszyscy widzieliśmy. Sala obrad sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, chaos, krzyki, przepychanki, walka o mikrofon, fruwające kartki a w tym wszystkim posłanka Krystyna Pawłowicz łapczywie pochłaniająca kanapkę. Groteska?! Wiele osób obserwujących ten sejmowy kontredans czuło zapewne zażenowanie, odwracało wzrok, reagowało nerwowym śmiechem. Nowy Bareja, a może nawet Monty Python, po co zaprzątać sobie tym głowę, jedni warci drugich… A może właśnie o to idzie abyśmy tak myśleli, abyśmy zniesmaczeni groteską skłaniali się ku wewnętrznej emigracji? Im bardziej dekoracje, w których toczy się obecny spór o niezależność władzy sądowniczej, przybierają pokraczne, groteskowe i śmieszne kształty, tym łatwiej odwrócić uwagę od sedna sprawy. Forma przesłania treść!

Nihil novi! Od wielu miesięcy powtarzam, że dziś w naszym kraju powinniśmy ze szczególną uwagą analizować wydarzenia, które rozgrywały się w pozornie odległych już od nas czasach II Rzeczpospolitej, a szczególnie po Przewrocie majowym. Ówczesna władza dążąca do obalenia obowiązującej konstytucji marcowej i przebudowy państwa w kierunku autorytarnym również posługiwała się instrumentem groteski po to aby przekonać społeczeństwo, iż parlamentaryzm jest szkodliwy i śmieszny, aby zniechęcić do krytycznego zainteresowania sprawami publicznymi, aby dać władzy rządzić. W końcu października Józef Piłsudski, faktyczny dyktator, sprawujący wówczas funkcję premiera zażądał aby posłowie wysłuchali orędzia prezydenta otwierającego sesję sejmu w postawie stojącej. Oczywiście wybuchła awantura i kilkudniowe przepychanki obficie opisywane przez ówczesną prasę, naturalnie z reguły w groteskowej konwencji. Kryzys „stać, czy siedzieć”, komentowano, śmiechu było co niemiara. Miarę groteski dopełniło otwarcie sesji na Zamku warszawskim w siedzibie prezydenta RP, w sali skąd uprzednio wyniesiono krzesła. Epizod pozornie tylko banalny, był bowiem preludium do późniejszej walki z parlamentem, ograniczania wolności słowa, brutalizacji życia publicznego, wreszcie Brześcia i Berezy. Nie wiem czy obecna władza chce podążać tą samą drogą, historia nigdy nie powtarza się w takim samym kształcie, inny jest dziś kontekst społeczny, ekonomiczny, międzynarodowy. Mechanizmy i instrumenty polityki nie są jednak tak zmienne. Wtedy i dziś siły polityczne dążące do umocnienia i poszerzenia władzy robiły i robią wszystko aby groteskową formą zaciemnić prawdziwą treść swych intencji i działań, aby zniechęcić ludzi do aktywnego zainteresowania sprawami publicznymi, aby im obrzydzić groteskowy kształt polityki. Autorytarne dyktatury właśnie to mają do siebie, dążą do politycznej demobilizacji społeczeństwa, do osłabienia społeczeństwa obywatelskiego. Nie wolno się na to nabrać. To nie jest groteska, to jest dramat walki o demokratyczny kształt naszej politycznej wspólnoty.

comments

Leave a Comment