Posted on: 20 marca 2018 Posted by: Barbara Niedźwiedzka Comments: 1

Spotkanie IV. Rozdział. Wiem, że… nie wiem, co…

Niestety, na razie drzew coraz więcej. Bardzo trudna rozmowa, a nasza wokół niej dyskusja też meandrowała, zatrzymywaliśmy się w zdziwieniu, nawet protestowaliśmy nieśmiało. Ale pewno o to chodzi.
Tischner zwraca uwagę na to, że nowy Katechizm burzy pewność człowieka w kwestiach wiary, każe mu być bardzo ostrożnym, co do tego, czy dobrze rozumie to, co do niego mówi Bóg. Stary Katechizm wiedział wszystko na pewno. Teraz człowiek (pewno możemy też powiedzieć – Kościół) ma prawo, może się mylić, może mu brakować przygotowania, może nie być jeszcze dość dojrzały, aby zrozumieć. „Ten katechizm wprowadza element zdrowego wątpienia co do tego, „co trzeba uważać”, mówi Tischner.
Z jednej strony to optymistyczne, gdyż, wydaje mi się, rozgrzesza nas (także kościół) z przeszłych złych uczynków. Zawsze mogę powiedzieć: jestem niewinna, wydawało mi się, że tak jest dobrze, tak wtedy, w tej określonej sytuacji, rozumiałam „dobro”. Nie mogłam postąpić inaczej, bo w tym czasie, taka jak wtedy byłam, nie mogłam wiedzieć więcej, nie wiedziałam, że można inaczej, nie dorastałam do sytuacji. Bóg pewno do mnie mówił, ale rozumiałam go według swoich możliwości, niedokładnie, z grubsza, a może całkiem opacznie. Teraz widzę to inaczej, bo jestem bardziej dojrzała, lepiej rozumiem, lepiej odczytuję co jest dobre, a co jest tylko złudzeniem dobra, moim prywatnym pomysłem na dobro. Super.

Trochę to przypomina sytuację, kiedy staramy się zrozumieć kogoś mówiącego w obcym języku, sami znając ten język w stopniu ledwo ledwo podstawowym. Potem poznajemy ten język lepiej, odbywamy konwersacje, czytamy, przestajemy z osobami, dla których ten język jest ich własnym i zaczynamy rozumieć niuanse, grę słów, odesłania, dowcipy i przenośnie. I wtedy nieraz z politowaniem patrzymy, jak ktoś obok nas duka i mylnie rozumie, co się do niego mówi. A sami byliśmy tacy, nie tak dawno. Może podobnie jest z rozumieniem tego, co do nas mówi Bóg. Większość z nas dopiero uczy się języka.

W tym świetle, poczucie determinizmu w życiu, nie jest już takie beznadziejne, nabiera łagodniejszych tonów. Może i jesteśmy zdeterminowani, ale Bóg wie, że nie przeskoczymy samych siebie, więc wszystko odbywa się pod Jego, pełnym zrozumienia, Ojcowskim okiem.

Ale z drugie strony, takie podejście budzi jednak pewne wątpliwości. Czy Wszechmocny Bóg ładnie z nami postępuje narażając nas na to, że popełniamy zło tylko z powodu naszych ograniczeń? To już nie jest kwestia naszej wolnej woli, skoro przecież w danej chwili, w danym czasie nie mogę tych swoich ograniczeń (braku wiedzy, braku doświadczenia) przekroczyć. Skoro po prostu jeszcze nie wiem, jeszcze nie rozumiem!
Tischner nadal w tych rozważaniach przywołuje postać Abrahama. Jego przekonanie, że ofiara z syna jest tym, czego chce od niego Bóg. Czy Abraham źle zrozumiał Boga? Czy rzeczywiście Abraham postąpił zgodnie z tym, co mówiło mu jego ego, a nie Bóg. I to nie Bóg, jak chce Tischner, ale jego własne -Abrahama – ego wystawiało go na pokusę zabicia syna, popełnienia zła? Chciał to zło popełnić wprawdzie dla najwyższej wartości, jaką był dla niego Bóg. Ale zło (zabicie syna) przecież pozostawało złem. Tischner wskazuje na analogię takiego postępku z każdym innym zachowaniem, kiedy to dla większej (we własnym mniemaniu) wartości poświęcamy inną wartość. Przywołuje ideologie, w imię których zabija się, oszukuje, zdradza.

Nie podoba mi się i nie przemawia do mnie posługiwanie się w kwestii rozumienia/nierozumienia głosu Boga przykładem Abrahama. Tekst biblijny wydaje się nie pozostawiać wątpliwości, że akurat Abraham słyszał i rozumiał dokładnie to, co Bóg do niego mówił. Nie było to skomplikowane ani enigmatyczne. Było straszne, ale jasne. Na dodatek, Anioł Pański (skąd inąd, dlaczego Anioł Pański, a nie Bóg w tym fragmencie mówi? I dlaczego mówi „Mi”? Tłumaczenia, tłumaczenia…) przyznał potem, że Abraham był wystawiony na próbę: «Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna». Wprawdzie możemy powiedzieć, że nie wiemy, co tak naprawdę słyszał Abraham, bo znamy tę historię jedynie w relacji autora tego tekstu, …. ale wtedy już naprawdę nie wiadomo czego się trzymać.

Trzymam się więc na razie tylko tego, że nowy Katechizm „pozwala” mi się mylić w odczytywaniu głosu Boga, nakazuje mi myśleć i oczekuje, że będę się rozwijać w jego rozumieniu.

Barbara Niedźwiedzka

comments

1 people reacted on this

  1. Chyba należy się sprostowanie do zdania:
    […]Teraz człowiek (pewno możemy też powiedzieć – Kościół) ma prawo, może się mylić, może mu brakować przygotowania, może nie być jeszcze dość dojrzały, aby zrozumieć.[…]
    Chyba ani ks. Tischner, ani katechizm nie twierdzą, że Kościół ma prawo mylić się. W tej części katechizmu Bóg mówi do człowieka (pojedynczego), a człowiek (pojedynczy) odpowiada Bogu. O Bogu wiemy raczej kim nie jest, niż Kim jest. Stąd człowiek głos Boży odbiera przez filtr własnych wyobrażeń antropomorfizujących Boga. I może błędnie zinterpretować Boży głos.
    Dlatego powinien wątpić, czy dobrze zrozumiał i konfrontować to ze współwierzącymi. Bo wierzymy we wspólnocie. Zatem Kościół, jako to wspólnota, z którą wierzący się konfrontuje nie powinien się mylić.
    Może, co prawda, zdarzyć się, że tak duża liczba wiernych błędnie zinterpretuje głos Boga, i wzajemna konfrontacja nie uchroni od błędu, ale Tischner tej możliwości nie bierze pod uwagę. (A zdarzała się, inaczej papież nie musiałby przepraszać za grzechy Kościoła).
    Kazimierz Urbańczyk

Leave a Comment