Posted on: 2 lipca 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Przyjrzałem się tekstowi wspólnej deklaracji premierów Morawieckiego i Netanjahu przyjętej 27 czerwca po zmianie przez Sejm i Senat ustawy o IPN i podpisaniu jej przez prezydenta Andrzeja Dudę. To bardzo ciekawy dokument, szczególnie dla historyka, który stara się badać przeszłość taką jaka była, bez uwikłań w kontekst współczesnej polityki. Jest tu kilka wątków, na które warto zwrócić uwagę. Przyjrzyjmy się im po kolei:

1. „Holokaust był bezprecedensową zbrodnią, popełnioną przez nazistowskie Niemcy przeciwko narodowi żydowskiemu i wszystkim Polakom żydowskiego pochodzenia”. Ten zwrot podkreśla to co jest dogmatem izraelskiej polityki historycznej, czyli uznanie, iż pojęcie Holocaustu (Zagłady) winno być zastrzeżone dla niemieckiej zbrodni „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, interpretowanej jako bezprecedensowa i unikalna w historii ludzkości próba przemysłowego wyniszczenia konkretnego narodu. Polska akceptuje zatem izraelską doktrynę „wyjątkowości zagłady” co owocować będzie, jak wypada sądzić, unikaniem stosowania sformułowania „Holocaust” wobec innych masowych zbrodni (Ormianie, dzieci nienarodzone itp.). Obie strony zgadzają się co do tego, iż żydowskie ofiary Zagłady na ziemiach polskich należy określić jako: „Polaków żydowskiego pochodzenia”. To ważny i przełomowy krok, zarówno z polskiego, jak również izraelskiego punktu widzenia. Strona polska uznaje, że ofiary Holocaustu na ziemiach polskich były Polakami, akceptuje zatem obywatelską, a nie etniczną definicję polskości. Strona izraelska odchodzi od syjonistycznego punktu widzenia, postrzegającego ofiarę Żydów polskich jako kamień węgielny państwa Izrael. „Polacy żydowskiego pochodzenia”, a nie „Żydzi polscy”, to istotna różnica nie tylko semantyczna, ale również historyczna i polityczna.

2. „Uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej”. Kluczem jest tu słowo „indywidualny”, wpisanie go w tekst deklaracji oznacza, że obie strony uznają, iż wszystkie polskie przejawy wrogości wobec Żydów miały charakter indywidualny a nie systemowy. Strona izraelska akceptuje zatem podstawową tezę polskiej narracji o Holocauście, mówiącej o tym, że szmalcownictwo, „Judenjagd”, Jedwabne i wszelakie podobne przejawy polskiego antysemityzmu były jedynie wyjątkiem od normy, którą było bohaterstwo „sprawiedliwych wśród narodów świata”.

3. „Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe”. To sformułowanie jest chyba najważniejszym dla zrozumienia całości przekazu deklaracji obu premierów. Zawiera ono bowiem myśl, która jest, nie zawaham się tak powiedzieć, zaprzeczeniem jednej z fundamentalnych tez izraelskiej polityki historycznej, zakładającej absolutną unikalność antysemityzmu, którego nie sposób porównać do jakiegokolwiek wrogości wobec nacji, grupy społecznej, religijnej etc. U nas w Polsce pojawiło się dążenie do skonfrontowania antysemityzmu z wrogością wobec polskości, zestawienia antysemityzmu z antypolonizmem tak jakby były to zjawiska komplementarne. Wielu z nas jest skłonnych wierzyć, że antysemityzm i antypolonizm są równorzędnymi fenomenami, że wiodą ku podobnym konsekwencjom, że pozwalają uznać polski i żydowski los za porównywalne. Za wszelką cenę poszukujemy symetrii cierpienia i zmagamy się w walce o status ofiary. Tymczasem oba pojęcia, jeśli przyjrzeć im się bez politycznych założeń, są nieporównywalne Pierwsze z nich sięga do czasów antycznych, do antyżydowskich zajść w starożytnej Aleksandrii, Rzymie, Konstantynopolu, do chrześcijańskiego antyjudaizmu przypisującemu Żydom odpowiedzialność za śmierć Chrystusa. Antyjudaizm był i niekiedy jest, systemową przypadłością chrześcijańskiego Zachodu i Wschodu, istniejącą od wieków, zakorzenioną w teologii, liturgii i obyczajowości. Na jego żyznej glebie udało się w XIX i XX w. wyhodować ideologię antysemityzmu rasistowskiego, która zainspirowała Hitlera, Himmlera, Heydricha i Eichmanna. Nowoczesny rasistowski antysemityzm był rzecz jasna antychrześcijański, czyż jednak stulecia chrześcijańskiego antyjudaizmu nie utorowały drogi do jego akceptacji przez wielu Europejczyków? Nie da się, żadnym sposobem, zestawić z tymi zjawiskami niechęci wobec Polski i Polaków. Tym bardziej zaskakuje sformułowanie użyte w polsko izraelskiej deklaracji, szczególnie ze strony Izraela. Zestawienie na jednym poziomie pojęć antysemityzmu i antypolonizmu jest bowiem swoistym kopernikańskim przełomem w dotychczasowej narracji historycznej państwa Izrael, przyznaniem, iż los Żydów nie był i nie jest wyjątkowy.

4. „Nie zgadzamy się na działania polegające na przypisywaniu Polsce lub całemu narodowi polskiemu winy za okrucieństwa popełnione przez nazistów i ich kolaborantów z różnych krajów. Smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie – niezależnie od pochodzenia, wyznania czy światopoglądu – ujawnili swe najciemniejsze oblicze. Doceniamy fakt, że struktury Polskiego Państwa Podziemnego nadzorowane przez Rząd RP na uchodźstwie stworzyły mechanizm systemowej pomocy i wsparcia dla osób pochodzenia żydowskiego, a podziemne sądy wydawały wyroki skazujące Polaków za współpracę z niemieckimi władzami okupacyjnymi, w tym także za denuncjowanie Żydów”. Ten fragment deklaracji zawiera tezę o systemowej pomocy dla Żydów świadczonej przez struktury Polski podziemnej, czyli między wierszami uznaje przejawy prześladowania, denuncjowania, szantażowania Żydów za margines. Jest to zasadniczo uznanie za słuszną niedawnej wypowiedzi premiera Morawieckiego, który stwierdził, że na upamiętnienie tytułem „Sprawiedliwych wśród narodów świata” zasługuje cały naród polski, że w Yad Vashem winno się zasadzić jedno wielkie drzewo z napisem „Polska”. Pozostaje to w sprzeczności z ustaleniami wielu historyków np. związanych z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN. Badania, które zaowocowały szeregiem publikacji, choćby najnowszą „Dalej jest noc”, pokazują trudną do akceptacji prawdę o bardzo szerokim wymiarze nastrojów antyżydowskich wśród ludności polskiej na terenach okupowanych. Nie jest to bynajmniej pogląd odkrywczy, już w roku 1940 Jan Karski pisał w raporcie skierowanym do rządu polskiego na emigracji: „Stosunek ich (Polaków) do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. Rozwiązywanie kwestii żydowskiej przez Niemców jest poważnym i dość niebezpiecznym narzędziem w rękach Niemców do moralnego pacyfikowania szerokich warstw społeczeństwa polskiego(…) 

Naród nienawidzi swego śmiertelnego wroga – ale ta kwestia stwarza jednak coś w rodzaju wąskiej kładki, na której przeważnie spotykają się zgodnie Niemcy i duża cześć polskiego społeczeństwa(…)”. Tak opisywał częste wśród Polaków nastawienie: „Od Niemców trzeba się uczyć. – Przyszedł koniec na żydów. – Nie ma co, trzeba podziękować Bogu, że przyszedł Niemiec i wziął się za żydów”. Bardzo podobnych sformułowań używał również w oficjalnym raporcie do Londynu komendant główny AK Stefan Grot Rowecki: „Proszę przyjąć jako fakt zupełnie realny, że przygniatająca większość kraju jest nastrojona antysemicko. Różnice dotyczą tylko taktyki postępowania. Nawet tajne organizacje pozostające pod wpływem przedwojennych aktywistów Klubów Demokratycznych lub Polskiej Partii Socjalistycznej, akceptują postulat emigracji jako rozwiązanie problemu żydowskiego. Jest to dla wszystkich równie oczywiste, jak, na przykład, konieczność usunięcia z kraju Niemców… Antysemityzm jest obecnie postawą szeroko rozpowszechnioną”. Oczywiście oficjalne stanowisko rządu polskiego na uchodźstwie i Polski podziemnej było inne, ale pomijanie kwestii nastrojów społecznych jest dalekie od prawdy. Teza o marginalności antysemityzmu w Polsce podczas okupacji jest raczej polityczną aniżeli historyczną.

Trudno nie zauważyć, że strona izraelska poczyniła znacznie więcej ustępstw aniżeli polska. Jeśli założyć, że deklaracja wyraża aktualne zasady polityki historycznej państwa Izrael, to wypadałoby sądzić, że przeformułowaniu uległy kluczowe jej elementy. Osobiście nie jestem o tym przekonany, podejrzewam, iż historia stała się tu instrumentem polityki. Warto przytoczyć reakcję znanego izraelskiego historyka Yehudy Bauera, który powiedział: „Polacy oszukali nas, owinęli nas sobie wokół palca, a my na to przystaliśmy, ponieważ dla państwa Izrael związki ekonomiczne, polityczne i kwestie bezpieczeństwa są ważniejsze niż małe sprawy jak Holokaust. Zdrada, zdrada, zdrada”. Rzeczywiście wiele fragmentów „deklaracji” musiało być szokującymi dla osób wychowanych na tradycyjnej, izraelskiej interpretacji historii. Warto jednak zauważyć, że państwo żydowskie kieruje się przede wszystkim chłodnym bilansem interesów i kwestie historyczne nie są tu wartością samą w sobie. Przecież w pierwszym okresie po deklaracji niepodległości Izraela w 1948 r. holocaust został tam w zasadzie całkowicie usunięty z oficjalnej narracji historycznej. W imię politycznego interesu, potrzeby budowy państwa silnego militarnie, zdolnego oprzeć się przeważającej potędze arabskiej, uznano Shoah za przejaw słabości i bierności Żydów europejskich, niegodny przypominania. Nie jest czymś zaskakującym, że oceny przeszłości są wykorzystywane dla doraźnych politycznych celów. Zapewne i tak się stało tym razem. Wyszło niby na nasze. Przestrzegałbym jednak przed radosnym biciem w dzwony, gdyż są w tym zwycięstwie przynajmniej dwa potencjalne zagrożenia. Po pierwsze, jeśli można tak łatwo dla politycznej pragmatyki zmienić sposób mówienia o historii, to cóż szkodzi zrobić to powtórnie i być może w sposób odległy od naszych wyobrażeń. Po drugie, obawiam się, iż deklaracja stanie się pożywką dla naszej, cytując Jana Józefa Lipskiego, megalomanii narodowej. To już widać w wielu komentarzach: nawet Żydzi uznają, że mamy rację, nie musimy się niczego wstydzić, nie trzeba nam żadnego rozdrapywania ran, byliśmy bohaterami i o tym należy mówić. To kolejny argument wzmacniający apologetyczną formę narracji historycznej, która jest dziś szeroko promowana przez państwo polskie i jego agendy. Gubimy w ten sposób to, za co byliśmy podziwiani i stawiani za wzór wielu krajom: nieuciekanie przed mało chlubnymi wątkami naszej przeszłości, gotowość do rewizji utartych stereotypów historycznych i uznanie wartości swobodnej debaty. Tak było przecież jeszcze kilkanaście lat temu podczas dyskusji o Jedwabnem, kto jeszcze dziś o tym pamięta? Dlatego tekst deklaracji premierów Polski i Izraela aż tak bardzo mnie nie cieszy.

comments

Leave a Comment