Posted on: 10 lutego 2020 Posted by: Konrad Stanglewicz Comments: 0

„Decentralizacja Polski: przeszłość i przyszłość” – ten temat zaproponował prof. Antoni Dudek, politolog i historyk, na styczniową debatę w zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego”.

Nasz ustrój przestaje odpowiadać potrzebom rozwojowym Polski. Tymczasem, kiedy spojrzeć na kraje nowoczesne, najszybciej rozwijające się — czy to federalne (jak USA, Kanada, RFN), czy unitarne (jak państwa skandynawskie) — widać, że wspólną ich cechą jest silna decentralizacja. Władze centralne w tych krajach nie decydują o mnóstwie spraw szczegółowych, takich jak to, czy sklepy mogą być otwarte w niedzielę, albo jakie mają być programy nauczania w szkołach.

Antoni Dudek jest przekonany, że dobrze przeprowadzona decentralizacja Polski da nowy impuls rozwojowy, sprawi, że Polska będzie się rozwijać znacznie szybciej.

* * *

Polska Rzeczpospolita Ludowa miała ustrój skrajnie scentralizowany, co było jednym z głównych powodów upadku systemu realnego socjalizmu. Skrajna centralizacja systemu skutkowała szczególnie niewydolnością ekonomiczną. Upaństwowienie znaczącej większości gospodarki i centralne planowanie skończyło się – jak wiadomo – kompletnym krachem.

Wraz z upadkiem PRL zaczęła się epoka decentralizacji. Pierwszy jej etap jest związany z powstaniem rządu Tadeusza Mazowieckiego i reformą samorządową. Ale istotniejsze było przejście od gospodarki centralnie sterowanej i zdominowanej przez własność państwową do gospodarki rynkowej zdominowanej przez własność prywatną. Operacja strasznie trudna, w której popełniono mnóstwo błędów. Ale bilans, mimo potężnych perturbacji, jest pozytywny. W efekcie Polska jest dzisiaj krajem, jedynym w Europie, który (po bardzo głębokiej recesji) od 28 lat notuje wzrost gospodarczy. Odrębną sprawą jest, jak te owoce wzrostu były dzielone.

Drugi etap decentralizacji wiąże się z rządem Jerzego Buzka: podniesieniem samorządu do szczebla powiatów, które wtedy przywrócono i powstaniem samorządowych województw. To też był sukces. Dzisiaj widać, że spośród czterech reform rządu Buzka, choć nie jest idealna, ta wywołuje najmniej krytyki. Zwłaszcza że po niej nastąpiło wejście Polski do Unii Europejskiej, zaś samorządy skonsumowały ogromny zastrzyk rozwojowy. Gołym okiem widać, jak bardzo dzięki temu Polska się zmieniła.

Po dwóch etapach decentralizacji przyszedł rok 2015 i zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości. Proces decentralizacji nie tylko został zatrzymany, ale zaczęło się jego powolne cofanie. Obecnie, w piątym roku rządów PiS to są ciągle – twierdzi Antoni Dudek – tylko „miłe złego początki”.

Uwaga opinii publicznej koncentruje się obecnie na bitwie o sądy, ewentualnie na tzw. reformie oświaty. Mniej zaś mówi się o groźnej pełzającej centralizacji ustroju Polski. A ta, krok po kroku, dokonuje się skutecznie i na wielu polach: przejęcie przez władzę centralną wojewódzkich funduszy ochrony środowiska, przejęcie ośrodków doradztwa rolniczego, zwiększenie kompetencji kuratorów oświaty, pętla finansowa — czyli wrzucanie samorządom zadań rządowych bez odpowiedniego ich finansowania (np. przerzucenie na samorządy kosztów likwidacji gimnazjów).

Raport Forum Obywatelskiego Rozwoju wylicza 19 przypadków ograniczenia władzy samorządów w 11 aktach prawnych. W efekcie działań PiS mamy dziś w Polsce mniej niezależne województwa, powiaty i gminy.

Byłoby dużo gorzej już w tej chwili z samorządami w Polsce, gdyby nie weto prezydenta Dudy w 2018 roku, wobec nowelizacji ustawy regulującej działalność regionalnych izb obrachunkowych. Gdyby tamta nowelizacja weszła w życie, to władze rządowe uzyskałyby pełną kontrolę nad finansami samorządów i mogły pod byle pretekstem usuwać niewygodnych przedstawicieli władz samorządowych. Byłby to koniec samorządów w Polsce. Duda to zawetował. Co nie znaczy, że ten pomysł nie wróci.

Jeżeli Andrzej Duda wygra wybory prezydenckie w maju, to PiS uderzy w samorządy znacznie mocniej niż dotąd – twierdzi Antoni Dudek. Zrobi to zgodnie z centralistyczną wizją tej partii. Bo w programie PiS jest mały, ale groźnie brzmiący akapicik o konieczności radykalnego wzmocnienia pozycji wojewody. Jest oczywiste, że stanie się to kosztem kompetencji samorządów. To współgra z propagandą PiS-u przedstawiającą samorządy jako źródło wszelakich patologii. PiS będzie centralizował, bo w ten sposób spróbuje zdobyć władzę w tych samorządach, gdzie jeszcze jej nie ma.

Perspektywy decentralizacji Polski rysują się więc bardzo ciemno. Ale zdaniem prof. Dudka tak być nie musi. Dlaczego? Bo w skala problemów i wyzwań, jakie staną Przed Polską w najbliższej dekadzie będzie tak duża, że efektywne ich rozwiązanie będzie wymagało właśnie decentralizacji i przekazania jeszcze większej ilości kompetencji samorządom niż to było dotąd. Jeżeli tak się nie stanie, to alternatywą jest twarda, realna dyktatura.

Czekają nas bowiem bardzo poważne problemy:

  • starzenie się społeczeństwa i wynikające z tego przeciążenia dla systemu emerytalnego i służby zdrowia;
  • olbrzymie problemy z energetyką, bo jeśli mamy pozostać w Unii Europejskiej, to musimy znacząco przyspieszyć proces dekarbonizacji. To wymaga współpracy z samorządami (wymiany pieców-kopciuchów nie da się zrobić wyłącznie z poziomu Warszawy, to muszą przeprowadzić władze lokalne);
  • problemy z wodą, bo Polsce grozi susza. Programu małej retencji, uruchomionej przez rząd, też nie da się przeprowadzić sensownie bez współpracy z samorządami, które muszą dostać więcej pieniędzy.

Co i jak zrobić w tej sytuacji? Nieco ponad rok temu powstało Stowarzyszenie Inkubator Umowy Społecznej (IUS), w którego władzach zasiada prof. Antoni Dudek. IUS ma na celu opracowanie nowych rozwiązań ustrojowych, które stałyby się podstawą trwałego porozumienia Polaków o różnych poglądach i sympatiach politycznych.

Projektem opracowanym w Stowarzyszeniu jest „Zdecentralizowana Rzeczpospolita”, plan reformy ustrojowej — przekształcenia Polski w zdecentralizowane państwo unitarne. Mówiąc prosto: idzie o rezygnację z myślenia, że władza centralna zawsze wie lepiej niż obywatele, wie lepiej od nas, co zrobić, abyśmy żyli szczęśliwie, dostatnio itd.

Wprowadzenie tych pomysłów – twierdzi prof. Dudek – wcale nie musi być takie odległe.

Jeżeli Andrzej Duda przegra wybory, to nowy prezydent sprawi, że polski system polityczny w ciągu paru tygodni ulegnie zablokowaniu. PiS, który chociaż rządzi, nie ma w sejmie większości zdolnej odrzucić prezydenckie weto. W tej sytuacji rząd może tylko administrować krajem. Taki kryzys kohabitacyjny mógłby być punktem wyjścia do poważnej dyskusji na temat reformy ustrojowej Polski zmierzającej do stworzenia systemu, w którym regiony/województwa uzyskują większą ilość kompetencji. Szczegóły na:  https://zdecentralizowanarp.pl/.

Na argument przeciwników takiej decentralizacyjnej reformy ustrojowej, że to pomysły na rozbicie dzielnicowe Polski – prof. Dudek odpowiada: Jeśli wracacie do średniowiecznego pojmowania ustroju politycznego, to wróćcie też do średniowiecznego pojmowania medycyny.

* * *

W pewnym momencie, w trakcie dyskusji, prof. Antoni Dudek wyznał: ponieważ urodziłem się w dyktaturze komunistycznej, bardzo bym nie chciał umrzeć w jakiejś innej formie dyktatury.

Słowa te – skoro padły z ust wyważonego historyka i spokojnego, zdystansowanego komentatora bieżącej polityki – w moich uszach zabrzmiały wyjątkowo dramatycznie.

Notował Konrad Stanglewicz

 

comments

Leave a Comment