Dwa dni temu – w niedzielę 12 stycznia – w Polsce i na całym świecie ludzie dobrej woli zapraszali wszystkich od świtu do nocy, by wspólnie i dobrowolnie, bez snobizmu – pomagać. Dobro, które wówczas powstało za sprawą organizatorów i wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, było mi bliskie między innymi dlatego, że w moim przekonaniu pochodziło z tego świata, w którym znajduje się nasza wiara i jej najżywsze źródło.

Dlaczego więc niektórzy z wierzących stwierdzili, że zbiórka na zakup nowoczesnych urządzeń, które pozwolą ratować życie i zdrowie dzieci poddawanych zabiegom z zakresu chirurgii ogólnej, kardiochirurgii i neurochirurgii, to obca im sprawa, której nie mogą poprzeć? Innymi słowy, nie mogą się zaangażować, by dobra – naszego dobra – było jeszcze więcej. Dlaczego w wielu kościołach zabrakło słów poparcia dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Dlaczego obok jej wolontariuszy stały osoby kwestujące właśnie tego dnia na inne cele? Dlaczego wciąż, choć Orkiestra gra już po raz dwudziesty ósmy, wielu z nas nie potrafi przyjąć dobra, które przecież zawsze wychodzi z rąk Boga, ktokolwiek by przy nim pomagał?

Smutno stawiać takie pytania, smutno dociekać przyczyn. Pozostaje cieszyć się, że mimo wszystko tego dobra dzieje się coraz więcej.

comments