Posted on: 19 czerwca 2016 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiXII Niedziela Zwykła, 19 czerwca 2016 roku
I CZYTANIE: Za 12,10-11. II CZYTANIE: Ga 3,26-29. EWANGELIA: Łk 9,18-24.

Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

W kontekście piłkarskiego „euro-festiwalu”, na stronach i profilach internetowych wielu ultrakatolickich portali nie brakuje fascynacji deklaracjami wiary naszych sławnych i bogatych piłkarzy: „Zobacz, co o Jezusie mówi Lewandowski”, „Wiara w życiu Milika”, „Oni nie wstydzą się Jezusa!”. Opinie na temat tego swoistego „marketingu wiary” są podzielone. Część osób uważa, że takie deklaracje, lubianych skądinąd piłkarzy, mogą pomóc wierzącym, zwłaszcza młodzieży. Inni, a pośród nich i ja, uważają, że Chrystus i Jego Ewangelia nie potrzebują wsparcia celebrytów.

„Za kogo uważają Mnie tłumy?” i „Wy za kogo Mnie uważacie?” – to dwa kluczowe pytania dzisiejszej Ewangelii. Dodajmy – pytania, które powinniśmy stawiać sobie każdego dnia. Ważny jest kontekst w jakim te pytania padły. Ów dialog Jezusa z uczniami odbywał się bowiem w Cezarei Filipowej. Wiemy o tym z przekazu św. Mateusza (por. Mt 16, 13n). Cezarea Filipowa zaś w czasach Jezusa była centrum pogaństwa. Znajdowało się tam kilkanaście pogańskich ołtarzy i świątyń.

Pytanie Jezusa skierowane do uczniów, a dzisiaj skierowane także do każdego z nas jest fundamentalnym pytaniem o prawdę, drogę życia i miejsce Boga w tym życiu. Jest to w końcu pytanie o drogę zbawienia. Dzisiaj niemal wszyscy żyjemy w Cezarei Filipowej, to znaczy w pogańskim świecie. Bo również dzisiaj otaczają nas ołtarze, które to my stawiamy naszym bożkom: pracy, pieniądzu, zemście, pięknie, seksowi, hedonizmowi, egoizmowi itd.

Co mamy zrobić, żeby zmierzyć się z tą bałwochwalczą rzeczywistością otaczającego nas świata i odnaleźć Boga prawdziwego i Jedynego? Odpowiedzi udziela nam Jezus – mamy się modlić, więcej modlić. Mniej działać, mniej organizować, rzadziej zastanawiać się i szukać pomysłu na ewangelizację, a więcej modlić. Wszak i On, wszedłszy w pogański świat Cezarei Filipowej, modlił się, a uczniowie z Nim. To trudne. Łapię się, że nie zawsze tak potrafię; że często obawiam się, że czas modlitwy będzie czasem straconym. Też tak macie?

Jezus bardzo wyraźnie pokazuje nam kolejność działania. Nie posyła swoich uczniów od razu z misją głoszenia, że jest On Mesjaszem. Zabrania im o tym mówić. Zaprasza ich natomiast do modlitwy i do podejmowania swojego codziennego krzyża. Na tym właśnie polega prawdziwe świadectwo. Mniej gadać, mniej działać, a więcej się modlić i pokazywać, że idąc z Jezusem przez życie można być człowiekiem szczęśliwym i radosnym, nawet pośród codziennych problemów, trosk, słabości, upadków i łez.

Dlatego, wracając do początku naszych rozważań, podkreślam, że cenne są deklaracje wszelkiej maści celebrytów, iż są ludźmi wierzącymi. Jednak, jak słusznie napisał w swoim ostatnim felietonie Szymon Hołownia, deklaracja to jeszcze nie świadectwo. Deklaracja informuje słuchacza. Świadectwo natomiast zmienia słuchacza. A świadectwo to nie dwa zdania do kamery, ale konkretne decyzje, postawa. Nie tyle mówienie: „nie wstydzę się Jezusa”, co życie tak, by to Jezus nie musiał się za mnie wstydzić. Ważne więc jest nie tyle, żeby mówić, czym wiara jest dla mnie, ale pokazywać, jak tą wiarą na co dzień żyję: jak pomimo codziennych trudności zdobywam szczyty, jak wychodzę z życiowych zakrętów, jak wygląda moje życie modlitwy i chrześcijańskiego działania, komu konkretnie i w jaki sposób pomagam, czy płacę dziesięcinę, co czytam, jak się dzielę swoją wiarą. Nie wystarczy powiedzieć, że wierzę. Trzeba to bez przerwy pokazywać. Dodajmy – modlić się i pokazywać.

I jeszcze jedno. Apostołowie musieli powstrzymać się z głoszeniem prawdy o Mesjaszu do czasu, aż Ten zostanie zabity i zmartwychwstanie. Ten czas był dla nich przełomowy. Doświadczyli wtedy dna własnej słabości. Zostali złamani. Otworzyło to ich na Boże miłosierdzie. Jaki z tego wniosek? Dopiero wówczas możemy głosić Chrystusa innym, kiedy doświadczymy własnej słabości i otworzymy serca na działanie Bożego miłosierdzia. A wtedy z własnego doświadczenia już wiemy, że nie z nas jest ta moc, ale z Niego. I nie potrzeba nic więcej. Wystarczy modlitwa.

comments

Leave a Comment