Posted on: 24 listopada 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Od ośmiu dni żyjemy niczym na rozpoczynającym się trzęsieniu ziemi i, co najgorsze, od wczoraj (niedziela, 23 listopada) widać już wyraźnie, że nic nam nie obiecuje uspokojenia po opóźnionym ogłoszeniu wyników wyborów samorządowych. Zdawało się, że ten fakt zakończy wreszcie wstrząsy, kiedy lider zwyciężającej opozycji zapowiedział rzecz nie do uwierzenia – wyprowadzenie ludzi na ulice stolicy w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego.

Wzbudził tą decyzją taki rodzaj niepokoju, po którym, niestety, wszystko jest możliwe. Ale może wreszcie trzeba powiedzieć tzw. otwartym tekstem, że rękę do tego przyłożyli, i to jako pierwsi, dziennikarze. Komu bowiem było potrzebne zapowiadanie, że po minucie od zakończenia wyborów ogłoszone zostaną „pierwsze wyniki”? I naturalnie ogłoszono je, tylko że były to wyniki sondaży, czyli tylko przymiarka uczyniona w oparciu o coś, co się nazywa „reprezentatywną grupą opinii”. Przymiarka, z której dla rzeczywistego obrazu wyników nic a nic nie ma znaczenia, za to medialnie można temat rozciągać w nieskończoność, mając przez to gotowy program na dni i godziny. W tym momencie nie tylko partie odtrąbiły swoje wobec tej informacji stanowisko, ale zostało ono pokazane dziesiątki razy w przekazie telewizyjnym, natomiast medialni informatorzy zgodnym chórem mówili o zwycięstwie „zjednoczonej prawicy”. Jeżeli ktoś będzie mi wmawiał, że to nie miało żadnego wpływu na gorączkowe dopominanie się błyskawicznego ogłoszenia prawdziwych wyników, nie uwierzę w jego rzekomą naiwność. Tak się przecież manipuluje odbiorcą, przede wszystkim w mediach elektronicznych. Tylko tym razem stawką jest dobro Rzeczypospolitej w całym tego słowa znaczeniu.

comments

Leave a Comment