Kluby i polityka. Czas na refleksję

To nabrzmiewało od jakiegoś czasu, chyba nie tylko w moim przekonaniu. Konieczność dania odpowiedzi na pytanie o  to, gdzie jest miejsce Klubów „TP” – wewnątrz czy poza obszarem sporu politycznego dzielącego dziś Polskę? W swej głębszej istocie pytanie to dotyczy zaś tego, czym być chcemy, naszej tożsamości, rzekłbym nawet – powołania. Właściwie nie powinno tu być wątpliwości. Misja Klubów „TP”, którą podpisywaliśmy mówi bowiem w sposób nie pozostawiający wątpliwości: „Głosząc otwartość i tolerancję Kluby nie mają prawa wiązać się z żadną frakcją polityczną i występować w jej imieniu lub działać na jej korzyść”.

Nasza tożsamość została wyrażona równie jasno, chcemy być: „ruchem społeczno-kulturalnym, miejscem spotkania i dialogu”, wyrastającym z korzeni chrześcijańskich, interpretowanych w duchu słów Jerzego Turowicza: „chrześcijaństwo otwarte, gotowe do dialogu z tym, co odmienne, gotowe do zaakceptowania wszystkiego, co dobre, gdziekolwiek się znajduje”. Misja Klubów nie odnosi się zatem w żaden sposób do aktywności politycznej i wchodzenia w polityczne spory, sugeruje jasno, że polem naszej działalności powinny być: religia, kultura i społeczeństwo.    

Jednak nie jest łatwo wyznaczyć rubikon oddzielający to co polityczne, od tego co religijne, społeczne i kulturalne. Łatwo przy tym popaść w przesadną ostrożność, a nawet obsesję dopatrywania się wszędzie skażenia polityką. Niestety, nie sprzyja temu również obecna sytuacja w naszym kraju. Im więcej ograniczeń w sferze publicznej, autorytarnych poczynań władzy, tym wyraźniej politycznego wymiaru zaczynają nabierać kwestie wcześniej tak nie kojarzone. Komu przyszłoby do głowy jeszcze kilka lat temu, że politycznym może stać się spór o szczepienie dzieci, hodowlę zwierząt futerkowych, albo metodę zadawania śmierci karpiom. Pewien obszar pogranicza sfer będzie zatem zawsze miejscem sporu i dyskusji. Powinniśmy mieć również świadomość, że nasze przedsięwzięcia, nawet jeśli wedle nas nie będą miały żadnych politycznych intencji, mogą być jako takowe postrzegane. Całkowite odgrodzenie się od rzeczywistości politycznego sporu, szczególnie tak rozbudowanego jak się to u nas stało, jest więc utopią, prawda że szlachetną, ale jednak utopią.

Tożsamość chrześcijańska nakłada na nas obowiązek stawania po stronie człowieka i jego praw, winniśmy to czynić bez względu na okoliczności. Uchylanie się od tego w imię domniemanej apolityczności nie jest zatem z ducha chrześcijańskie. Pamiętamy zapewne znane słowa Martina Niemöllera:

Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,
nie byłem komunistą.
Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,
nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.

Jeśli pragniemy aby chrześcijaństwo było fundamentem naszego myślenia i działania nie możemy zatem za wszelką cenę unikać wszystkiego, co może posiadać polityczny wydźwięk. Jak zatem odnaleźć się w tej „szarej strefie”, jak rozpoznać realne zagrożenia upolitycznienia naszego ruchu? Myślę o tym od dawna i zapewne nie potrafię sobie udzielić jasnej odpowiedzi. To jest raczej, cytując Herberta: „sprawa smaku”, osobistej wrażliwości i wyczucia „tygodnikowego” ducha, myśli i postaw ludzi takich jak Turowicz, Stomma, Kozłowski, Hennelowa, etc. Obawiam się, że ci, dla których ruch klubowy jest przede wszystkim szansą na podjęcie działalności o konkretnych celach politycznych, zaś tożsamość chrześcijańska w „tygodnikowym” duchu jest tylko swoistym kolorytem, bez realnego przełożenia na podejmowane inicjatywy, czują ów „smak” inaczej. Proszę mi wybaczyć, że pominę przykłady działań, które moim zdaniem sytuują się poza sferą „tygodnikowego smaku”, nie chciałbym aby te słowa zostały przez kogokolwiek poczytane jako pouczanie, nie mam też żadnego tytułu do wyrażania opinii społeczności klubowej. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że wraz z ekspansją ruchu klubowego pojawiło się niebezpieczeństwo, iż owa godna podziwu dynamika może zwrócić uwagę osób, które uznają Kluby za dobrą przestrzeń dla realizacji swych, jakże często szlachetnych, ale jednak przede wszystkim politycznych celów. Trudno jest im zrozumieć dlaczego nie powinniśmy angażować się w przedsięwzięcia o wyrazistej politycznej konotacji (np. spotkania z czynnymi politykami) albo włączać w przestrzeń duchowo-religijną treści o jednoznacznym politycznym przesłaniu (np. elementy przekazu politycznego w życzeniach bożonarodzeniowych). Przecież to dobre dla „sprawy”, słuszne, sprawiedliwe i wcale nie sprzeczne z nauczaniem Kościoła…

Temperament polityczny można realizować w rozmaitych miejscach, nie jesteśmy i daj Boże nie będziemy w rzeczywistości totalitarnej. Mechanizm opisany przez Niemöllera moim zdaniem nie został u nas uruchomiony, nie jesteśmy jak dotąd zmuszeni do wypowiedzenia politycznego non possumus w imię wiary, dlatego ograniczenie aktywności do pól religii, kultury i społeczeństwa nie wydaje mi się przejawem konformizmu. Powiem to konkretniej: dopóki istnieje w Polsce możliwość działania w strukturach o celach jawnie politycznych: partie opozycyjne, KOD itp., dopóty osoby niepotrafiące odgrodzić się od polityczno-plemiennego sporu dzielącego nasz kraj powinny raczej tam realizować swe potrzeby. I wcale nie oznacza to, że nie ma dla nich miejsca w Klubach, nie byłoby jednak właściwym aby nadawały ton i formułowały program naszego działania. Wszyscy musimy się uczyć tej szczególnej wrażliwości zbudowanej na dziedzictwie tygodnikowych „olbrzymów”, jeśli będziemy to czynić konsekwentnie, unikniemy nieszczęścia, którym byłoby przekształcenie Klubów w komitet poparcia dla konkretnej politycznej opcji.

Chciałbym aby ten głos został potraktowany jako otwarcie dyskusji o tym elemencie tożsamości i działalności Klubów, który odnosi się do współczesnych, doraźnych problemów z pogranicza polityki. Byłoby czymś wartościowym abyśmy, nie naruszając autonomii poszczególnych Klubów, dopracowali się jednak powszechnie akceptowanych zasad, ram, których nie powinniśmy w tej mierze przekraczać, tak aby pozostać w zgodzie z naszą „Misją” oraz uszanować zdanie naszych Przyjaciół z Redakcji „TP”. Dlatego ośmielam się zaproponować abyśmy w przyszłości starali się unikać:

  1. zapraszania aktywnych polityków w okresie kampanii wyborczych i preferowania jednej opcji politycznej,
  2. organizowania spotkań w kooperacji z organizacjami o wyrazistej tożsamości politycznej (partie, stowarzyszenia w rodzaju KOD etc.),
  3. eksponowania przynależności klubowej podczas imprez o jednoznacznie politycznym charakterze,
  4. używania symboliki, którą można odczytać jako wykorzystywanie przekazu religijnego dla zademonstrowania swoich poglądów politycznych,
  5. organizowania debat dotyczących problematyki będącej przedmiotem politycznego sporu bez przedstawiania jej z różnych punktów widzenia.

Na koniec chciałbym przytoczyć słowa ks. Adama Bonieckiego, będące, jak sądzę, dobrym punktem odniesienia dla naszych dylematów: „Jako katolickie pismo społeczno-kulturalne jest „Tygodnik” obecny w sprawach, które przynosi czas. […] Punktami odniesienia są dlań wartości ewangeliczne, dobro wspólne, szacunek dla osoby ludzkiej, a wszystko to w duchu pluralizmu, co powinno (choć nie zawsze się to udaje), stwarzać pewien dystans do spraw bieżących. Oznacza to także zaangażowanie polityczne po stronie demokracji, rządów prawa i praw człowieka, w tym również wolności słowa, wolności religijnej i ochrony słusznych praw mniejszości. Jednak stanowisko zajmowane przez „Tygodnik” jest bliskie temu, co napisał kiedyś Jerzy Turowicz: „Artykuł swój pisałem nie jako polityk, za którego się nie uważam, i może nie jako moralista, bo nie lubię tego terminu – lecz jako człowiek, który sądzi, że życie zbiorowe społeczności, a więc i polityka, podlega normom i ocenom moralnym„.

comments

6 komentarzy

  1. Bardzo dobry tekst, skłaniający do przemyśleń. Dziękuję. Jako koordynator klubu nie raz zastanawiałam się nad tym, jak powinniśmy działać, jakim wartościom służyć. Czy postawa nieopowiadania się, milczenia służy wyznawanym wartościom? Czy pomijanie tak gorących spraw bieżących, aż krzyczących o odpowiedź, a skupienie się na kwestiach filozoficzno- religijno -uniwersalnych nie będzie zamknięciem w kokonie ? Czy nie będzie to w pewnym sensie układaniem się ze złem? Jak nie uczynić jednak z Klubu kolejnej organizacji politycznej? To trudne kwestie. Nie mam gotowej odpowiedzi. Wiem jednak jedno- milczeć nie można. Milczenie prowadzi do zła. Milczeliśmy w tylu sprawach. Jak robią to w Tygodniku? Przecież nie milczą…

    1. Szanowna Pani Jolanto,
      bardzo dziękuję za Pani głos. Ja też zmagam się z pytaniem, czy winniśmy odwracać się plecami do rzeczywistości, która jest polityczna, bez względu na nasze opinie. Cały czas mam w głowie cytowany przeze mnie tekst Niemoellera. Wszelako jednocześnie myślę: nie wszyscy muszą robić wszystko. Kluby TP są od tego aby budować przestrzeń refleksji kulturalnej, religijnej i społecznej. KOD, Obywatele RP są od tego aby angażować się w konkretne działania polityczne. Nic nie stoi na przeszkodzie aby konkretne osoby były tu i tu, ważne aby nie dążyły do przeobrażenia Klubów w kolejną inicjatywę mającą na celu walkę z obecna władzą.. Chciałbym abyśmy będąc politycznymi nie byli Boże broń partyjnymi, abyśmy nie byli przybudówką jakiejkolwiek politycznej organizacji. Nie wszyscy muszą robić wszystko!

  2. No to mam mały dylemat. W naszym powiatowym Kędzierzynie-Koźlu stworzyliśmy w 3 osoby KTP (mikroklub:)) w 2017 roku. Pomysł powołania Klubu pojawił się po spotkaniu z ks. Bonieckim, które zorganizowałem jako członek KOD Kędzierzyn-Koźle jesienią 2017 roku.
    Obecnie jestem jedyną osobą, która stara się rozwijać nasz Klub. Wiadomo, każdy z nas ma dużo zajęć, rodzina, etc. Nie mniej istnienie Klubu jest wartością „bardzo” dodaną do zmian, jakie zachodzą w mojej małej ojczyźnie, a szerzej w Polsce.
    Pominę zdanie Pawła Stachowiaka na temat KODu- jakoby był organizacją o celach jawnie politycznych. Póki co nie jest. Czy będzie? Nie wiem. Zobaczymy. To temat w tym kontekście mało istotny.
    Bardzo bliskie są mi z kolei słowa ks. Bonieckiego, że „Tygodnik” jako katolickie pismo społeczno-kulturalne jest obecny w sprawach, które przynosi czas. […] Punktami odniesienia są dlań wartości ewangeliczne, dobro wspólne, szacunek dla osoby ludzkiej, a wszystko to w duchu pluralizmu, co powinno (choć nie zawsze się to udaje), stwarzać pewien dystans do spraw bieżących. Oznacza to także zaangażowanie polityczne po stronie demokracji, rządów prawa i praw człowieka, w tym również wolności słowa, wolności religijnej i ochrony słusznych praw mniejszości.
    Wielu z nas- członkom Klubów, czytelnikom „Tygodnika”, którym bliskie są sprawy Kościoła tak, jak je widzi i o nich pisze „Tygodnik” nie podoba się to, co dzieje się w Polsce. Widzimy, że nie prowadzi to do niczego dobrego. Ani dla Kościoła, ani dla obywateli.
    Moim zdaniem, jeżeli chcemy nadrobić zaniedbania ostatnich 30 lat dotyczące kształtowania zasad współżycia w naszym społeczeństwie po okresie socjalizmu, a widzimy, że te zasady diabli wzięli to potrzebne są dwie rzeczy: aktywność społeczna i upowszechnianie dobrych praktyk, postaw.
    Moją intencją przy powstawaniu Klubu w Kędzierzynie-Koźlu było to, aby wielu obywateli, członków Kościoła również w naszym, powiatowym mieście, a nie tylko w dużych miastach dostrzegło, że ich spojrzenie „okołotygodnikowe” na ich Kościół, na to jak zasady współżycia w społeczeństwie powinny wyglądać nie jest odosobnione.
    Sprawy, które przyniósł nam czas- jak to pisze ks. Boniecki to nie są zmiany w sądownictwie, kłótnie z UE czy węgiel na kolejne 200 lat. Sprawy, które przyniósł nam czas to postawa, że moja racja jest mojsza bez względu na wszystko.
    Dla mnie misją Klubów jest to aby postawa „mojsza” i to na wielu płaszczyznach była coraz mniej obecna u naszych ziomków.
    PS. Z punktami dotyczącymi organizowania spotkań oprócz 2 zgadzam się w 100%

    1. Szanowny Panie Marcinie,
      niech mi Pan wybaczy, że odzywam się dopiero teraz. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Pański głos zamieszczony pod moim tekstem. Zapewne powinienem dodać kilka uściśleń. Kwestia KOD-u: jestem świadom, że wiele osób zasilających Kluby TP, to jednocześnie ludzie działający w KOD, środowisku Obywateli RP etc. Ich determinacja, aktywność, umiejętności organizacyjne są bez wątpienia wartością dodaną w Klubach TP. Dzięki nim uczymy się odwagi, determinacji, braku kunktatorstwa. Ludzie, którzy zasilili naszą działalność w ostatnich latach są dla nas bezcenni. Winni oni jednak zrozumieć, że czym innym są Kluby, a czym innym KOD i inne podobne struktury. Kluby są od tego aby kreować i podtrzymywać społeczną, kulturalną i polityczną tradycję pluralizmu, być środowiskiem oporu wobec prób zniszczenia naszej wolności, wszelako bez jednoznacznego zaangażowania politycznego, konotacji partyjnej. Naszą misją jest budowa tożsamości wolnego obywatela, bez konkretnego politycznego akcesu, tworzenie wspólnoty wartości, nie wspólnoty partyjnej. Są inne struktury, jaśniej i konkretniej deklarujące swą polityczną osobowość, aktywność w ich ramach nie stoi w sprzeczności z zaangażowaniem w Klubach TP. Ważne jedynie aby pamiętać, że to, co przystoi KOD nie musi być zgodne z misją Klubów TP, one posługują się innymi środkami, choć cel jest zapewne podobny do tego, czego pragnie KOD. Dlatego chciałbym aby cała społeczność klubowa uznała, że działania podejmowane w środowiskach o jasnej tożsamości politycznej nie muszą być powielane we wszystkich pozostałych zaangażowaniach. Kluby są instytucją motywowaną chrześcijańskim systemem wartości, pragną aby została uznana ich uniwersalna wartość, także w środowiskach dystansujących się od wiary. Dlatego pragniemy aby miejsce w naszej wspólnocie mieli wszyscy akceptujący zasady, którymi kieruje się tzw. „chrześcijaństwo otwarte”, nawet jeśli łaska wiary została im dotąd oszczędzona. To jest przyczyna, dla której tak bardzo pragniemy uniknąć politycznego zaszeregowania, uciec od partyjnej konotacji. Dlatego tak trudno jest nam zaakceptować opłatek z napisem konstytucja. Nikogo nie chcemy wykluczać, także dlatego nie mamy innego wyjścia ni z powiedzieć „non possumus” takim inicjatywom jak ta, która wyszła od naszych zielonogórskich Przyjaciół.

      1. Dziękuję za doprecyzowanie.
        To bezsprzecznie bardzo ważne w przypadku Klubów TP, aby uniknąć politycznych konotacji. Mamy ważniejsze sprawy na głowie:). Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.