Posted on: 27 lutego 2018 Posted by: Barbara Niedźwiedzka Comments: 0


Spotkanie II. Rozdział. Odpowiedź

Przyznam, że miałam problem z tym rozdziałem, w którym rozmowa krąży wokół definicji wiary zawartej w nowym Katechizmie. Mówi ona, że „Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela, przynosząc równocześnie obfite światło człowiekowi poszukującemu ostatecznego sensu swego życia”. Trudność polega na tym, że cały czas w głowie mam pytanie, a co jeżeli człowiek nie widzi, nie słyszy, że Bóg się objawia? Co z ateistami? Jak można odpowiedzieć Bogu jeżeli się go nie słyszy? Znam wielu takich ludzi. Nie słyszą Boga, nie widzą go w naturze, w dziejach. A Katechizm wydaje się mówić, że Bóg mówi do wszystkich, i że to od naszej woli zależy czy otrzyma odpowiedź, w postaci wiary.

Jak to od nas zależy wiara?! Uczono nas, że wiara jest łaską. Aby była odpowiedź najpierw musi być wiara. Tak też mówi Papież Franciszek w swoim ostatnim wywiadzie zamieszczonym W Tygodniku Powszechnym (TP 18 lutego 2018. Mówi w nim: „wiara jest darem, darem Boga. Nikt nie może mieć wiary sam z siebie. Nikt. Nawet gdybyś przeczytał całą bibliotekę”. Zaniepokojona, znalazłam zresztą na dalszych stronach rozmów Żakowskiego z Tischnerem, także zdanie tego ostatniego, że wiara „to jest łaska Boża, albo komuś dana, albo – niestety – nie dana.” A więc jednak.

Zgodnie z tym, nie mogę mieć wiary (a tym samym nie mogę dać odpowiedzi), jeżeli Bóg mnie do tego nie usposobi. Wiara nie jest więc w gestii mojej woli. Jeżeli Bóg pozwoli mi się usłyszeć, o tak, wtedy już od mojej woli zależy, czy wejdę z Nim w dialog. Człowiek obdarzony łaską wiary, może, ale nie musi wdać się z Bogiem rozmowę. Może być agnostykiem, może być deistą, może powiedzieć „takim mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”, czy jeszcze jakieś inne argumenty za nierozmawianiem z Bogiem sobie skonstruować.
Niepokój związany z definicją pozostał. Papież Franciszek uspokaja: „Jeśli nie masz tego daru (daru wiary) Bóg zbawi cię na inny sposób”. Chwała Bogu!, jest nadzieja dla ateistów. Może dalsze czytanie Katechizmu i rozmowy temu towarzyszące wyjaśnią sprawę. A może ktoś z Państwa potrafi rozwiać te wątpliwości?

Idźmy dalej. Jeżeli założymy, że mamy wiarę, reszta rozważań Tischnera nad rozmową z Bogiem nie napotyka już mojego większego oporu. To, że ta rozmowa z Bogiem toczy się za pośrednictwem innego człowieka, ludzi wokół nas, jest ideą oswojoną, przekazaną w Ewangeliach. Nie mogąc bezpośrednio z Bogiem rozmawiać, odpowiadać na pytania, reagować wprost, robimy to w relacji z drugim człowiekiem, z innymi ludźmi. To oni stawiają nam pytania, stwarzają sytuacje wymagające zajęcia konkretnej postawy. Jest napisane: cokolwiek uczyniliście….
Tę rozmowę człowieka z człowiekiem i interakcje między ludźmi przyrównuje Tischner do dramatu, to jego ulubiona metafora ludzkiego życia. A dramat jak to dramat rozwija się, aktorzy nie tylko reagują wzajemnie na siebie, ale także się zmieniają, rozwijają. Od tego jak zareagują, jak odpowiedzą na, tak naprawdę przez Boga zadane pytania, na zaistniałe sytuacje, historia potoczyć może się na rozmaite sposoby. Tak jak w „Przypadku” Kieślowskiego. Wydaje się, że to co będzie dalej, może zależeć od naszej woli, nie musi być dziełem jakiegoś przypadku. Wystarczy słuchać.

Czy jednak zawsze może zależeć od naszej woli? Czy najróżniejsze, zupełnie od nas niezależne, uwarunkowania nie krępują naszej woli, nie determinują tego, co robimy? Nasza aktualna wiedza, doświadczenie, ograniczenia, dawne urazy, lęki…. Zapewne nie tylko ja doświadczyłam refleksji: „O gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz…”. A więc Ta wolna wola nie do końca taka wolna. To odwieczny problem i wątpliwość. Napisano o tym całe biblioteki książek. Nie wymyślę tu nic nowego.

Pamiętam jednak, że wola tylko wtedy jest wolna, jeżeli jest dobra. Przecież stworzeni zostaliśmy jako dobrzy. Jeżeli wybieramy zło, to nasza wola musiała być skrępowana, a więc wtedy nie była wolna. To jakieś przeczucie rozumienia tej sprawy.
Tischner w rozmowie powraca do swojej koncepcją życia ludzkiego – jako dramatu. Mówiąc „dramat” ma na myśli przede wszystkim „dialog”, rozmowę. Nieustanne dialogowanie z innymi ludźmi i ich wzajemne się kształtowanie, ewolucję, przeglądanie się w drugim, zmuszanie do zajmowania stanowiska w sytuacjach, które tworzymy.

Ale ja, jak mówię „dramat”, to oprócz dialogów i interakcji, mam też gdzieś w tyle głowy autora scenariusza i reżysera. Jeżeli moje życie do dramat, to ktoś napisał scenariusz mojego życia, ktoś je reżyseruje? Prawdopodobnie jest to ten rodzaj teatru, w którym, reżyser zostawia dużo miejsca na improwizację, uwzględnia głos aktora, jego pomysły. Ale scenariusz jest, kostium (nasze geny) i scenografia są. Czy, pozostając w metaforze „dramatu”, to są te ograniczenia mojej wolnej woli, mojej wolności?

Idźmy dalej, Tischner mówi, że Bóg (tzn. człowiek/ludzie obok nas) pyta: „gdzie jesteś?”, „Gdzie jesteś Adamie?”. Od tego zaczyna dialog. Odpowiadamy na nie jakoś, i powoli budujemy zaufanie. Może czasem je tracimy, znowu odbudowujemy, czasem tracimy na długo. Dramat się toczy. To pytane „gdzie jesteś” Bóg musi zapewne zadać często, bo coraz to gdzie indziej w życiu jesteśmy. Czy słyszymy to pytanie? Jest niezwykle otchłanne. Nawet mrożące? Słyszę je czasem w chwilach samotnej autorefleksji. Rzadko. Ale czy potrafię zawsze usłyszeć to pytanie „Gdzie jesteś?” w tym, co mówią do mnie inni ludzie?

Barbara Niedźwiedzka

comments

Leave a Comment