Milczał – źle, mówi – jeszcze gorzej. Polemika z Piotrem Zarembą

W poprzednim numerze poznańskiego „Przewodnika Katolickiego”, pisma skądinąd wielce mi bliskiego, z którym mam zaszczyt współpracować,  Piotr Zaremba skomentował pierwsze wypowiedzi ks. Adama Bonieckiego po zdjęciu z niego kilkuletniego zakazu wypowiadania się w mediach. Należy podziękować autorowi za wstrzemięźliwość i kulturę słowa, którą rzadko można spotkać u krytyków byłego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Pozwolę sobie jednak nie zgodzić się z nim w kilku, ważnych kwestiach. Główny zarzut, który formułuje Piotr Zaremba dotyczy, jak mi się zdaje, nie tyle treści poglądów ks. Bonieckiego, ale sposobów ich artykułowania a nade wszystko miejsc gdzie decyduje się je publikować. Zaremba pisze o jego „sojuszu z tronem medialnym”, zarzuca, iż: „wybiera media niespecjalnie życzliwe katolickiemu przesłaniu”, krytykuje za nielojalność wobec tożsamości własnej instytucji, czyli Kościoła właśnie. Nie w tych miejscach, nie z tymi ludźmi, to istota jego zarzutów. Mam inny pogląd na obecność ks. Adama Bonieckiego w mediach, inaczej interpretuję jego słowa i gesty, nie zgadzam się z co najmniej kilkoma tezami publicysty „Sieci”.

Po pierwsze, nie wiem czy Piotr Zaremba zgodzi się ze mną, zakaz przełożonego zakonu Marianów wobec swego dawnego generała był najdelikatniej mówiąc dyskusyjny a długi czas jego obowiązywania z całą pewnością bezzasadny. Ks. Boniecki lojalnie stosował się do decyzji przełożonego i publikował jedynie na łamach TP. To, że spotykał się z tysiącami ludzi w kraju i za granicą nie było w żaden sposób zakazane i nie powinno się mieć do niego pretensji, iż tak czynił. Mając okazję wielokrotnie w tych spotkaniach uczestniczyć mogę zaświadczyć, że były one, niekiedy wbrew oczekiwaniom uczestników, dalekie od bieżących akcentów politycznych, pełne humoru, a co najwyżej delikatnej ironii, wyzbyte jakiejkolwiek agresji, potępień i kategorycznych ocen.

Po drugie, Piotr Zaremba sugerując, iż ks. Boniecki expressis verbis zarzucił Kościołowi sojusz z PiSem, dokonuje nadinterpretacji. Przypomnę słowa wypowiedziane w wywiadzie dla TVN24: „W świadomości wielu katolików, chrześcijan, Kościół jest PiS-owski. […] Takie wrażenie odnoszą ludzie”. Mowa o wrażeniu, obrazie funkcjonującym w przekonaniach wielu osób, czy zgodnym z rzeczywistością to zupełnie inna sprawa. Nie jest dobrym obyczajem gdy publicysta ustawia sobie wypowiedź adwersarza tak aby można ją łatwiej skrytykować.

Po trzecie, najważniejszy zarzut wyrażony w pytaniu: „czy śpiewa ksiądz w chórze, którego cele są zdecydowanie poza Kościołem?”, opiera się na błędnym, w moim przekonaniu, poglądzie, iż miejsce księdza jest w mediach kościelnych (celowo nie piszę „katolickich” bo co do tego, które na to miano zasługują istnieją znamienne kontrowersje). Otóż są duchowni, którzy najlepiej sprawdzają się w pilnowaniu własnej owczarni i są tacy, którzy obdarzeni zostali charyzmatem poszukiwania i odnajdywania owiec, które znalazły się z daleka od stada. Ksiądz Boniecki ma ten drugi dar i wiem od wielu osób, że ukazując im otwartą, łagodną, wyrozumiałą twarz Kościoła, wskazuje im ku Niemu drogę, która przecież ani o piędź nie oddala się od zasadniczych prawd wiary. Potrafi mówić językiem czytelnym dla zlaicyzowanych środowisk wielkomiejskich, znajduje drogę do wrażliwości osób, które nie potrafią się odnaleźć w sferze tradycyjnej polskiej religijności. Jest lekarzem we franciszkowym „szpitalu polowym”, opatrującym rany każdego potrzebującego a nie ordynatorem luksusowej kliniki dostępnej wyłącznie dla tych z najlepszym ubezpieczeniem. Gdy idzie do TVN lub do „Gazety Wyborczej” to reaguje na zaproszenie tych redakcji, zapewne nie odmówiłby „Niedzieli”, „Gościowi Niedzielnemu” zapewne nawet „Naszemu Dziennikowi” gdyby poprosiły go o rozmowę. Nie wiem czy były takie prośby, ośmielam się wątpić.

Po czwarte wreszcie, dziękuję Piotrowi Zarembie za uznanie potrzeby istnienia w różnorodnej rzeczywistości Kościoła w Polsce tzw. środowisk „otwartych” i przyznanie, że „dla higieny kościelnego życia potrzebni są ci, którzy chronią przed triumfalizmem, oschłością, korporacyjnym egoizmem.” Podpisuję się oboma rękami. Piszę to bez krzty ironii, bo wiem przecież jak bardzo narazić się on może wielu osobom z własnego środowiska, które nie są bynajmniej dla dawnego redaktora naczelnego polskiej edycji „L’Osservatore Romano” tak wyrozumiałe. Panie Piotrze, proszę się tymi krytykami nie przejmować a jeśli zabolą znajdzie Pan z pewnością zrozumienie i słowa otuchy u ks. Adama.

comments
Paweł Stachowiak

Paweł Stachowiak

historyk i politolog, wykłada na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Zajmuje się najnowszą historią Polski, problemami pamięci zbiorowej i polityki pamięci, a także funkcjonowaniem Kościoła w życiu publicznym. Członek Klubu "Tygodnika Powszechnego" w Poznaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.