Posted on: 13 lipca 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

b_rajewski2„Ty znowu gdzieś jedziesz”, „Ciągle w drodze”, „Mógłbyś zostać kapelanem lotnisk” – czasem żartobliwe, innym razem ironiczne, sporadycznie złośliwe uwagi moich znajomych, którzy czują to ukłucie pod mostkiem, kiedy oglądają zdjęcia na moim facebookowym profilu.
W codziennej rutynie zdobywamy co najwyżej kilka nowych doświadczeń tygodniowo. Na wyjeździe natomiast nawet kilka każdego dnia. To dlatego podróże kształcą, poszerzają horyzonty, wzbogacają życiowe doświadczenie, pozwalają poznawać ciekawych ludzi i budować nowe relacje. Lubimy podróże, bo dają nam wrażenie, że znów coś zaczynamy. Podróże nas odmieniają. Nie zgadzam się z Seneką, który twierdził, że podróże nie są w stanie nas odmienić, bo w każdą drogę zabieramy siebie samych. Wszystko zależy od tego z kim, gdzie i jak podróżujemy.

Nie można jednak ulegać iluzji, że gdzie indziej znajdziemy receptę na lepsze, szczęśliwsze życie. Tej recepty należy szukać w swoim sercu. I w tym zgadzam się z Seneką. Ucieczka przed sobą, nawet w najbardziej odległe rejony ziemskiego globu, nie wniesie nic, a już z pewnością nie wypełni poczucia egzystencjalnej pustki, nie ukoi bólu samotności, a tym bardziej nie zaspokoi pragnienia miłości. Dotarcie do bajkowej krainy Nibylandii, w której jutro znajdziemy to, czego nie znaleźliśmy wczoraj i nie znajdujemy dzisiaj tutaj, gdzie żyjemy jest fikcją. Podróże nas zmieniają o tyle, że bardziej możemy poznać siebie i inaczej kreować świat, w którym żyjemy. Oglądanie świat bez zmiany patrzenia na świat, a przede wszystkim na swoje własne życie, nas nie zmieni, ani nas nie ubogaci.

Piotra Iyer, pisarz i podróżnik, pewnego dnia uświadomił sobie, że wylatał półtora miliona kilometrów na pokładach samolotów American Airlines. Za namową kolegi na weekend zamknął się w klasztorze. Tam zrozumiał, że przemieszczanie się – ten cud, który nie był dany naszym dziadkom, a z którego i dzisiaj nie wszyscy mogą korzystać – ma sens jedynie wtedy, kiedy możemy się zatrzymać.

Dlatego i ja się zatrzymałem w puszczy pod Warszawą, skąd serdecznie wszystkich pozdrawiam, zwłaszcza tych, którzy czytając ten tekst znów czują ukłucie w mostku. Nie z zazdrości, jak mniemam, ale „z pragnienia i tęsknoty, by uciec gdzieś, gdzie życie będzie nasycone kolorami, jak fotka na Instagramie”(Natalia Waloch – Matlakiewicz).

comments

Leave a Comment