Bohaterowie Getta. Kim byli?

Trudno o historię zdawałoby się tak czystą i szlachetną, tak moralnie jednoznaczną, jak powstanie w warszawskim getcie. Takim ono w swej istocie było, zrywem dokonanym w imię ocalenia ludzkiej godności. Któż nie pamięta słów Marka Edelmana: „Czy to w ogóle można nazwać powstaniem? Chodziło przecież o to, żeby się nie dać zarżnąć, kiedy po nas z kolei przyszli. Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.” Moralna jednoznaczność czynu i ofiary bohaterów getta szybko została jednak zabarwiona sporami. Najpierw zaczęli spierać się oni sami, ci którym dane było przetrwać, później zaś ich walka zaczęła być przedmiotem wykorzystywania przez rozmaitych kreatorów polityki pamięci, szczególnie w Polsce i w Izraelu. Czytaj więcej »

Co robić?

„Co robić?” Tak brzmi podstawowy dylemat, który onegdaj stawiał sobie i swoim towarzyszom sam Włodzimierz Iljicz. Co robić, kiedy wydaje się, że coś robić trzeba, ale nikt nie wie jak? Taki dylemat (aż obawiam się nazwać go leninowskim) dopadł mnie po wysłuchaniu wielkopiątkowej homilii abp. M.Jędraszewskiego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Czytaj więcej »

  Jaruzelski. Generał. Teraz już na zawsze.

To już musztarda po obiedzie, ale choć spóźniony napiszę kilka słów o akcji degradacyjnej podjętej przez nasze władze. Minęło tyle lat od grudniowego poranka w 1981 r. Byłem wtedy uczniem liceum w prowincjonalnym wielkopolskim miasteczku. Poprzednie 16 miesięcy to był „gwiezdny czas”, dni przyspieszonego dojrzewania, odkrywania wiedzy o Polsce i jej historii, której nam wcześniej szczędzono. Wydawało się nam, piętnastolatkom, że wszystko możemy: działać, dyskutować, czuć się wolnymi.  13 grudnia to wszystko unicestwił, przynajmniej tak wtedy sądziliśmy. Obudziliśmy się w niedzielę, która była nie tyle dniem „bez Teleranka” ile dniem bez nadziei. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za lat bez mała trzydzieści będę świadkiem degradacji członków WRONy, byłbym niezmiernie szczęśliwy, odzyskałbym nadzieję, poczuł, że nie wszystko stracone. Dlaczego zatem dziś czuję niesmak, dlaczego nie odczuwam satysfakcji, dlaczego wolałbym chyba aby generał pozostał generałem? Czytaj więcej »

„Żołnierze Wyklęci”, czyli jak nie tworzyć historycznej mitologii

Jutro „Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. Mam obawy, że wiele osób zrezygnuje z czytania tego tekstu, już po tym, pierwszym zdaniu. Pojęcie „Żołnierze Wyklęci” nabrało bowiem tak jednoznacznie politycznej konotacji, że częstym staje się zjawisko odrzucania a priori wszystkiego co się z nim kojarzy. Oczywiście fakt takiego odrzucenia dotyczy tych, którym nie po drodze z dzisiejszą władzą i jej działaniami w sferze polityki historycznej, inni będą czytać wszystko co na ten temat wychodzi, ubierać stosowne koszulki, uczestniczyć w marszach, rekonstrukcjach etc. i głosić, że stosunek do „żołnierzy wyklętych” jest miarą patriotyzmu. Cała sprawa przypomina nieco nieszczęście, które dotknęło naszą świadomość po katastrofie smoleńskiej. Pamięć o niej została upartyjniona w takim stopniu, że niemożliwym stało się aby mogła być czynnikiem integracji społecznej. Zaczęto (i mówię tu o obu stronach konfliktu) cynicznie rozgrywać tę tragedię dla konsolidacji własnych zwolenników, napiętnowania wrogów, wzbudzenia emocji, które podzieliły nas jak nigdy dotąd. Nachalność propagandy, nieumiarkowanie w słowach, gestach i działaniach doprowadziły do tego, że Smoleńsk stał się dla wielu synonimem „pisowskiego obciachu”, obiektem drwin i dowcipów. Z „Żołnierzami Wyklętymi” jest dokładnie tak samo. Pamięć o nich miast łączyć stała się kolejnym czynnikiem podziału i wykluczenia. Nie wiem czy można tu jeszcze coś odwrócić, wątpię aby było to możliwe, wszelako spróbujmy wziąć pod uwagę kilka wybranych faktów. Czytaj więcej »

Słoń w składzie porcelany

Premier Morawiecki słonia nie przypomina, choćby przez brak nadwagi, pod innymi jednak względami jest do niego łudząco podobny. Słoń w składzie porcelany nie ma złych intencji, porcelana nie jest jego wrogiem, nie pragnie jej wcale zniszczyć, upokorzyć, zniesławić. On się tylko niezgrabnie porusza, pełen dobrych intencji machnie trąbą, zawinie ogonem, rozepchnie się bokiem i już lecą talerze, tłucze się miśnieńska porcelana z pietyzmem chroniona przez pokolenia. Słoń nie miał złych intencji, po prostu jest zbyt niezgrabny, winę ponosi ten, kto go do tego składu wpuścił bez poinstruowania, że powinien stać i się nie ruszać. Czytaj więcej »

A może lepiej zapomnieć?

Jesteśmy się w ostatnich dniach świadkami szczególnej gry, gry historią, która stała się obiektem sporu miedzy Polską a Izraelem. To wszystko co dziś obserwujemy tliło się od dawna. My staraliśmy się budować obraz Polski i Polaków jako narodu ofiar, który podobnie jak Żydzi złożył wielką daninę krwi. Dążyliśmy do tego aby piętnować wszelkie próby obciążania nas współodpowiedzialnością za Holocaust, skwapliwie poszukiwaliśmy wszelkich przypadków nazywania obozów śmierci „polskimi” i piętnowaliśmy je. Usiłowaliśmy szerzyć świadomość jak niebezpieczna była pomoc Żydom w okupowanej Polsce i ilu Polaków, pomimo tego, wykazało się bohaterstwem w dziele ratowania swych żydowskich bliźnich. Jakże nam zależało aby świat dowiedział się, że mamy najwięcej drzewek w Yad Vashem.  Chcieliśmy aby świat ujrzał w nas ofiary, nie katów. I wszystko na nic. Czytaj więcej »