O kulturę protestu

Rok 2016, u progu którego stoimy będzie zapewne rokiem protestów. Zaczęły się one już w ostatnich tygodniach i niewątpliwie zaskoczyły swymi rozmiarami. Wielu z nas obawia się tego, sądząc, że tzw. „wyprowadzanie ludzi na ulicę”, może doprowadzić do eskalacji napięć, wzajemnych niechęci, pogłębić i tak przecież ostry spór dzielący obywateli naszego kraju. Jakże często stwierdzamy, nawet w ostatnich dniach siedząc przy wigilijnym stole, że coraz mniej nas łączy, że zamieniamy się w dwa wrogie sobie plemiona, których granicami podzielone są nasze rodziny i kręgi przyjaciół. Tłumy demonstrujące na ulicach, skandujące obelżywe hasła, napędzające się we wzajemnej agresji zdają się zapowiadać coś znacznie gorszego: zamieszki, uliczne burdy, nie daj Boże zamachy. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać? Naiwnością byłoby sądzić, że nie!

Coraz większa popularność publicznych form wyrażania poglądów nie musi jednak wcale iść w kierunku wyznaczonym przez nasze obawy. W wielu krajach na ulice wychodzą tłumy liczące często nawet kilkaset tysięcy osób. Tak było niegdyś we Francji, gdy protestowano przeciw zakusom władz wobec szkolnictwa prywatnego, tak było w Hiszpanii podczas forsowania skrajnie liberalnych przepisów dotyczących prawa małżeńskiego. W Polsce nigdy nie przeżywaliśmy protestów o takiej skali, dlatego kilkadziesiąt tysięcy osób idących w marszu ulicznym zdaje się nam być nieprzeliczoną rzeszą. Otóż warto abyśmy dostrzegli pozytywny wymiar właściwej formy takiego demonstrowania. Przełamuje ono naszą bierność i obojętność na sprawy publiczne, uczy wychodzić z opłotków wyznaczonych granicami wąsko pojętego interesu. Polacy mają problem z zaangażowaniem się w cokolwiek innego niż sprawy własnej rodziny. Ileż dzieci cierpi z powodu domowej przemocy dlatego, że sąsiedzi uznają ich płacz za „nie moją sprawę”? A przecież państwo, prawo, polityka to są „moje sprawy”! Kwestia jedynie w „kulturze protestu”, aby nie wyrażał się poprzez słowa i czyny nienawiści. Niestety stanie się tak, jeśli pozostawimy publiczne wyrażanie poglądów jedynie w rękach wąskich, zdeterminowanych, nieraz sfanatyzowanych grup. Demonstrować powinni także ludzie o zapatrywaniach umiarkowanych, nieskłonni do nienawistnych zachowań i postrzegania inaczej myślących jako wrogów. Jedynie oni mogą nadać protestowi formę cywilizowaną, pozbawioną fizycznej i słownej agresji. Mamy przecież pełne obywatelskie prawo na naszych placach i ulicach dać wyraz protestu lub wyraz poparcia wobec tego co czyni władza.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.