Kto ma prawo do Powstania warszawskiego? 

Powszechnie potępiono Hannę Gronkiewicz Waltz za jej słowa wypowiedziane podczas obchodów rocznicy Powstania warszawskiego. Prezydent stolicy powiedziała: „W Polsce tak się składa, że każde pokolenie, także dzisiejsza młodzież musi przejść swoją próbę. Jest nią obrona wartości jakimi są: wolność, demokracja i prawa człowieka”.

Pominę wypowiedzi tych, których nie raziło buczenie na Powązkach gdy przychodził tam Władysław Bartoszewski – żołnierz powstania, a dziś nie posiadają się z oburzenia. Przytoczone słowa , jakkolwiek można je uznać za aluzyjne, są bez porównania mniej brutalne i prostackie niż tamte reakcje tłumu. Dziś jednak chciałbym zastanowić się nad inną sprawą. Na ile mamy prawo aby przy okazji ważnych rocznic historycznych, także tych dotyczących tragicznych epizodów naszej przeszłości, nawiązywać do naszych współczesnych spraw, dylematów i sporów?

Czy obchodząc rocznicę Powstania warszawskiego godzi się mówić o tym co angażuje nas dziś? Zapewne nikt się nie oburzył, gdy Jan Paweł II mówił w 1987 r. o tym, że „każdy ma swoje Westerplatte”, sądzę zatem, że jesteśmy w stanie uznać, iż przeszłość nie musi być tylko przedmiotem upamiętnienia, ale może powiedzieć coś ważnego o nas, tu i teraz. Dlatego myślę, że nie powinniśmy dziś oburzać się na tych, którzy w sposób subtelny i delikatny nawiązują do myśli i czynów naszych przodków aby osiągnąć ważny ze swej perspektywy cel, czy wzmocnić siłę swego przekazu. Przecież nie chcemy aby przeszłość zastygła w pomnikowych, niezmiennych i martwych kształtach, pragniemy aby nas kształtowała, aby była żywa! Oczywiście nie jest właściwym gdy wydarzenia historyczne stają się pretekstem do brutalnej walki z przeciwnikiem politycznym dlatego oburzały mnie gwizdy i buczenia na Powązkach a jestem w stanie zaakceptować słowa prezydent Warszawy albo abp. Jędraszewskiego, który kilka lat temu mówił o powstańcach w kontekście obrony życia nienarodzonych. Jeśli nie chcemy aby historia była wyłącznie zbiorem martwych przedmiotów upamiętniania, ale stanowiła żywą inspirację kształtującą nasze postawy, nie powinniśmy się automatycznie oburzać na wszelkie do niej nawiązania i automatycznie piętnować je jako nadużycia.

Dziś, po latach Powstanie warszawskie może nam się wydawać spiżowym artefaktem historycznym, którego wizerunek zdominowany jest przez nuty heroizmu, entuzjazmu, oddania i romantycznej ofiary. To nie jest fałszywy obraz! Powstanie było jednak również tyglem sporów, konfliktów i dylematów, dzielących rozmaite formacje zbrojne i polityczne (walczyły przecież także oddziały AL i NSZ, które nie były częścią Polskiego Państwa Podziemnego). Nawet dziś, nieliczni już, weterani Powstania potrafią zasadniczo się różnić nie tylko w ocenie tamtych wydarzeń, ale również jasno deklarować swoje aktualne polityczne sympatie. Spuścizna Powstania warszawskiego nie jest niczyją własnością, nie jest nawet własnością samych powstańców, choć są oni bez wątpienia jej najważniejszymi depozytariuszami. Rzecz jedynie w tym abyśmy traktując powstańczą tradycję, jako żywy zasób, z którego czerpać możemy wzory i przestrogi, czynili to z pewną dozą smaku i subtelności. Tak, jak „wykorzystał” tradycję Westerplatte Jan Paweł II.

comments
Paweł Stachowiak

Paweł Stachowiak

historyk i politolog, wykłada na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Zajmuje się najnowszą historią Polski, problemami pamięci zbiorowej i polityki pamięci, a także funkcjonowaniem Kościoła w życiu publicznym. Członek Klubu "Tygodnika Powszechnego" w Poznaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.