Posted on: 7 grudnia 2017 Posted by: Michał Jóźwiak Comments: 0


Polska ma problem z nacjonalizmem. A najgorsze jest wmawianie sobie, że nacjonalizm niemiecki czy rosyjski jest zły, ale ten polski już nie.

Według badań Millward Brown ponad 52% Polaków uważa, że postawy nacjonalistyczne się w naszym kraju nasilają. Pewnie część naszego społeczeństwa powiedziałaby, że to dobrze, bo przecież w takich właśnie postawach drzemią najgłębsze pokłady patriotyzmu. Znam wiele osób, które określają się mianem „nacjonalisty” i nie widzą w tym nic dziwnego. Wręcz przeciwnie, przepełnia ich duma jakby przekonanie o wyższości własnego narodu ponad innymi dawało im jakąś bliżej nie określoną satysfakcję i stanowiło o poczuciu wyjątkowości. Najczęściej są to katolicy i osoby przywiązane do tradycyjnych wartości. Nie, Polska nie jest ukochanym krajem Pana Boga i nie wydaje mi się, żeby Jana Kowalskiego z Sosnowca Bóg kochał bardziej niż Abdula pochodzącego z Maroko.

Co mi przeszkadza w nacjonalizmie? Chyba właśnie to, że stawia samego siebie ponad innymi. Pewnie wielu zarzuci mi fałszywą pokorę, czy skromność, ale mówię to całkiem serio: wolę nie patrzeć na siebie jak na ukochane dziecko Pana Boga, wolę patrzeć tak na drugiego człowieka, cudzoziemca, uchodźcę, któremu opinia publiczna najchętniej odebrałaby wszelką godność. Bo tę godność naprawdę im się odbiera, sugerując, że wszyscy mają złe intencje, a nawet jeśli zamiary mają uczciwe, to i tak naprzywożą tutaj niechcianych bakterii i insektów. Nie jestem w stanie zrozumieć takiej retoryki. Przywołuje we mnie najgorsze skojarzenia. Przecież ci ludzie mają twarze, mają historie życia. Tymczasem w nurcie tegorocznego Marszu Niepodległości, którego hasłem było dumne i katolickie zawołanie „My chcemy Boga”, zmieściły się również sformułowania typu „Europa będzie biała albo bezludna”, „Europa tylko dla białych”, „Stop islamizacji Polski”. Rzecznikowi Młodzieży Wszechpolskiej na Twitterze wypsnęło się nawet zdanie: „brednią jest nazywanie murzyna Polakiem”.

Jasne, że nie wszyscy, którzy brali udział w marszu mieli na ustach takie hasła. Zdecydowana większość chciała najzwyczajniej zamanifestować swój zdrowy patriotyzm i o tym także trzeba pamiętać. Radykalne hasła przykuwają jednak uwagę i muszą niepokoić. Podczas Mszy św. z okazji 26 lat funkcjonowania Radia Maryja bp Wiesław Mering powiedział, że „tylko nikczemne i złośliwe indywidua lub absolutni głupcy mogą porównywać polski nacjonalizm z charakterystycznym nacjonalizmem niemieckim lub rosyjskim”. Boję się takich słów. Niemcy i Rosjanie mogą przecież powiedzieć to samo. Polski nacjonalizm jest zły, ale ten w naszym wydaniu, to już zupełnie inna historia. Kilka dni temu rozmawiałem na ten temat z kardynałem Kazimierzem Nyczem. Padły wówczas słowa, które od razu mocno przeniknęły do mojej świadomości. – Nie ma dobrego nacjonalizmu! Nacjonalizm zawsze jest złem – podkreślił metropolita warszawski.

– Nacjonalizm zatruwa chrześcijaństwo, odziera je z uniwersalizmu i humanizmu. Używanie hasła zaczerpniętego z pieśni kościelnej „My chcemy Boga” na sztandarach narodowców powinno budzić sprzeciw. Bóg nie daje się zawłaszczyć przez jeden naród. Poza tym, jaki jest powód wznoszenia tego hasła w warunkach sprzyjających wolności religijnej? – pytał nie tak dawno na łamach „Tygodnika Powszechnego” ks. Alfred Wierzbicki.

No właśnie. Mamy wolność religijną. Każdy może wierzyć w co chce lub też nie wierzyć w nic. Problem polega na tym, że nacjonalizm to często postawa, która nie dotyczy tylko wolności samej jednostki, on nie ogranicza się tylko do „ja”, do moich wyborów i moich wartości, nacjonalizm chce także dotykać wolności drugiego człowieka. Stąd hasła i postulaty odnoszące się do białej Europy bez islamu. Nacjonaliści roszczą sobie prawo do porządkowania świata według swojej wizji. Ksiądz Tischner nazwał to „prawicowym terroryzmem, który ma pełną gębę religii”. Nie można legitymizować nacjonalizmu ideami chrześcijańskimi. Kościół w dokumencie „Chrześcijański kształt patriotyzmu” wyraźnie się od tego odcina. Oby to, co znalazło się na papierze miało również swoje odbicie w świadomości Polaków i ich sposobie przeżywania patriotyzmu.

Potrzebujemy zdrowego patriotyzmu i zdrowego katolicyzmu. No dobrze, ale zdrowego, czyli jakiego? Takiego, który łączy zamiast dzielić, który otwiera, a nie zamyka, który rozmawia, a nie wykrzykuje. Kardynał Nycz ma rację – nie ma dobrego nacjonalizmu, czy to w Polsce, w Niemczech, czy w Rosji. Jako złośliwy, nikczemny i absolutny głupiec nie chcę w jakiejkolwiek formie wywyższać swojego narodu ponad innymi, abyśmy czasem (jak na złość) nie zostali poniżeni.

 

comments

Leave a Comment