Ksiądz też musi…! Kilka myśli po obejrzeniu „Kleru”    

Wszyscy piszą i mówią o „Klerze” Wojciecha Smarzowskiego. Czy warto zatem poruszać ten temat, czy wszelkie zdania i oceny nie zostały już wypowiedziane?

Dziś można reakcje na ten film podzielić na kilka kategorii: pierwsza mówi: „tylko świnie siedzą w kinie”, „Kler” jest bluźnierczym atakiem na Kościół i wiarę i żaden katolik nie powinien go oglądać. Argument o konieczności wyrobienia sobie własnego zdania zwolennicy tego stanowiska kwitują tak: „nie trzeba unurzać się w szambie aby wiedzieć, że cuchnie”. Przeciwna do powyższej orientacja traktuje film jako na wskroś obiektywny, dokumentalny obraz Kościoła w Polsce, uznaje, że jest on dokładnie taki jak na ekranie.

Pośrodku mieści się cała paleta zdań pośrednich, uznających wartość dzieła Smarzowskiego, choć podzielonych co do oceny jego wartości merytorycznej i artystycznej. Daruję sobie wchodzenie w te kwestie, dobrym i miarodajnym ukazaniem tego jak można rozsądnie różnić się w interpretacji „Kleru”, wydaje mi się rozmowa ks. Andrzeja Lutra i Jakuba Majmurka, której lekturę serdecznie polecam: https://www.dwutygodnik.com/artykul/8031-czy-kler-przyniesie-katharsis.html

Moją opinię o filmie ujmę w kilku punktach:

  1. To jest film o chorobach Kościoła a nie o Kościele, bo oczywiście to co pokazano nie jest normą. Sam znam nieco innych księży niż ci z filmu. Oczywiście przedmiotem sporu będą teraz proporcje, na ile to co pokazane jest typowym, a na ile nie. Spór w zasadzie nie do rozstrzygnięcia.
  2. Patologie kościelne Smarzowski pokazuje obiektywnie. Moje wieloletnie doświadczenia z tą „grupą zawodową” też to potwierdzają, choć akurat księdza pedofila nie miałem okazji spotkać.
  3. Zgadzam się z ks. Lutrem, że film cierpi na „wszystkoizm”. To samo było w „Wołyniu”. Smarzowski chce upchnąć wszystko, zaznaczyć każdy wątek, nawet jeśli miałoby to spowodować, że widz się nieco pogubi. Dlatego dwa ewidentnie najważniejsze przejawy kościelnej patologii nie wybrzmiewają tak mocno jak powinny. Chodzi mi o: pedofilię i mariaż z polityką (w takiej kolejności).
  4. Dziwią mnie opinie, że księża są namalowani jednolicie czarną kreską. Oni są po prostu pokazani jako ludzie. Przecież ci dwaj (Jakubik i Więckiewicz) zachowują się w końcu przyzwoicie.
  5. Jeśli według kogoś ten film obraża uczucia religijne to raczej nie wie czym jest wiara. Smarzowski w ogóle w nią nie uderza, raczej się tym nie zajmuje a jeśli już to broni czystości wiary przed jej niegodnymi funkcjonariuszami.
  6. Trochę mnie zawiódł finał, choć taki „smarzowski”. Siłą tego filmu jest realizm, sytuacje, które są zakorzenione w rzeczywistości. Ta symbolika, którą można odczytać jedynie na poziomie religijnym, tworzy pewien dysonans, bo przecież reżyser deklarował, że jego dzieło absolutnie nie ma wymiaru religijnego.
  7. Awangarda Kościoła przyjęła film z otwartą przyłbicą, ale obawiam się, że reakcją 90% duchowieństwa będzie zwarcie szeregów. Jedno co może być dobre i czego przejawy już widać, to nieco poważniejsze zajęcie się problemem pedofilii i wreszcie porzucenie myślenia, że najważniejsze jest „dobro Kościoła”.
  8. Wyjątkowo paskudne jest przybieranie przez PiS i jego akolitów pozy „jedynego obrońcy Kościoła”. Niestety wydaje mi się, że może to być skuteczne i dobre dla PiS, bo nie dla Kościoła oczywiście.
  9. Ostatnio papież Franciszek coraz mocniej mówi, że najważniejszym źródłem schorzeń Kościoła jest klerykalizm. Ten film to potwierdza, bo pokazuje, że problemem jest nie tylko świadomość księży, że są wyższą kastą i więcej im wolno, ale postawa ludzi, którzy ich w tym utwierdzali. Może ten film coś w tym wymiarze zmieni?

Najważniejszym pytaniem, które winniśmy sobie zadać po obejrzeniu „Kleru” jest to, jaki będzie jego wpływ na przyszłość katolicyzmu w Polsce. Ten film trafia bowiem w sedno zmian, które się dziś dokonują. Ich istota leży w postępującym procesie prywatyzacji wiary, jej „odkościelnienia”. Tak o tym mówi wybitny socjolog religii Karl Dobelaare: „jednostka tworzy swoją własną religię oraz wybiera i tworzy rytuały pasujące do jej wierzeń. Oznacza to, że jednostki wyzwoliły się spod wpływu władz religijnych i że podstawą ich wiary są doświadczenia. Rozwinął się pluralistyczny „rynek” religijny.”

Współczesny człowiek coraz rzadziej chce słuchać głosu autorytetów religijnych, szczególnie w kwestiach moralnych, tworzy sobie własny system uznawanych wartości, będący często religijno-etycznym patchworkiem, wynikiem swoistego majsterkowania, którego efektem jest religijność bez kościelnej przynależności. Taki proces przyspiesza w naszym kraju, w ostatnich latach. Spada liczba osób uczestniczących w praktykach religijnych, ale najwyraźniej widoczny jest wzrost ilości tych, którzy uznają, że źródłem norm jest dla nich nie nauczanie Kościoła, ale własne sumienie.

I tu jest moim zdaniem istota wpływu, który może mieć „Kler” na polski katolicyzm. Nie sądzę, aby rzesze widzów, w większości katolików, utraciły pod jego wpływam wiarę. No chyba, że opiera się ona na klerykalizmie, ale cóż to wtedy za wiara? Inna sprawa z uznaniem autorytetu Kościoła. Jesteśmy w momencie wielkiej zmiany, której „Kler” jest zarazem symptomem i katalizatorem. Kościół, który był w Polsce przez wieki instytucją narodową, symbiotycznie zrośniętą z narodową wspólnotą, przekraczającą granice osobistej wiary (Polak był przecież katolikiem niezależnie od tego czy osobiście był człowiekiem wierzącym, czy nie), traci na naszych oczach tę siłę. Dokonuje się proces odkościelnienia a pozornie wzrastające znaczenie środowisk fundamentalistyczno-narodowych jest tylko paroksyzmem temu towarzyszącym. „Kler” desakralizując postać księdza, przywracając mu ludzkie oblicze, przyspiesza zatem prywatyzację wiary i oczyszcza polską religijność z klerykalizmu. Konsekwencje tego mogą być dalekie od jednoznaczności. Kościół będzie tracił swą moc jako instytucja życia publicznego, co w sumie może wyjść na dobre jego zbawczej misji i jednocześnie osłabnie narodowy wymiar jego znaczenia. Polski katolicyzm będzie miał dzięki temu szansę stać się bardziej powszechnym, choć uboższym w substancję materialną i środki oddziaływania. To wszystko nie jest rzecz jasna efektem jednego filmu, to przejaw głębokich procesów, które się na naszych oczach dokonują i ich dokładny kształt nie jest wcale przesądzony. Sądzę jednak, że każdy kto poważnie pojmuje swą wiarę i przynależność kościelną powinien potraktować dzieło Smarzowskiego jako lekturę obowiązkową.

Jedno wydaje się wszelako pewne, anegdota, którą usłyszałem niegdyś z ust bliskiego mi księdza nie będzie już po „Klerze” opisywać rzeczywistości. A brzmi ona tak: ksiądz przychodzi po kolędzie do starszej pani, którą niemal co dzień widzi w kościele. W trakcie wizyty, czuje potrzebę odwiedzenia toalety. Pyta zatem gdzie się ona znajduje. Staruszka blednie i zgorszona mówi: „To ksiądz też musi…”? Dzięki Smarzowskiemu wiemy, że musi.         

          

comments

One comment

  1. Na przyszłość katolicyzmu w Polsce powinna mieć wiara każdego ochrzczonego, który powinien być świadkiem i misjonarzem. Najpierw w swoje rodzinie, potem w swoim środowisku, a potem w świecie…oczywiście wszystko na raz według stosownych proporcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.